Recenzje

Szaleństwo z Prerii

Film: "The Wind (Demony Prerii)"

Autor: Kinga zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Trawiaste, bezkresne pustkowie na samym krańcu Stanów Zjednoczonych. Na tym dzikim, nietkniętym ludzką stopą obszarze postanawia osiąść młode małżeństwo - Lizzy (w tej roli Caitlin Gerard) i Isaac (Ashley Zukerman). Osadnicy zamierzają „czynić sobie ziemię poddaną”, jednak zapomniana przez Boga preria nie daje się traktować jak swoja. Osadzona w westernowej scenerii fabuła wykorzystuje mit Dzikiego Zachodu w służbie grozy. Okazuje się bowiem, że nawet na odludziu człowiek nigdy nie jest zupełnie sam.

The Wind to nie pierwszy film, w którym twórcy doczepiają folklorowi pazury, osadzając motyw ludowy w konwencji horroru. Podobny zabieg obserwujemy w Czarownicy Roberta Eggersa czy Midsommar. W biały dzień Ariego Astera, filmach wpisujących się w schemat folk horroru. The Wind wyłamuje się jednak z okowów filmu grozy. Pozbawiony jump scare’ów i wbijających w fotel efektów specjalnych, snuje przed nami senną opowieść o niebezpieczeństwie, które czeka na człowieka wystawionego na złowieszcze szepty wiatru nawiedzającego pustkowie.

Debiutancki film Emmy Tammi odczarowuje mit Dzikiego Zachodu i polemizuje z fabułą Poszukiwaczy z kultową rolą Johna Wayne’a. To opowieść o ciężarze rzuconym na barki kobiety, która pozostawiona sama sobie musi zmierzyć się z czyhającymi w ciemności demonami. Demonami własnych myśli, traum, a przede wszystkim wynikającego z samotności lęku.Kiedy w okolicy pojawia się para osadników, Emma i Gideon, Lizzy wierzy, że ich towarzystwo pozwoli jej okiełznać dręczące ją siły. Broszurka o nadnaturalnych istotach upewnia ją jednak o istnieniu złych mocy, a obecność sąsiadów wyzwala w niej nowy lęk - przed zdradą. Ze snutej powoli, nieco rozmytej intrygi, wyłania się konkretne pytanie: czy nawiedzające Lizzy istoty to projekcja jej poddanego osamotnieniu umysłu, czy potwory „złej ziemi” mszczące się na niechcianych osadnikach? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Skoncentrowana na Lizzy narracja nie jest obiektywna, a mozaikowa struktura opowieści wirująca między kilkoma płaszczyznami czasowymi, utrudnia odtworzenie chronologii zdarzeń. Faktem jest jednak, że nie tylko główna bohaterka doświadcza nadprzyrodzonych zjawisk. Złe siły objawiają się także Emmie, kobiecie o zupełnie odmiennej naturze niż Lizzy. W starciu z demonami prerii obie pozostają bezsilne, a samotność i pustka jednakowo wpędzają je w obłęd.

Mimo braku spektakularnych efektów specjalnych, The Wind wywołuje niepokój pozostający w widzem jeszcze po seansie. Horror o biblijnych korzeniach przesycony jest symbolami i mroczną, gęstą atmosferą. Doskonała gra barw - kontrast otoczonej chłodnym granatem nieba chaty emanującej światłem lamp przyciąga wzrok, a zestawiona z oszczędną, choć klimatyczną muzyką, buduje napięcie. Montaż dźwięku robi piorunujące wrażenie - każdy strzał czy krzyk niczym gwóźdź wbija się w uszy.

The Wind to zdecydowanie miłe zaskoczenie - zamiast tandetnego horroru twórcy przedstawiają nam klimatyczną opowieść o "prairie madness" - przypadłości, która faktycznie dotykała przybyszów z głębi kraju zasiedlających prerie. Jednocześnie odpierają mit zdominowanego przez mężczyzn Dzikiego Zachodu - wśród osadniczek były przecież także kobiety i to właśnie one, w okresach, kiedy mężowie opuszczali osady, dźwigały ciężar życia na krańcu cywilizacji. Jak przypowieść, The Wind snuje morał, że próbując nazwać swoje lęki, sami tworzymy demony.

skopiuj url:

Partnerzy