Recenzje

Rewolucja magiczno-feministyczna.

Film: ",,Czarownica miłości""

Autor: Gabriela Fiszer zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

,,Głupia rzecz miłość... Poznajesz, kochasz, cierpisz... Potem jesteś znudzony, albo zdradzony.”

Brzmi znajomo?

  ,,Czarownica miłości” w reżyserii Anny Biller to amerykański komedio-horror z elementami erotyczno-psychologicznymi... W skrócie istny synkretyzm gatunkowy! Co prawda film miał swoją premierę 5 lat temu, jednak dopiero w tym roku zagościł na dużych ekranach w Polsce. Nie mam wątpliwości co do tego, że ponowne otwarcie kin w naszym kraju miało wpływ na rozpowszechnienie tego tytułu w ostatnim miesiącu. Z filmowego plakatu zachęcająco spogląda na nas brunetka o aparycji diwy. Jak nietrudno się domyślić, owa kobieta to protagonistka. Elaine (Samantha Robinson), bo takie imię nosi tytułowa czarownica, para się czarami odkąd zaznała niezmiernie dotkliwego doświadczenia jakim było małżeństwo zakończone rozwodem. Po tym bolesnym przeżyciu zdecydowała się na przebranżowienie, a może nawet odrodzenie - zostaje czarownicą, w związku z czym ucieka z San Francisco do niewielkiego, urokliwego miasteczka in the middle of nowhere, które charakteryzuje się dużym odsetkiem czarownic wśród populacji.

  Wyprowadzka nie jest jedyną peregrynacją w życiu bohaterki, bowiem Elaine poza zmianą miejsca zamieszkania, odbyła też metaforyczną podróż do wnętrza siebie samej. W następstwie powyższego staje się silną, świadomą swoich potrzeb i wdzięków kobietą, która czuje się jakby mogła rozkochać w sobie każdego… Określiłabym ją nawet jako femme fatale, i to taką z krwi i kości. Gdy kogoś pragnie, w ruch idzie szereg magicznych praktyk, których nauczyła się podczas licznych szkoleń dla czarownic. A to wszystko, oczywiście, w imię miłości, do której bohaterka tak wytrwale dąży. Nierzadko mówią, że kobieta zmienną jest, i w przypadku czarownicy nie jest inaczej. Wiccanka przy pomocy magii, podejmuje polemikę z odwiecznym zagadnieniem ról; gotowa jest zaangażować się w schematyczne relacje damsko-męskie, jedynie po to aby prędko je zrewolucjonizować i udowodnić potęgę swej kobiecej seksualności, która tak często bywa tabuizowana i umniejszana. Zmysłowość Elaine z jednej strony doprowadza płeć przeciwną do szaleństwa, z drugiej zaś przyciąga pełne wrogości spojrzenia zazdrosnych koleżanek...Podczas jednej ze scen protagonistka posunęła się nawet do słów: ,,Mężczyźni są jak dzieci. Bardzo łatwo ich zadowolić, o ile dajemy im to, czego chcą.” Jestem zdania, że dzieło Biller poza opowiadaniem momentami mrożącej w żyłach historii, portretuje Elaine, jako archetyp kobiety z czasów modernizmu tudzież rewolucji obyczajowej lat.60. Co więcej, myślę, że również dziś taki wizerunek jest bardzo aktualny, dlatego też niezmiernie cieszy mnie powstanie tej produkcji.

Odnoszę wrażenie, że w obrazie szczegónie wyróżnia się stylizacja. „Czarownica miłości” to wyraźny ukłon i przejaw sentymentu do kinematografii lat 60. i 70. ubiegłego stulecia. Już początkowa sekwencja to wyraz hołdu dla filmografii Hitchcocka. Wszechobecny Technicolor, ostre makijaże, teatralna gra aktorska, detaliczne zbliżenia (szczególnie na oczy głównej bohaterki) i wysublimowana erotyka. Osobliwego klimatu dodaje również, doskonała w mojej opinii ścieżka dźwiękowa- przy akompaniamencie utworów Ennio Morricone, w tym kompozycji znanej z filmu ,,Lolita” w reżyserii Adriana Lyne’a. Nierzadko muzyka w filmie Biller przywodziła mi na myśl również twórczość Krzysztofa Komedy.Co muszę zaznaczyć, to to, iż film jest jedynie stylizowany na tamte czasy, wszakże jego fabułę osadzono w czasach współczesnych, co nietrudno zweryfikować chociażby przez obecność telefonu komórkowego.

  Momentami film mnie niecierpliwił ze względu na nieco monotonną narrację, która spowalniała bieg wydarzeń. Pomimo tego, jestem pełna podziwu dla Anny Biller, która w moich oczach jest kobietą(!) renesansu. Warto podkreślić, że artystka była odpowiedzialna nie tylko za reżyserię, ale też scenariusz, produkcję, kompozycję muzyki, ale również piękne, rodem z epoki wiktoriańskiej kostiumy! Ta dbałość o szczegóły zachwyciła mnie. ,,Czarownica miłości” to dla mnie bez wątpienia wartościowe kino artystyczne, które zarówno niesie ze sobą ponadczasowe, feministyczne przesłanie, jak i, bez dwóch zdań, stanowi audiowizualną rozkosz. Jeśli jesteście ciekawi działania nadprzyrodzonych mocy Elaine, to serdecznie polecam Wam ten magiczny seans, najlepiej na dużym ekranie. Jestem niezmiernie ciekawa, czy Was również, tak jak mnie, oczaruje!-----------------------------------------------------------------------------------------------------------*Bolesław Prus, ,,Lalka"

 

skopiuj url:

Partnerzy