Recenzje

Co jest gorsze - pamięć czy zapomnienie?

Film: "Hiroshima, Mon Amour, 1959, Alain Resnais"

Autor: Maria zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

O czym innym niż o pokoju można robić film w Hiroszimie? Zapyta retorycznie główna bohaterka.

Ale zanim do tego dojdzie widzimy ją – francuską aktorkę (w tej roli Emmanuelle Rivie) i jego (Eiji Okada) – japońskiego architekta, którzy splątani w miłosnym uścisku, pokryci połyskującymi kroplami deszczu, pyłem ze zniszczonych budynków, proszą o szczerość i wrażliwość.

„Nie widziałaś w Hiroszimie nic. Zupełnie nic.” Mówi on. Nie po to, żeby oceniać, a żeby wyjaśnić, że wciąż są na świecie rzeczy, których człowiek nigdy nie pojmie.

„Widziałam wszystko. Wszystko”. Powie ona, pewna w swojej poetyckiej podróży przez najgłębsze ludzkie tragedie i nadzieje. Zacznie historię o tych, którzy nie z obojętności, a z bezsilności, odwracają wzrok.

Bohaterowie powtarzają swoje słowa, jak gdyby w obawie przed niezrozumieniem.

Narratorka zaczyna opowiadać o wszystkim, co widziała – o wypadających rano włosach, metalu kruchym jak ludzkie ciało, kamieniu z zapomnianych dróg. Jak mogła nie widzieć tego wszystkiego, skoro to na pewno istniało, skoro widzi dowody?

Przecież czuła bezdech na Placu Pokoju. 10 000 stopni palących nawet najtwardsze materiały. I jest tego pewna, pewna tego, że zrozumiała. Czuje to wszystko tak silnie jak duszność.

Jednocześnie boi się iluzji tworzonej po to, by turyści płakali. Reżyser, Alain Resnais, sprawia, że stajemy się turystami niezdolnymi do niczego poza płakaniem i zaciskaniem maksymalnie zaciśniętego gardła. Widzimy ludzkie cierpienie, krzyk, niedowierzanie. Tak realny obraz dziecka, które rozglądając się dookoła nie widzi nic poza zniszczeniem.

Widzimy wszystko to, co widział cały świat – wychodzące z popiołów insekty, kulejące psy i kwiaty, które pokryły Hiroszimę tak bujnie jak nigdy wcześniej i nigdy później.

Narratorka próbuje doszukać się piękna i choć odrobiny nadziei, co widać w jej słowach. Resnais i japoński lekarz to obrazy – zdeformowani ludzie, rodzeństwo bezskutecznie szukające rodziców.

Ona mówi – o łagodności, o cierpliwości tych, których przeżycie zmusiło do przyjęcia nowej roli. Do pogodzenia się z losem tych, którzy widzieli rzeczy nie do pojęcia ludzką wyobraźnią. On pokazuje – śmierć, bezsilność, bezsens.

Już w ekspozycji dowiadujemy się, co jest celem filmu. To przestroga i jednoczesne wzbudzenie nadziei. Zawieszenie między cynizmem a poszukiwaniem piękna. Bo narratorka jest pewna, że tragedia się powtórzy, że jest nierozerwalnie związana z życiem. Chaos znów zastąpi dobro, a 10 000 słońc w 9 sekund doprowadzi do zapomnienia.

Ale ta świadomość okrucieństwa nie odbiera jej nadziei. Życie trwa dalej. Miłość trwa, choć przecież myślała, że to miasto nie jest stworzone do miłości.

A jednak znajduje ją, znajduje spokój, zgubę, której szukała tak długo.

Prosi o miłość i zrozumienie, o szczerość w tym mieście i nocy tak nierozróżnialnie podobnym do innych. Błaga o spokój i otrzymuje głośny śmiech.

I tym jest „Hiroshima, Mon Amour” – śmiechem na wpół z obawy przed wybuchnięciem płaczem a w połowie pełnym nadziei. To wewnętrzna sprzeczność definiująca każdą tragedię. Każdy jest jednocześnie słowem i obrazem, widział wszystko i nic.

„Hiroshima, Mon Amour” opowiada o pięknie, które kryje się we wszystkim i o tragedii, która chociaż chowa się pod nim to jest bardzo wyraźna i zawsze obecna.

Bohaterowie boją się zapomnieć, z całej siły z tym walczą, ale to walka z góry skazana na porażkę. Bo ostatecznie piękno przykryje tragedię lub tragedia wysunie się przed piękno.

Film Resnaisa jest przełomowy – zapowiada nadejście Nowej Fali we francuskim kinie i budzi kontrowersje czasem powstania i oksymoronem w tytule. To historia z rodzaju tych, które opowiadają o najgłębiej skrywanych wspomnieniach, o świecie, który dawno przestał istnieć.

Traktuje o miłości, o pamięci i pyta, czy zapomnienie w ogóle jest możliwe? Miesza się w swoich sprzecznych odpowiedziach, zmienia zdanie, błądzi.

Główna bohaterka boi się, że tak. Że mimo upartej walki zapomniała. Resnais wysuwa inną tezę – w świadomości bohaterów miejsca największego bólu (Nevres i Hiroshima) pozostaną zawsze żywe, powracające w koszmarach, przeplatanym oniryzmem w realizmie.

Pozostawia nas jednak z pytaniem, co jest ostatecznie gorsze pamięć czy zapomnienie?

skopiuj url:

Partnerzy