Recenzje

Jeden człowiek w każdym wieku

Film: ""Siedem kobiet w różnym wieku""

Autor: Zofia Stanisławek zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Film „Siedem kobiet w różnym wieku” z 1978 roku jest dokumentem o wielu dnach. Ta krótkometrażowa produkcja Krzysztofa Kieślowskiego zamknięta w czerni i bieli, ukazuje całą gamę barw i smaczków życia artysty i zwykłego człowieka, a to wszystko za pomocą baletnic i siedmiu dni tygodnia.

Produkcja nie czeka na widza, od samego początku wciąga w centrum zdarzeń dnia zatytułowanego jako „czwartek”, wtrąca nas pomiędzy szykujące się do lekcji baletu dziewczynki. Zbliżenie detalicznie przedstawiające przebierające nogi, kredę ściskaną w ręku i uściski dłoni, sprawiają wrażenie jakby uchwycone zostały mimochodem zza ramienia, zza pleców kogoś stojącego przed nami i też przypatrującego się zdarzeniom. Oglądając te krótkie ujęcia, miałam wrażenie jakbym stała w tłumie, rozglądała się po ogarniętej rozgardiaszem sali, jakbym była aktywnym, aczkolwiek zagubionym obserwatorem. Szybko jednak wyłoniony zostaje główny obiekt uwagi, a mianowicie ciemnowłosa dziewczynka, od teraz będziemy śledzić jej poczynania. Zbliżenia i nasze spojrzenia będą zarezerwowane właśnie dla niej. Lekcja się rozpoczyna, a roześmiane dziecięce głosy cichną zastąpione łagodnym głosem nauczycielki. Pozornie przedstawiony pojedynczy dzień, może wydawać się najzwyklejszym udokumentowaniem lekcji baletu, jednak nie na balecie się ta historia kończy.

Pierwsza sekwencja filmu jest bardzo prostą ilustracją, czarno-biała, bez aktorów, a z rzeczywistymi uczestnikami lekcji, jednak ta prostota jest potrzebna, aby widz mógł sam dopowiedzieć znaczenie i historię kryjącą się za ukazanym obrazem. Widząc dziewczynki biegające po sali, ustawiające się w pozy baletowe, słysząc ich śmiechy i łagodne komentarze instruktorki, myślałam o dzieciństwie samym w sobie. W tych tanecznych ujęciach ujrzałam odzwierciedlenie początkowej, sielankowej fazy życia, chwil beztroskich, kiedy dziecko powoli rozwija się, rozkwita i jest popychane do przodu.

Pomiędzy czwartkiem a piątkiem nie ma płynnego przejścia, tak jak codzienne życie, tak i ten film nie ociąga się i wciąga nas w wir zdarzeń. Tego dnia przyglądamy się już nastolatce. Oczywiście jest to zupełnie inna dziewczynka niż dnia pierwszego, jednak ich podobieństwo i ten sam sposób zwrócenia na nią uwagi, skutecznie przekonuje, że historia jest kontynuowana, że to czwartkowe maleństwo rozkwitło w piątkową młodą dziewczynę. Schemat ukazania dnia jest podobny, jednak nastrój się zmienia. W piątek nauczycielka jest już sroga, wymaga bardzo wiele. Na twarzy dziewczyny, którą tak pilnie obserwujemy ukazuje się skupienie, zmęczenie, a może nawet irytacja.

Piątek obnaża przed widzem kolejny stopień życiowej wędrówki. Sielankowa ilustracja zostaje zamieniona na zarys młodzieńczej buntowniczości, na pierwsze przeszkody, trudności i oczekiwania, jakie spadają na młodego człowieka. Jest to kolejny etap życia, ukazany bardzo jasno, pomimo tego, że w niedosłowny sposób przyjmując baletowe pozy.     

W sobotę nowa kreacja dziewczyny- jest już prawie dorosła. Nie mamy wglądu na początek dnia, ponieważ bez zbędnego wstępu zostajemy ustawieni obok bohaterki nerwowo czekającej na rozpoczęcie próby baletu. Już pierwsze spojrzenie, jakim obdarzymy dziewczynę, która ze zdenerwowaniem wgryza się w jabłko, ujawni nam, co tym razem będzie podjętym tematem. A jest to właśnie stres. Stres związany z niepowodzeniami, na sali treningowej, a może w życiu prywatnym. Wielkie, dorosłe oczekiwania i młodzieńcze potknięcia. Liczne zbliżenia na rozbiegany wzrok baletnicy, jej spięte spojrzenia, sprawiły, że ja sama oglądając zaczęłam się o nią martwić. Nie tylko o jej przygotowania do występu, ale też o jej osobę pochłoniętą własnymi oczekiwaniami, odbijającymi się w przesłaniu filmu.

