Recenzje

Beksińscy zamknięci w zbyt ciasnym kadrze, czyli o “Ostatniej rodzinie” .

Film: "Ostatnia rodzina"

Autor: Karina zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Warszawa, Służew nad Dolinką, dwa mieszkania, a w nich zaklęta rodzina i 28 lat jej losów - tak prezentuje się rama fabularna Ostatniej rodziny Jana. P. Matuszyńskiego. Nie jest ona zbyt oryginalna na rynku filmowym, ale za to efektywna, gdyż daje możliwość wykreowania intymnego portretu rodzinnego. Biorąc pod uwagę fakt, że Beksińscy stanowili rodzinę, której osobliwości nie sposób jakkolwiek opisać, a ich życie przeważnie toczyło się w zamkniętych czterech ścianach to mamy gotową intrygującą historię i idealny materiał na fabułę, która mogłaby powiększyć grono fanów Beksińskich oraz być gratką dla tych już obecnych. Niestety po części pozostało to w sferze życzeń. Podczas seansu zobaczyłam film, który wizualnie i aktorsko olśniewa, ale jednocześnie przedstawia swoich bohaterów w sposób bardzo jednoznaczny, a w przypadku Beksińskich takie podejście wyrządza im znaczną krzywdę. Tutaj nawet nie mam na myśli tego, że wątki w nim zawarte są okrojone i stanowią tylko skromny wycinek z życia bohaterów, ponieważ oczywisty jest fakt, że 124 minuty to drastycznie mało jak na taką nieszablonową rodzinę. Problem tkwi w braku równowagi między wątkami pozytywnymi a negatywnymi z przewagą tych drugich. Prowadzi to do niecnego zjawiska jakim jest etykietowanie. Może właśnie dlatego reżyser w jednym z wywiadów stwierdził, że im widz jest mniej zaznajomiony z historią Beksińskich tym lepszy będzie dla niego odbiór Ostatniej rodziny. Muszę powiedzieć, że zmroziło mnie to stwierdzenie, zwłaszcza, że dotyczyło losów ludzi z krwi i kości, którzy odeszli zasadniczo niedawno, a zostali potraktowani jak wytwory wyobraźni, którymi można manipulować. Uważam, że odbiór filmu przez osoby niezaznajomione z historią Beksińskich wcale nie będzie lepszy, bo nieświadomość nigdy nie jest lepsza, a jedynie będzie nieprecyzyjny, zwłaszcza jeśli chodzi o postać Tomasza. Obrałam ten film jako temat recenzji, chyba na nieszczęście reżysera, głównie dlatego, że o tej niezwykłej rodzinie przeczytałam, obejrzałam i wysłuchałam wszystko co mogłam. Co prawda na seans nie przyszłam z wygórowaną listą oczekiwań, ale liczyłam na pewne wyważenie wątków i analogicznie emocji im towarzyszących. Oczywiście jestem świadoma tego, że to pewna zamierzona wizja twórców, ale niepodważalne jest, że poprzez ograniczenie czasowe oraz specyficzną selekcję wątków otrzymujemy bardzo subiektywny portret bohaterów, którzy ramach schematu, że im bliżej postaciom do psychopatów tym film staje się ciekawszy, Beksiński przedstawieni są bardziej jak formacja żywych trupów niż rodzina. Bezuczuciowy ojciec malujący śmierć, pozbawiony odruchów rodzicielskich, syn, który w przerwie między próbami samobójczymi demoluje przestrzeń wokół siebie razem z każdym kolejnym związkiem oraz matka, która uwięziona między młotem a kowadłem próbuje jakoś scalić to wszystko w twór na kształt rodziny dodatkowo mając pod opieką dwie długowieczne seniorki. Rzecz jasna nie zaprzeczam, że wycinki z życia Beksińskich, które do filmu ostatecznie wybrał scenarzysta, czyli Robert Bolesto są nieprawdziwe. Prawdziwe są jak najbardziej z tym, że są to wątki przeważnie związane z tym co w ich życiu było osobliwe, przygnębiające czy po prostu smutne. Jak zrozumiałym w przypadku filmu biograficznego jest dla mnie to, że końcówka musi być właśnie smutna i przygnębiająca, gdyż przedstawia to jak bohaterowie odeszli z tego świata, tak w pozostałej części filmu brakuje swoistego balansu między momentami trudnymi i bolesnymi, a tymi radosnymi. Nie będę tu zagłębiać się jakie wątki powinny się w tym filmie znaleźć a jakie nie były konieczne czym może zachęcę niewtajemniczonych w biografię rodziny do zapoznania się z nią.

