Recenzje

Potwór w moim własnym mieście

Film: ""Zaślepieni""

Autor: Urszula zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Rok 2020 z pewnością na długo zapisze się w pamięci ludzkości. Jednym z jego najbardziej wstrząsających wydarzeń było zabójstwo George’a Floyda i związane z nim protesty ruchu Black Lives Matter. Tragedia ta stała się dla wielu osób impulsem do zwiększenia swojej świadomości na temat problemów osób czarnoskórych i systemowego rasizmu w Stanach Zjednoczonych. Film „Zaślepieni” („Blindspotting”) w reżyserii Carlosa Lópeza Estrady, choć powstał dwa lata wcześniej, może być dobrym punktem wyjścia do rozważań wokół kwestii rasowych.

Głównego bohatera, Collina (Daveed Diggs) poznajemy, gdy pozostały mu trzy dni do końca warunkowego zwolnienia z więzienia. Musi tylko wracać na czas do ośrodka resocjalizacyjnego, nie opuszczać terenu hrabstwa i nie wchodzić w konflikty z policją. Wydawać by się mogło, że nie są to najcięższe warunki, ale ich spełnienie wiecznie utrudnia jego najlepszy przyjaciel, Miles (Rafael Casal). A sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Collin staje się przypadkowym świadkiem zastrzelenia czarnego mężczyzny przez policjanta.

Jednym z najmocniejszych punktów filmu jest przyjaźń dwójki młodych mężczyzn. W scenach interakcji między nimi nie ma ani jednej fałszywej nuty, czego przyczyną jest zapewne pozaekranowa relacja aktorów, którzy znają się od wielu lat. Diggs i Casal wspólnie stworzyli także scenariusz do „Zaślepionych”, więc kreacje ich postaci są stuprocentowo przemyślane. Drobne momenty, w których Collin i Miles pozwalają sobie na żarty, które nie mogłyby mieć miejsca, gdyby więź między nimi nie była tak bliska, sprawiają, że widzowi tak łatwo uwierzyć w szczerość ich uczuć. Co sprawia, że jeszcze bardziej boli go, gdy zauważa, że Miles potrafi być toksyczny i szybko staje się agresywny. Ale przecież chce dobrze, więc może powinniśmy mu wybaczyć?

Warto zwrócić na „Zaślepionych” uwagę, bo film ten nie przytłacza nadmiernym moralizatorstwem, a jednak dotyka wielu tematów przewijających się w dyskusji o rasizmie. Mamy więc kwestię dostępu do broni – Miles kupuje pistolet i tłumaczy to chęcią ochronienia swojego synka (Ziggy Baitinger). Inną perspektywę mają jego dziewczyna (Jasmine Cephas-Jones) i Collin – będąc osobami czarnoskórymi widzą broń przede wszystkim jako zagrożenie. A mały Sean od najmłodszych lat jest edukowany przez matkę, aby wiedział, co może go czekać ze strony policji. Mamy obwinianie w pierwszej kolejności czarnego, nawet jeśli w ogóle nie przyłożył do sprawy ręki lub zrobił to w takim samym stopniu, co biały. Mamy sposób, w jaki w mediach prezentowana jest czarna ofiara, a w jaki biały policjant, sprawca jej śmierci. Mamy w końcu osławione „słowo na n” i wagę, jaką niesie ono w zależności od koloru skóry. Film również świetnie gra z głęboko zakorzenionym w kulturze motywem białego zbawcy. Miles nie wyciąga przyjaciela z opresji, nie ratuje sytuacji, ale ją pogarsza. Jednocześnie ciągle podkreśla swoje zasługi w rodzinie i w relacji z Collinem. W postaci Milesa realizują się wszystkie stereotypy o agresywnych, skłonnych do przemocy czarnych z obrzeży miasta. Wszystkie te zagadnienia przeplecione są naprawdę dużą ilością humoru. Nie wybija on jednak z oglądania, to nie żarty przełamują napięcie, ale raczej ze scen komediowych przechodzimy do dramatycznych, często w sposób nagły, otrzymując przysłowiowy kubeł zimnej wody. Nawet scena, w której dowiadujemy się, za co właściwie główny bohater trafił do więzienia, rozpoczyna się niezwykle zabawnie.

„Zaślepieni” zyskują dzięki osobistej perspektywie twórców, szczególnie Daveeda Diggsa. Wielokrotnie opowiadał on w wywiadach o swoim dzieciństwie w Oakland, w którym rozgrywa się akcja filmu. Zanim rozpoczął studia w Berkeley, „nie miał świadomości bycia czarnym”. Większość osób w jego okolicy miała mieszane pochodzenie etniczne, nie był nawet jedynym dzieckiem, którego jedno z rodziców było czarne, a drugie Żydem. Obserwowanie przez Collina stopniowej gentryfikacji rodzinnego miasta jest więc wątkiem semi-biograficznym, przez co wybrzmiewa jeszcze lepiej.

Niezwykle ciekawym zabiegiem jest włożenie w usta bohaterów dialogów nie mówionych, ale rapowanych. Robi to olbrzymie wrażenie zwłaszcza w kulminacyjnym momencie filmu – konfrontacji Collina z policjantem, którego widział kilka dni wcześniej. Mogłoby się wydawać, że to niepotrzebna zabawa, jedynie wykorzystanie talentu Diggsa (znanego przecież przede wszystkim z roli w „Hamiltonie”), gdyby nie to, że jego bohater w pewien sposób łamie czwartą ścianę i tłumaczy ten wybór artystyczny – to część jego tożsamości, w innym wypadku biały policjant go nie usłyszy.

Film był pełnometrażowym debiutem Estrady, ale widać w nim doświadczenie reżysera przy tworzeniu teledysków, bo strona wizualna „Zaślepionych” jest bardzo przyjemna dla oka. Neony oświetlające ulice sprawiają, że Oakland wydaje się być dziwnym, sennym miejscem, zawieszonym gdzieś pomiędzy starym a nowym.

O sile obrazu stanowi jego może nie otwarte, ale też nie domknięte zakończenie. Collin dostał możliwość skonfrontowania się ze sprawcą zabójstwa, czy raczej przedstawicielem opresyjnego systemu, ale czy przyniosło mu to ukojenie? Strach, który towarzyszy mu każdego dnia nie zniknie w magiczny sposób, podobnie jak ciągłe poczucie, że jest potworem w swoim własnym mieście

Chciałabym móc powiedzieć, że film „Zaślepieni” zdążył się od 2018 roku zdezaktualizować. Niestety, problemy, których dotyka, nadal palą Amerykę i nie tylko. Ale świadomość społeczna ciągle rośnie, a on jest ważnym głosem w dyskusji i, co najważniejsze, pokazuje perspektywę osób, których faktycznie dotyczą. A czym innym jest kultura, jeśli nie poznawaniem spojrzenia na świat ludzi innych niż my?

skopiuj url:

Partnerzy