Recenzje

Widzisz czy tylko patrzysz?

Film: "Okno na podwórze"

Autor: Iga zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Drżenie. Dłoni moich i L.B. Jefferies’a obserwującego przez lornetkę sąsiada z naprzeciwka. Zatrzymuję film i idę przejść się po pokoju. Spotęgowane napięcie wywołuje we mnie samowolne spowolnienie akcji filmu. Muszę się kontrolować, by nie zatracić się w metaforach i nieoczywistych dialogach.

Patrzę na zatrzymany w dowolnym momencie kadr i mam nieopisaną potrzebę powieszenia na ścianie obrazu, który właśnie powstał. Ale przypominam sobie, że jeszcze będzie na to czas, bo przecież do „Okna na podwórze” wrócę jeszcze nieraz.

Bardzo przyjemnie jest pisać o filmach, które nas zachwycają. Nawet jeśli gatunek, w jakim kręcił filmy Alfred Hitchcock nie przyciąga wszystkich, film „Okno na podwórze” jest inny. Inspirujący. Z lekkością chłonę wdzięcznie poprowadzone przez reżysera sceny i przepiękne kadry.

Z okna przytwierdzonego do inwalidzkiego wózka bohatera widać niewyróżniający się blok mieszkalny przyozdobiony barwnymi kwiatami na balkonach i fortepianową muzyką kompozytora z piętra. Połamane kości L.B. Jefferies’a (James Stewart) nie tylko uniemożliwiają mu ruch fizyczny, lecz stają się impulsem do obserwacji, która formuje intrygę. Fotograficzne oko głównego bohatera dostrzega bowiem rzeczy, których nie zobaczyłby, gdyby nie przyglądał się wnikliwie. Rozpoczyna śledztwo w sprawie domniemanego mordercy, w które mechanicznie zostaliśmy zaangażowani.

Jako widzowie jesteśmy ucieleśnieniem bohatera. Patrzymy jego oczami, jesteśmy bezsilni, niezdolni do wyjścia poza perspektywę okna na podwórze. Reżyser zadbał, by każde ujęcie, które wybiega poza pokój Jeffa, nakręcone zostało z punktu widzenia jego okna.

Film jest niezwykłym dziełem również ze względu na kompozycję. Alfred Hitchcock przemyślał każdy drobny szczegół, którego wychwycenie przynosi nieukrywaną satysfakcję. Muzyka, mimo iż często kontrastuje z rozwijającą się na ekranie akcją, swobodnie współgra z obrazem. Każdej postaci pojawiającej się na ekranie towarzyszy blask, każdy bohater wnosi do filmu coś nowego, każdy z nich jest zręcznie wykreowaną, lekko kontrastową dla reszty figurą. Ich posągowe sylwetki reżyser układa w piękne obrazy. Rozkosz z samego obserwowania.

Przeplatanka inteligentnego, nieoczywistego humoru z subtelnie enigmatycznym nastrojem oraz zagadkową fabułą. Teleskopowy aparat głównego bohatera, w którym odbija się niezidentyfikowany widok, naturalna intymność relacji między postaciami, pantomimiczne gesty sąsiadów kręcących się po swych pokoikach. Tango. Ich krzątanina przypomina sceny z filmu „Tango” Zbigniewa Rybczyńskiego. Wrzuceni w wir rutyny stali się swoimi własnymi karykaturami. Zachowują się jakby zostali zaprogramowani do wykonywania jednakowych czynności nieprzerwanie, codziennie. A jednak są intrygujący. Dla głównego bohatera ich kruche, powszednio nieznaczące życia stają się urozmaiceniem każdego dnia, a nawet wielu nocy. Stają się bardziej istotne niż jego własna codzienność.

W tym miejscu film staje się dla nas autotematyczny. Kino w kinie? Sztuka. My, widzowie jesteśmy delikatnym uosobieniem bohatera. To, co dzieje się za oknem, każde mieszkanie staje się odzwierciedleniem „filmu”. Oglądając film, chłoniemy niewłasną historię, która jest znacznie bardziej atrakcyjna niż nasza. Zostaliśmy niezauważenie wpleceni w intrygę Jeffa. Nieetycznie tak przyglądać się innym. Ach, ci widzowie wstydu nie mają.

Niezwykle mnie to fascynuje. Odkrywanie drobiazgów, detali, którymi mogę się delektować przez następnych kilka dni. Mistrzostwo reżysera stało się dla mnie niemal onieśmielające. Subtelna świadomość jego artyzmu jest jednocześnie przyjemna i frustrująca.

Dzieło Hitchcocka inspiruje również do innej refleksji. Jak wielu rzeczy jesteśmy nieświadomi? Nie dostrzegamy rzeczy, które dzieją się tuż obok nas. Często też nie potrafimy spojrzeć głębiej. Marnujemy czas na niedobrą kawę i senne, mdłe poranki, zamiast skupić się na tym, co może ważniejsze i powinno zostać wyeksponowane w naszej własnej myśli. Nieraz dane zdarzenia poddajemy analizie, dopiero gdy są już przeszłością, dlatego wciąż odkrywamy coś na nowo.

Takiej właśnie analizie powinniśmy również poddać utwór Hitchcocka „Okno na podwórze”. I odkryć coś nie tylko w nim samym, lecz obnażyć coś w sobie. I pomyśleć chwilę dłużej.

Czy pewne rzeczy widzimy czy tylko patrzymy?

skopiuj url:

Partnerzy