Recenzje

A gdy łza drąży skałę, odważysz się na skok?

Film: "Nicostratos le pélican"

Autor: Marianna zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Opowieść o pelikanie czy człowieku bez skrzydeł? Na pewno o żniwie, jakie zbiera strata kogoś bliskiego, i o uczeniu się życia od nowa, gdy jego poprzednia odsłona rozpadła się do samych fundamentów. A także o więzi, która uleczyła niejedno serce i pozwoliła wznieść się ponad lazurową wodę oceanu. Widzu, odrzuć wszelkie oczekiwania o pięknych strojach, twarzach i myślach – ten film to prawdziwa sztuka życia, tak samo jak ono niedokładna, przybrudzona i czasami ostra w swym przekazie jak sztylet. A teraz otwórz oczy, nie musisz się bać; przecież wszystko, co rozpoczyna się od wschodu słońca, prędzej czy później zniknie wraz z zachodem.

Szum fal i szept wiatru usypia zmysły, a nasze oczy cieszą się przez kilka chwil panoramicznymi ujęciami magicznej, greckiej przyrody, by nagle, bez ostrzeżenia, przenieść nas w środek akcji. Zamiast jaskrawozielonej, bujnej roślinności, na ekranie ukazuje się stary, naznaczony duchem czasu statek. Nie potrzeba nam nawet dziesięciu sekund, by w sylwetce, wchodzącego na łódź po niepewnej kładce, chłopaka dostrzec głównego bohatera. W starych, poplamionych ubraniach i z twarzą pozbawioną specyficznych rysów nastolatek wydaje się być kimś przypadkowo uchwyconym przez kamerę. Podążamy za nim, gdy przeciska się wąskim korytarzem do kajuty kapitana, w ręku niosąc ser, którego jest najprawdopodobniej dostawcą. U widzów z „domowej loży sypialnianej” sugestywność obrazu może wywołać złudzenie w postaci rytmicznie bujającego się wraz ze statkiem ich własnego łóżka. Chłopak dociera do kabiny, przedmioty trzymane w ręku kładzie na stole i nagle… słyszy pisk. Nie musi nic mówić, by idealnie ukazać emocje, jakie odczuwa. Wcześniej ze zobojętnieniem, teraz z zaciekawieniem rozgląda się za przyczyną dziwnych dźwięków. Jego przenikliwa intuicja wyklucza założenie, iż to wiatr grający rozpaczliwą melodię na nieszczelnych oknach. Kierowany impulsem znajduje gasnące światełkow mroku; kogoś, kto nie mniej niż grany przez Thibaulta Le Guellec Yannis zasługuje na miano pierwszoplanowego bohatera. To pelikan, za którego wolność młodzieniec oddaje kapitanowi pozłacany krzyżyk, będący pamiątką po zmarłej matce. Robi to bez zastanowienia, nie mogąc znieść cierpienia zwierzęcia, i desperacko pragnąc przyjaciela. Yannis dostrzega w rannym towarzyszu własną ranę żałoby i możliwość odnalezienia wspólnej radości; nie wie jednak, jak bardzo ten niepozorny ptak zmieni jego życie, wyrywając ze szponów monotonii nie tylko jedno istnienie.

Fabuła filmu płynie własnym, niekiedy niemożliwym do uchwycenia rytmem, co podkreślają urywane kadry, nagłe przeniesienia w czasie i wręcz pocztówkowe przebłyski krajobrazu, spowalniające akcję i cieszące oko swym pięknem. Zbliżenia, nagrywanie z ręki, a nawet towarzyszenie kamery w niekonwencjonalny sposób (chociażby w scenie, gdy operator płynie w głąb jaskini tuż za Yannisem, niczym niewidzialny, bierny uczestnik wydarzeń) – wszystko to nadaje filmowi oryginalny, atrakcyjny dla fanów technicznych smaczków wymiar i powoduje, że widz nie może się dystansować od fabuły i bezwiednie wnika w świat jej nieoczywistych wartości.

