Recenzje

I’m still standing

Film: ",,Rocketman” "

Autor: Zofia zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Dexter Flatcher wciąga nas w porywającą opowieść o niezwykle ekstrawaganckim artyście rockowym, jakim jest Elton Hercules John. Z każdą sekundą filmu wnikamy coraz bardziej w jego historię przepełnioną kolorami, światłami, brokatem i oczywiście muzyką. Jednak czy życie gwiazdy jest takie kolorowe jak postać, na którą się kreuje? Przed seansem zastanawiało mnie, czy da się zrobić szczery film o wykonawcy, który żyje. Filmy biograficzne nie są czymś nowym, ale istnieje widoczna tendencja tworzenia ich o zmarłych osobach. Flatcher łamie tę zasadę, tworząc z pozoru lekki musical o wdzięcznym tytule będący równocześnie tytułem piosenki.

W pierwszych minutach filmu widzimy Eltona Johna (granego przez Tarona Egertona) kroczącego korytarzem niczym superbohater przebrany w nietypowy pomarańczowy strój ozdobiony brokatem i cekinami, ze skrzydłami i rogami na głowie. Z impetem wchodzi on na spotkanie grupowej terapii uzależnień, po czym siada na krześle i wyznaje, że jest uzależniony od alkoholu, kokainy, seksu, zakupów i jest bulimikiem. Elton, wyglądający jak naburmuszone dziecko, rozpoczyna fascynującą opowieść o swoim życiu, zabierając nas w podróż do przeszłości.

Opowieść o życiu Eltona Johna rozpoczyna się w dzieciństwie, gdy bohater nazywał się Reginald Kenneth Dwight. Wtedy właśnie zaczęła się jego muzyczna przygoda, głównie dzięki babci, która dostrzegła talent wnuka i zaprowadzała Reggiego na zajęcia do Królewskiej Akademii Muzycznej, w której otrzymał stypendium. Choć jako dorosły na terapii mówi, że był bardzo szczęśliwym dzieckiem i dostał od ojca dużo miłości, to w retrospekcjach widzimy zupełnie coś innego. Ojciec Eltona – Stanley Dwight – był dla niego bardzo oschły, nie dostrzegał talentu syna i nie okazywał mu miłości. Często go nie było w domu, aż w końcu porzucił rodzinę. Sheila Eileen Dwight również nie poświęcała synowi wystarczającej uwagi, ponieważ za bardzo zajmowała się sobą i kłótniami z mężem. W ,,Rocketmanie” jest wyraźnie wykorzystana koncepcja Freudowska, zgodnie z którą niezaspokojone potrzeby i traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa mają realny wpływ na całe życie człowieka. Elton John w dzieciństwie nie zaznał miłości szczególnie ze strony ojca, przez co czuł, że nie jest wart miłości kogokolwiek i musi na nią zasłużyć. W jednej ze scen dorosły bohater, będąc pod wpływem substancji odurzających, jest niesiony przez tłum w klubie. Wtedy powracają do niego obrazy z dzieciństwa, m.in. ten, gdy prosi ojca, żeby go przytulił, a on odmawia, mówiąc małemu Eltonowi, że nie może być mięczakiem. Elton John w filmie cały czas mierzy się z dzieciństwem, tworząc swój nowy wizerunek, chce zabić siebie niepewnego, niekochanego. Bohater nie potrafi uleczyć ran z przeszłości. Brak miłości w dzieciństwie również sprawił, że nikt nie nauczył go kochać. Przez to, że cały czas pragnie miłości, ale nie wie jak ona powinna wyglądać, wikła się w toksyczny związek ze swym menadżerem Johnem Reidem, który dosłownie doprowadza Eltona do upadku.