      Niedziela jest dniem wielkim i wyjątkowym. Całkiem po bożemu, ale nie tylko. Jest to środkowy dzień historii naszej baletnicy i jest to czas występu. Tancerka w swojej pięknie rozwiniętej formie, przeżywa szczytowy moment kariery, to jest jej pięć minut. Pięknie ukazana za pomocą światłocienia baletnica, jasna na tle ciemnej sceny, lśni swoim najjaśniejszym blaskiem. To ona jest teraz gwiazdą i wie o tym doskonale. W tle nie słyszymy już innych postaci, nie ma zgiełku głosów i rozmów. Jest muzyka, scena i jej występ. Jest to dzień poświęcony na sukces człowieka, dzień poświęcony na moment w życiu kiedy jesteśmy w pełni swoich sił i możliwości. Młodzi i piękni, gotowi podbijać świat.

     Poniedziałek, dzień roboczy. Dla już teraz dojrzałej kobiety, za którą tak sumiennie podążamy jest to dzień zmęczenia. Ukazane nam zostają krótkie ujęcia jej treningu. Widoczny ból na twarzy tancerki, wykracza już poza sferę fizyczną. Kobieta wie, że jej pięć minut się skończyło, już nie jest tak młoda jak kiedyś, jednak jak na razie, jedyne, co z tą świadomością się wiąże, to złość i zaciętość. Przyglądamy się kolejnym nieudanym próbom, kolejnym załamaniom powodowanym wykończeniem. Akompaniamentem dla tych, mało już finezyjnych i sielankowych, zdarzeń jest ciężki oddech baletnicy. Jej desperackie starania, pot ociekający z czoła sprawiły, że miałam ochotę potrząsnąć tą kobietą, zmusić ją do odpoczynku, przekonać, żeby choć trochę sobie odpuściła. Dojrzałam w tej kobiecie to, co nadchodzi zaraz po naszych życiowych momentach na scenie – szara rzeczywistość obdarta z laurów, przepełniona zmęczeniem i usilnymi staraniami, by nie utracić młodości.

Wszystko jednak ma swój koniec i to ukazuje obraz wtorkowy. Nasza baletnica, teraz już w kwiecie wieku czeka na przydzielenie roli do sztuki. Sposób jej zaprezentowania zmienia się, teraz kamera nie skupia się tylko na niej, pojawiają się ujęcia tłumu, w którym musimy doszukać się naszej bohaterki. Czasem ktoś ją zasłania, czasem staje się tłem, a czasem ledwo ją widać. Jednak z jej osoby emanuje wręcz rezygnacja, a nawet zazdrość wyczuwalna przez ekran. To, w jaki sposób odwraca wzrok, załamuje ręce, czy pochyla głowę, przedstawia całą gamę emocji, która nie potrzebuje słów opisu. Kobieta zostaje wybrana jako jedna z ostatnich, a próbę spędza przyglądając się z boku.

Taki właśnie jest los człowieka, w końcu musi wyjść spod światła reflektorów i stać się tłem cudzego występu, każde pięć minut w końcu się kończy.

I kończy się też film. Dniem ostatnim jest środa. Wracamy do Sali lekcyjnej baletnic, jednak nie dla naszej dziewczynki, a dla finalnej postaci bohaterki. Jest nią nauczycielka w podeszłym wieku, pozbawiona swojej dawnej smukłości i blasku. Ukazana za pomocą podobnych ujęć jak początkowa mała tancerka, główna bohaterka prowadzi lekcje. Jest to zakończenie cyklu, który po środzie znowu się powtórzy, jednak nie będziemy go już śledzić na ekranie, a w codziennym życiu. Została nam zaprezentowana pełna historia baletnicy i człowieka. Wyboista droga poprzez młodość, bunt, glorię i rezygnację, aż do akceptacji i poświęcenia dla kolejnego bohatera cyklu.

Film Kieślowskiego jest uporządkowanym i ukazanym w prostej formie dokumentem o człowieku. Podzielony na siedem sekwencji i wprowadzający jasno bohatera umożliwia odbiorcy interpretację i rozważania nad przedstawianym obrazem. Jest historią prostego człowieka przedstawioną w konsekwentnym i przejrzystym w odbiorze rytmie zdarzeń. Jest to rytm zupełnie odmienny od rytmu „Tanga” Zbigniewa Rybczyńskiego, który wprowadzając pewien chaos i dezorientację ukazywał złożoność codziennego życia.

„Siedem kobiet w różnym wieku” pomimo swojej dokumentalnej prostoty zawiera tyle historii i znaczeń, ile tropów interpretacyjnych odbiorcy. Zaciekawia i fascynuje, z początku nie wyjaśniając za wiele, jednak nic zbędnych wyjaśnień nie potrzebuje, gdyż im więcej dni spędzimy z filmowymi bohaterami, tym więcej zrozumiemy. Wyruszamy w drogę razem z małą baletnicą i wyciągamy wnioski, rozwijając swoje rozważania, będąc towarzyszem rozwoju tancerki.

skopiuj url:

Partnerzy