Recenzje

Nie dotykaj mnie

Film: "Out 1"

Autor: Michał zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Metraż tzw. kina popcornowego, czyli blockbusterów i produkcji cieszących się najlepszymi wynikami w box office najczęściej nie wykracza poza 180 minut. Istnieją jednak kinomani lubujący się w pozycjach znacznie dłuższych. Nie chodzi tu wyłącznie o podgatunek slow cinema, które z definicji potrzebuje więcej czasu ekranowego do przedstawienia całej historii. Dramaty historyczne oraz filmy religijne również często wychodziły poza niepisaną zasadę trzech godzin. Dziś jednak, najpopularniejszymi filmami o bardzo długim metrażu są najprawdopodobniej produkcje filipińskiego mistrza Lava Diaza i Szatańskie tango (1994) Beli Tarra, któremu Gutek Film nadało drugie życie. Dzięki obecności w Polsce portalu MUBI mamy dostęp także do wcześniejszych dzieł kina wagi ciężkiej.

Trudno zdefiniować, czego adaptacją jest Out 1 w reżyserii Jacques’a Rivette’a i Suzanne Schiffman. Na pierwszy rzut oka ukazuje się Balzac i jego "Komedia ludzka". W latach 1829-48 Honore do Balzac napisał pod tym tytułem cykl powieści i opowiadań. Niezwykle obszerny w treść i problematykę traktat socjologiczno-filozoficzny opowiada o blisko dwóch tysiącach postaci, których charaktery Balzac dogłębnie analizuje przez pryzmat wyznawanego przez siebie systemu etycznego. Z drugiej strony zaś, Rivette i Schiffman pozostawiają nieco uważniejszym widzom różnego rodzaju smaczki pokroju odniesień do danej epoki oraz wplatając kulturowo-religijne konotacje, które zapewne każdy z nas inaczej odbiera.

Nikogo nie powinien zaskakiwać okres, w którym powstał ten film – choć rok 1971 jest definitywnym końcem francuskiej nowej fali, to inspirację konwencją widać w dziele Rivette’a bardzo wyraźnie. Nie bez powodu reżyser nazywany jest "spóźnionym" nowofalowcem, który nie nadążał z podtrzymywaniem tempa nadawanego przez Jean-Luc Godarda i innych twórców La Nouvelle Vague z powodu rozmachu i metrażu swoich produkcji. Z uwagi na scenariusz tak bardzo nawiązujący do dzieł francuskiego wieszcza Out 1 nazywane jest XX-wieczną interpretacją Balzaca, głównie jego cyklu "Trzynaście" wydawanego w latach 1833-35. Rivette adaptował dzieła pisarza jeszcze dwukrotnie – w Pięknej złośnicy (1991) i Nie dotykać siekiery (2006).

Liczba trzynaście jest kluczem do interpretacji filmu Rivette’a. Tyle bowiem godzin spędzimy na oglądaniu całości. Ta megaprodukcja, a konkretniej wersja dostępna na MUBI, trwa aż 773 minuty. I trudno o liczbę bardziej naładowaną symboliką. W większości mitologii, systemów wierzeń oraz kultur "trzynastka" postrzegana jest jako symbol zła, nieszczęścia i tragedii. Tylko Włosi uważają ją za szczęśliwą. Podobnej symboliki jest w obrazie znacznie więcej, ponadto łączy się ona z innymi wątkami. Choć z pozoru 13-godzinny seans wydaje się wyczerpujący, czy nawet niemożliwy, to Out 1 można oglądać jako serial złożony z ośmiu półtoragodzinnych odcinków. Zamierzeniem pary reżyserskiej było wyemitowanie swojego dzieła w telewizji, do czego jednak ostatecznie nie doszło.

Datę premiery Out 1 można uznawać za oficjalny koniec francuskiej nowej fali w kinematografii. Film ten zawiera bowiem wszystkie schematy – zarówno te kompozycyjne, jak i techniczne – którymi chlubiła się La Nouvelle Vague, zaczynając od Hiroszima, moja miłość (1959), przez Do utraty tchu (1960) czy Amatorski gang (1964), kończąc na politycznych manifestach twórców skupionych wokół pisma Cahiers du Cinéma pokroju Daleko od Wietnamu (1967). Rivette swój film nakręcił na taśmie 16mm, skorzystał również z nowofalowej tradycji mieszania narracji fabularnej z dokumentalną.

Kolejnym czynnikiem, który powoduje, że seans Out 1 stanowi przeżycie jedyne w swoim rodzaju, jest gra aktorska. Reżyser podkreślał w wywiadach, że zależało mu na tym, by wszystkie postaci zachowywały się w sposób realistyczny. I ten realizm w ekspresji ukazywanych na ekranie osób da się dostrzec, czasami w przerysowanej formie. Znakomitą pracę wykonał tu najbardziej uzdolniony syn francuskiej nowej fali, Jean-Pierre Léaud. Wykreowana przez niego postać Colina idealnie wpisuje się w forsowany przez nowofalowców portret przeintelektualizowanego, młodego outsidera. Bohater Léauda chodzi więc ulicami, przygrywa na harmonijce, odstraszając klientów paryskich kafejek, i czyta Balzaca na głos, udając osobę niesłyszącą w celu zarobienia dodatkowych pieniędzy.

I ta gra aktorska w pewnym momencie staje się zgubna dla zdolności percepcyjnych przeciętnego widza (w tym także moich). Od pierwszych minut Out 1 dowiadujemy się, że mamy do czynienia z dwiema trupami teatralnymi przygotowującymi się do wystawienia tragedii greckich autorstwa Ajschylosa. Granica pomiędzy próbą a rzeczywistością jest jednak bardzo cienka i szybko się załamuje, gdy przychodzi nam poznać życie prywatne ukazywanych w filmie postaci.

Aktorzy grający aktorów, przygotowując spektakl, będący jednocześnie fikcją, w społeczeństwie będącym spektaklem… Jeśli w przypadku zagmatwanych nowofalowych narracji nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o francuskich sytuacjonistów.. Nie zdziwiłbym się, gdyby Guy Debord zainspirował Suzanne Schiffman i Jacques’a Rivette’a przy pisaniu scenariusza do Out 1 wydanym w 1967 “Społeczeństwem spektaklu”. Sześć lat po premierze książki, francuski filozof wyreżyserował wideoesej o tym samym tytule, w którym zobrazował swoje idee. Kto wie, może zacytowanie Deborda w najnowszym filmie Charlie'ego Kaufmana – Może pora z tym skończyć (2020) – doprowadzi do ponownego zainteresowania części widzów tezami francuskiego filozofa. Jeśli tak się stanie, Out 1 może zyskać wielu nowych entuzjastów.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia biblijnej interpretacji słów noli me tangere, które wybrzmiewają w oryginalnym tytule filmu. Ten równoważnik zdania może być przetłumaczony tak jak tytuł niniejszej recenzji: "nie dotykaj mnie" lub "nie zatrzymuj mnie". I znowu z kursu obranego na Balzaca musimy wrócić do Biblii. "Noli me tangere" miał bowiem rzec Jezus Chrystus do Marii Magdaleny po zmartwychwstaniu. Zdanie stało się także motywem wielu prac malarzy wieków średnich, nowożytnych i późniejszych. Inspiracji treścią Nowego i Starego Testamentu znajdziemy w Out 1 jeszcze więcej. Z racji na to, jak obszernym dziełem jest film Rivette’a i Schiffman, spisaniu ich wszystkich można by poświęcić książkę. Tylko kto byłby w stanie ją napisać?

skopiuj url:

Partnerzy