Akcję urozmaica, a nawet wzbogaca, muzyka, której głośność i rodzaj zależą od specyfiki danej sceny. Czasem dźwięki wzmacniają radość, którą odczuwają bohaterowie, a czasem zwiastują nadchodzącą burzę rozterek. Momentami melodia zupełnie milknie, zastąpiona gwarem wioski, odgłosami portowego życia lub ciszą, która mówi więcej niż słowa. W duszach postaci muzyka natomiast gra nieustannie, determinując ich działania, które na wzór greckich rytmów czasem brzmią we właściwym takcie, a czasem przybywają z obcej tonacji, płynąc prosto z rozgrzanych silnymi uczuciami serc. Barwy obrazów są jasne i ciepłe, gdy bohaterowie przeżywają coś pozytywnego, a ciemne i zimne, gdy włada nimi gorzka beznadzieja. Dwie sceny, podczas których Yannis wraz z ojcem znajdują się w swojej zaniedbanej chacie, a chłopak – zdaje się, że zgodnie z rutyną - podaje siedzącemu w ciszy przy stole Demostenesowi ciasto i butelkę z alkoholem, utrzymane są w sinych odcieniach. Atmosfera niezdrowej i niemej rozpaczy uzupełnia ich historię, dopowiadając liczne i długie wieczory, które ojciec z synem tak właśnie spędzali od momentu straty najważniejszej kobiety w ich życiu. Te najbardziej dojmujące w filmie momenty dla kontrastu poprzedzone są ujęciami wiejskiego, wesołego i niezobowiązującego, jak pogawędka z sąsiadem, życia ludzi nieświadomych tragedii rozgrywającej się w samotnym domu położonym symbolicznie na wzgórzu.

Na ekranie widzimy rozwijającą się relację między człowiekiem a ptakiem, którzy są dla siebie wzajemnym ratunkiem. Yannis, wraz z nadaniem pelikanowi imienia Nicostratos, podarowuje mu tożsamość. Uczy Nicostratosa latać, pokazując mu niesamowitą miłość i cierpliwość, których w jego domu zabrakło. Nicos swoją czystością i delikatnością wyciąga natomiast Yannisa z ramion goryczy, stając się nie tylko przyjacielem, ale i aniołem stróżem, wskazującym chłopakowi nowy kierunek. Wspaniała metafora misji zwierzęcia jako istoty pozwalającej ukoić ból i cierpienie oraz będącej mostem pomiędzy dwoma bliskimi sobie osobami, które tonąc w morzu własnych dylematów, zgubiły gdzieś linę łącząca ich dwa życia. Emir Kusturica w roli samotnego ojca jest wiarygodny, dzięki swojej fenomenalnej grze aktorskiej i poświęceniu uwagi ukrytej przed światem, wrażliwej i kruchej cząstce osobowości Demostenesa. Razem z Thibaultem Le Guellec tworzy cudowny duet, który nie boi się uzewnętrznienia najbardziej osobistych emocji i odegrania scen nader trudnych psychologicznie, wymagających równoczesnego dystansu do siebie oraz złożonej więzi z postacią-aktorem.

Dużo łatwiej jest nauczyć się latać od podstaw niż przypomnieć skrzydłom, jak powinny się ruszać, gdy zostały już raz złamane. Historia Yannisa udowadnia jednak, że można się podnieść mimo najdotkliwszych ran, jeśli nie przestanie się wierzyć w odmianę losu i podejmie się walkę z własnymi demonami. Reżyser Olivier Horlait w tym magicznym dziele zadaje wiele pytań, które bezpardonowo nachodzą widzów i konfrontują ich refleksje na temat straty i roli przyjaźni – wartości istotnych nie tylko dla człowieka. Zarówno montażyści, twórca muzyki, jak i aktorzy zostają wystawieni na próbę, kiedy Horlait obliguje ich do odgrywania najzwyklejszego życia w najprostszej możliwie postaci, co ostatecznie okazuje się być może większym wyzwaniem niż kreacja i rola fikcyjnego superbohatera.

Zachód słońca stawia symboliczną kropkę, kończąc pewien etap życia Yannisa, Demostenesa i Nicostratosa, będąc jednocześnie początkiem zupełnie nowej historii, którą tym razem napiszą wspólnie – już nigdy więcej nie uciekając od problemów, niesieni na białych skrzydłach nadziei i zaufania. Bo smutki nocy najlepiej dzielić razem, bez słów i podziałów, gdy jedynymi świadkami są jasny księżyc, skromna jaskinia i szum fal.

skopiuj url:

Partnerzy