Recenzje

Rewers miłości

Film: ""Enter the Void""

Autor: Zuzia zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Żeby dotrzeć do nieba, miłości całkowitej świata, ale też siebie, trzeba wszystko stracić. Zostać samotnym, bezdomnym, bez grosza. Trzeba trudzić się najpodlejszymi zajęciami, poczuć się wartym mniej niż nic, zdesperowanym cieniem, który jest skupiony na przetrwaniu kolejnej nocy, jeszcze jednego dnia.

Sex money & power - nazwa jednego z tokijskich klubów doskonale ukazuje nam wartości współczesnego świata. Życie to forma istnienia, przycisk z napisem „Enter”. Śmierć to koniec i nieskończona pustka. Cała reszta to otoczka wykreowana przez ludzką wyobraźnię. Życie jest monotonne, nudne, a nawet bezsensowne. Jedynie zaburzenie harmonii nabiera sensu, wypełnia bezbarwne życie chaotycznymi przeżyciami i wizjami.

Wkraczając do świata naciskając przycisk „Enter”, ale żeby żyć na prawdę musimy też wcisnąć ten przycisk w naszych głowach. Apelujemy do naszych zmysłów, wyrażamy dyskomfort naszym zwyczajnym życiem. Poszukujemy pomocy w związku z obecnością niespełnienia. O ile w takiej sytuacji nie zaczniemy czegoś robić, to nic się nie wydarzy, zależy to jedynie od nas.

Wnikamy przez wielki przycisk „Enter” w świat wykreowany przez Gaspara Noe. Nieuchronność przed stoczeniem się na dno, dzieci okrutnego systemu, który nie przejmuje się słabszymi i potrzebującymi. Zdani tylko na siebie, musimy poradzić sobie ze swoją samotnością w świecie bez zasad, a jedynym narzędziem walki z wszechobecną pustką i śmiercią jest miłość.

„Enter the Void” to przedstawiciel kina ery techno. Nienaturalnie rozciągnięty, przepełniony chorymi wizjami i metafizycznymi odniesieniami, imponujący estetycznie narkotykowy trip. Pulsujące neony, wewnętrzny dygot i spadanie do najciemniejszych odchłani samego siebie. Niezmierzona pustka, rozlewający się smutek, krzyk przerażenia, tak zostajemy wprowadzeni w pułapkę rozkoszy, Tokio.

Młode rodzeństwo, ciężka sytuacja finansowa i śmierć rodziców, która zmusiła ich do zarabiania pieniędzy w nieco inny sposób. Linda jest striptizerką w nocnym klubie, a Oscar zarabia na dilowaniu narkotykami. Pozostawieni sami sobie w sercu pulsującej życiem metropolii. Nie wiemy dużo o naszych bohaterach, ani dlaczego tak na prawdę są w Tokio. Jaskrawy neon w sercu pulsującego nocnym życiem miasta, a w mieszkaniu naprzeciwko wegetujący Oscar eksperymentujący z substancjami psychodelicznymi.

Reżyser nie szuka alternatywnej drogi dla głównych bohaterów. Pokazuje nieuchronność przed stoczeniem się a dno. Chore wizje i matafizyczne odniesienia. W założeniu Gaspara Noe nie trzeba używać szybkiego montażu, długich dialogów wyjaśniających zawiłość fabuły czy przejrzystość formy. Twórca odwraca ten trend. Jego filmy są niewygodne, drastyczne, bolą od nich oczy, większość istotnych dla rozumienia fabuły wydarzeń rozgrywa się gdzieś między słowami, a jeżeli już chce pokazać coś dosłownie, to robi to z okrucieństwem i sadyzmem. Dotykanie najbardziej intymnych sfer. Katowanie widza scenami aborcji oraz nasycanie filmu erotyką. Nie karmi widza czymś co ten chciałby ujrzeć, mrok wnętrza ludzkiego, ale też głębia świata. Brak tu reżyserskiego dystansu. Tęsknota za powrotem do raju jest trwała i nieuleczalna. Zawsze będziemy chcieli czegoś więcej, nie zaspokoimy czyjegoś umysłu, a już na pewno, nie zaspokoimy swojego umysłu. Tęsknota jest objawem duszy.

Śmierć w brudnej toalecie w knajpie z napisem „Void”, to koniec wędrówki duszy przez dzielnicę życia wypełnioną seksem i narkotykami. Bombardowane psychodelicznymi obrazami życia i śmierci. Przekroczenie standardów estetyki i etyki. Kino mocno autorskie, pełne przemocy, okrucieństwa i bezsilności w walce ze złem. Wędrówka po świecie podziemnym, przestrzeń pośmiertna, różnorakie próby i wyzwolenia, zmiana stanu bytu.

Szalone jazdy kamery podążają za wizjami bohatera. Ujęcie z pierwszej osoby potęguje przeżywanie śmierci naszego bohatera, totalny odjazd po złotym strzale. Oscar za życia obiecał siostrze, że zawsze będzie nad nią czuwał, więc dotrzymuje tego słowa jako duch. Wizje dilera prowadzą nas przez przepełnione neonami Tokio. Przenikamy ściany, kolejne mieszkania, wchodzimy do łóżka podczas szalonego pędu. Porażenie prądem, telepanie, mocniej, więcej, bardziej, a to wszystko w porcji wizualnej poezji. Rozlewające się światła, kolory niczym z bajkowej lavalampy i żarzące się pod powiekami fajerwerki.

Świat obserwujemy z perspektywy narratora naszej wędrówki, Oscara. Głównego bohatera widzimy tylko raz w lustrze w domu i w momencie śmierci. Zwłoki obejmujące muszle klozetową w ponurej toalecie. Od tego momentu obserwujemy wszystko z perspektywy ptaka. Świat w mrocznych barwach i jedynie jaśniejsze ujęcia dotyczące retrospekcji. Pełno to pulsujących świateł i głośnego hałasu. Reżyser stara się pobudzić wszystkie nasze zmysły, wiedząc jak dotrzeć do zmęczenia. Twórcy nie zależy na przedstawieniu realiów. Chce zaszokować tematyką i stroną wizualną. Arcydługie ujęcia, filmowanie z wysokich kranów i użycie animacji komputerowej CGI. Dopracowanie wszystkiego do perfekcji.

Powoli zaczynamy się nudzić, ale wtedy Gaspar Noe karmi nas kolejną bombą. Scena porodu, a po niej napis „the Void” na czarnym ekranie. Koniec naszej wędrówki, ale jednocześnie nowy początek. Definicja rodzącego się życia, które tak jak każde zakończy się nieskończoną pustką. Uczucie niespełnienia towarzyszące życiu, motywujące do zerwania ze standardami. Scena z perspektywy dziecka wprawia nas w osłupienie i gubi jeszcze bardziej we wspomnieniach, czy też rozpoczynającym się lepszym życiu.

skopiuj url:

Partnerzy