Retrospekcje z życia Eltona Johna przerywają sceny terapii, na której z każdą chwilą bohater coraz bardziej się obnaża. Właśnie obraz kliniki stanowi klamrę kompozycyjną filmu. Z każdym wyznaniem bohater pozbywa się kolejnych części scenicznego stroju, aż ostatecznie zostaje w szlafroku. Elton, zdejmując kolejne części ubrania, obnażał prawdziwego siebie i swoją duszę. Pozbywając się efektownego stroju, zrzucił powłokę medialnego Eltona Johna, którą tworzył na scenie. Dla bohatera kolorowe, ekstrawaganckie stroje były maską, w nich stawał się bardziej pewny siebie. Uważał, że tylko w takiej wersji ludzie mogą go kochać. Bez tych strojów czuł się nagi, bezbronny, nieśmiały, niekochany. Reginald Dwight stworzył postać Eltona Johna, by stać się kimś ważnym, wyjątkowym i kochanym przez tłum. Przez całe życie zakładał mnóstwo masek tylko po to, by nikt nie zobaczył jego słabości. W pewnym momencie te maski zaczęły mu ciążyć, pogubił się między tymi fantazyjnymi strojami. Dexter Flatcher bawi się symboliką, by pokazać trudny moment psychicznego obnażenia się przed innymi. Historia Eltona pokazuje, że możemy poznać człowieka tylko w takim stopniu, w jakim nam na to pozwoli. Bohater ucieka ze swojego koncertu po to, by na terapii odkryć swoją duszę i przez to doznać oczyszczenia. Zresztą jego terapia nie kończy się na tym jednym spotkaniu, widzimy również dwa inne. Na to drugie bohater przychodzi w zwykłym szarym dresie, nie przypomina siebie, jest przygaszony. Na trzecim jego strój już jest bardziej żywy, bohater na nowo szuka siebie. Wreszcie po zrzuceniu wielu masek Elton może z dumą zaśpiewać: ,,I’m still standing”.

Bohater wykreowany przez Tarona Egertona jest wielopłaszczyznowy. Raz go uwielbiamy, cieszymy się razem z nim, by za chwilę go wręcz nienawidzić i uważać za zadufanego w sobie celebrytę. Aktor umiejętnie poradził sobie z odegraniem tak skomplikowanej roli. Filmowa postać idealnie odzwierciedla ekstrawagancję Eltona Johna, ale też w prawdziwy sposób pokazuje jego ból i gniew. Ważną rolę w tej historii odgrywa przyjaźń bohatera z jego tekściarzem Berniem Taupinem (w tej roli Jamie Bell), która jest niezwykle silna, ale nie idealna. Bernie towarzyszył Eltonowi od początku jego kariery, razem tworzyli świetny duet, jednak pozostawał w jego cieniu. Bernie, choć został odtrącony przez Eltona, to i tak do niego wracał i był przy nim w najtrudniejszych chwilach.

,,Rocketman” nie istniałby bez muzyki, która buduje to dzieło. Jak na musical przystało, muzyka często jest na pierwszym planie, a kadr zapełniają energiczne choreografie. Piosenki Eltona ewoluują wraz nim, tworzą jego historię. Sceny występów są tak realne, że czułam się, jakbym wręcz była na koncercie. Ważną rolę w tym filmie pełni światło, które buduje nastrój scen. Gdy widzimy narkotyczne wizje Eltona, wszędzie pulsują kolorowe światła, które powodują, że kręci nam się w głowie. Światło dzienne wpadające przez drzwi oświetla bohatera i buduje napięcie, gdy idzie on korytarzem kliniki. Szczególnie w pamięć zapadła mi scena, w której bohater wpadł do basenu i topiąc się, widział siebie z dzieciństwa grającego na pianinie i śpiewającego. Światło oświetlało jedynie małego Reggiego oraz jego dłoń wyciągniętą w stronę powierzchni, błagającą o pomoc. Ważną rolę odgrywają w filmie kolorowe stroje, pełne cekinów, piór, brokatu, krzyczące przepychem. W scenie, gdy bohater kroczy korytarzem, są zbliżenia na odpadające z jego stroju i spadające na podłogę cekiny, pióra. W filmie występują też często inne zbliżenia, najczęściej na twarz i oczy Eltona. Te wszystkie subtelne zbliżenia i mniej subtelne stroje, gra świateł, tworzą wyjątkową estetykę, od której ciężko oderwać wzrok.

,,Rocketman” przedstawia historię zbliżoną do wielu innych w kinematografii, jednak absolutnie nie jest ona nudna. Historia Eltona Johna bawi, wzrusza i zdecydowanie przyciąga odbiorcę. Choć wcześniej nie interesowałam się głębiej sylwetką tego wykonawcy, to film Flatchera przypadł mi do gustu i chętnie do niego jeszcze kiedyś wrócę. ,,Rocketman” podnosi na duchu, przypominając morał zawarty w filmie animowanym ,,Sing”: Wiesz dlaczego warto sięgnąć dna, bo można się od niego odbić i próbować...

skopiuj url:

Partnerzy