Po słowach krytyki nadszedł czas na pozytywy. Nie mogę i nie chcę zaprzeczyć, że tak czy inaczej do Ostatniej rodziny wracam bardzo często, gdyż pod względem technicznym i wizualnym film Jana P. Matuszyńskiego jest po prostu fantastyczny i ogląda się go naprawdę wspaniale. Zacznę od dramatis personae, w skład których wchodzi plejada wybitnych polskich aktorów, a mianowicie Aleksandra Konieczna jako Zofia, Andrzej Seweryn jako Zdzisław, Dawid Ogrodnik w roli Tomasza oraz Andrzej Chyra jako Piotr Dmochowski. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie lepszego castingu, gdyż ci aktorzy swoim warsztatem, charyzmą i tym, ile pracy włożyli podczas procesu kreowania postaci, dosłownie powalają na kolana. Moją uwagę szczególnie przykuł sposób w jaki każdy z aktorów wypracował charakterystyczne tempo i styl wypowiedzi odgrywanej przez siebie postaci. Nie było to z pewnością proste ze względu nie na gwarę, bo ona w filmie się nie pojawia, ale chociażby na typowe dla Podkarpacia “zaciąganie”. Jedyne zastrzeżenia co do gry aktorskiej mam do odtwórcy roli Tomasza – Dawida Ogrodnika. Nie podważam tutaj jego umiejętności, gdyż on niewątpliwie należy do najlepszych aktorów młodego pokolenia. Nie zamierzam też określać jego roli w Ostatniej rodzinie jako złej czy nieudanej. Uważam jedynie, że jest ona przerysowana na wielu poziomach. Powyginane nienaturalnie ręce, bardzo zamaszyste ruchy i gesty składają się na karykaturalny wydźwięk postaci. Mimo tego nie zmieniam zdania, że wszyscy aktorzy spisali się koncertowo, udźwignęli swoje role i sprawili, że w tych bohaterów i ich historię się wierzy. Zdjęcia autorstwa Kacpra Fertacza stwarzają bardzo kameralną atmosferę. Dzięki temu można dokładnie poznać oba warszawskie mieszkania Beksińskich, wejść do ich świata oraz poczuć się jak cichy podglądacz zwłaszcza w fenomenalnej scenie wigilii, kiedy to nie jesteśmy jako widzowie wpuszczeni do pokoju tylko stoimy w ciemnym korytarzu i obserwujemy. Ta scena jest niesamowicie wymowna i pozwala odczuć hermetyczność tej rodziny. Bardzo cenię sobie również inspirowanie się lub dosłowne odwzorowanie autentycznych nagrań, które zachowały się na taśmach rodzinnych. Scenografia, za którą odpowiada Jagna Janicka również robi wrażenie. Wnętrza mieszkań są tak samo niepowtarzalne jak, wnioskując po nagraniach, fotografiach i opisach, były w rzeczywistości i dopełniają pracę operatora. Jeśli chodzi o muzykę, która stanowiła istotny element życia bohaterów, dostajemy przekrój pereł sceny światowej od Yazzo przez Nicka Cave’a, Ultravox po The moody blues, czyli klasę samą w sobie. Niewątpliwie mocną stroną jest również montaż, za który odpowiada Przemysław Chruścielewski oraz kostiumy autorstwa Emilii Czartoryskiej. Ci wszyscy ludzie i ich praca sprawiły, że film znacznie wykracza poza poziom do jakiego przyzwyczaiło widzów polskie kino.

Przyznam, że Ostatnia rodzina pozostawiła u mnie znaczny dysonans. Jest to film technicznie na najwyższym poziomie, z którego przykład mogłyby brać przyszłe pokolenia aktorów, operatorów, scenografów, montażystów i kostiumografów. Jednak wzbudził u mnie niesmak z uwagi na subiektywne podejście do tematu i niepozostawienie widzom pola do samodzielnej oceny postaci. Nie mogę na koniec nie wspomnieć o mojej ulubionej scenie, gdy Zofia próbując sfilmować Zdzisława i Tomasza oglądających ruiny mówi, że nie jest w stanie objąć ich razem w kadrze. W tym z pozoru błahym zdaniu zawarte jest sedno mojej recenzji i sedno problemu na jaki ten film był skazany od początku, a mam na myśli to, że złożoności, niezwykłości, trudnych charakterów, wad, zalet, dziwactw, pasji, różnic, nawyków, problemów i radości jakie Beksińscy mieli w sobie nie pomieści żaden kadr.

skopiuj url:

Partnerzy