Recenzje

Jadowity motyl

Film: "Ema "

Autor: Aleksandra Zofia zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

„Coś spalono, aby coś zasiać”W wielu z nas tkwi atawistyczna przyjemność wpatrywania się w płomień. Nęci on swoimi kolorami, wabi potencjalnym niebezpieczeństwem, hipnotyzuje dzikością. Ta plemienna zażyłość sięga czasów, gdy ogień był boskim żywiołem, a człowiek w przypływie siły posiadł go i nauczył kontrolować. Niewątpliwie czerpaliśmy jako gatunek z tego faktu nieomalże perwersyjne poczucie mocy. Ogień w kulturze utożsamia ognisko rodzinne, bezpieczeństwo, odrodzenie, z drugiej zaś strony jest źródłem żądzy, grzechu, narzędziem w rękach fatum siejącym zniszczenie. Podobną medytację nad naturą płomieni uprawia chilijski reżyser Pablo Larraín w swoim najnowszym dziele pt. „Ema” z repertuaru Gutek Film. Twórca zdaje się jednak zadawać jeszcze jedno fundamentalne pytanie, mianowicie - czy da się stopić duszę człowieka i iskrę rozbuchanego żywiołu w całość? Reżyser-alchemik wsuwa tezę, iż katalizatorem takowej reakcji jest taniec. Taniec napędzany gwałtownymi spadkami i wzrostami temperatury, wijący się niczym złoto-krwiste wstęgi, nigdy nie gasnący.

„Dlaczego go oddałaś?”Przedmiotem owego eksperymentu jest Ema (w brawurowej roli Mariana Di Girolamo, całkowicie skradająca scenę). Dziewczyna żywcem wytopiona z ognia. Tancerka o włosach koloru platinium blonde, kolczyku w nosie i kolorowych, znoszonych dresach z trzema paskami. Jej dusza wypełniona jest energią ulicznych świateł, ona sama zdaje się prześlizgiwać pomiędzy rzeczywistością, a narkotyzującym imprezowym szałem uniesień. Ema jest też młodą mamą, a właściwie była, gdyż na samym początku filmu dowiadujemy się, że jej przysposobiony syn został z powrotem oddany do adopcji po wypadku, w którym próbował podpalić dom, a pożar trwale okaleczył ciało jego przyszywanej ciotki. Mąż Emy, Gastón (w roli Gael Garcia Bernal), starszy od niej bezpłodny choreograf, nieradzący sobie z własnymi emocjami, obwinia ją za utratę syna. Małżeństwo, wcześniej scalone ognistą miłością do tańca i wolności, wzajemnie się wyniszcza. Ema szuka ucieczki w tańcu, wyzwalaniu mocy swojego ciała, młodości, seksualności, Gastón momentami popada w stany obłędu, poczucie winy zżera go od środka. Strach i przyjemność, narodziny i porzucenie, wolność i odpowiedzialność - obsesje związku napędzanego i skrępowanego miłością badane są na ekranie w zawrotnym tempie.

„Czego pani uczy? - Wolności”Ema rzuca rękawicę systemowi. Uosabia rewolucję pokoleniową, puszcza z dymem porządek starego świata - jest niezależna, dzika, kobieca, świadoma własnego piękna i cielesności, wreszcie bezgranicznie wolna. Ludzie zdają się ją jednocześnie nienawidzić i pożądać. Igra z ogniem: fascynuje ją pirotechnika i sensualny, a zarazem agresywny styl tańca - reggaeton, który zupełnie odbiega od modernistycznej wizji ruchu jej męża choreografa. A taniec i ogień to przecież zabójcze połączenie. Odważni mogą doszukiwać się w jej działaniach znamion emancypacji kobiet, tudzież młodzieńczego anarchizmu. Kierowana impulsem i nie zawsze racjonalna, chlubi się magnetycznym wpływem na otoczenie. Jest wyzwolona. Pewnej nocy organizuje lesbijską orgię, innym razem sypia ze strażakiem, który gasi jeden z pożarów przez nią wywołanych. Larraín w żadnym wypadku jednak nie prowokuje, kręci intymne sceny ze zmysłowością i wrażliwością, skupiając się na przekazywaniu emocji i piękna aktu.

„Pomiędzy naszymi ciałami istnieją światy, które musisz poznać”Film Larraína jest ucztą dla oka. Wymyślnie nakręcony, wydaje się być skąpany w świetle przydrożnych neonów. Operator Sergio Armstrong zręcznie posługuje się zbliżeniami, uwypuklając i uplastyczniając stan psychiczny i mimikę bohaterów, sprawia, iż najwątlejsza żyłka w oku aktora staje się istotna dla widza. Kadry filmu są majestatyczne, precyzyjne, wypełnione kontrastującymi barwami, w swojej estetyce podobne do twórczości Pedro Almodóvara. W sekwencjach tanecznych, aż wypadałoby popracować nad ruchem kamery i odtworzyć sukces „Climaxu” Gaspara Noé, gdyż choreografie taneczne w „Emie” są doskonałe, bucha od nich energia, a widzach rodzi się podziw dla piękna ludzkiego ciała. Szkoda, że kręcone są one linearnie i statycznie. Wybór reggaetonu jako motywu pobocznego filmu nie wydaje się być przypadkowy. Styl tańca idealnie oddaje brudny i butny charakter ulicy oraz konflikt w sztuce, zachodzący między artystycznymi tradycjonalistami, a wolnościowcami. W połączeniu z „migoczącą” muzyką elektroniczną, reggaeton napędza plemienną dzikość i żądzę w młodych, niczym płomienie tańczących Chilijczykach.

„Miłość to ja”Ema posiada wiele wcieleń. Przypomina mi jadowitego motyla, jej piękno i młodzieńcza wolność są tylko złudzeniem, które nęci i wabi jak ćmy ogień. Ma też okrutną i grzeszną stronę, obawiającą się w jej zimnym wyrachowaniu i instrumentalnym traktowaniu ludzi ją otaczających. Eksperyment Pablo Larraína w pełni się nie udał, gdyż w gruncie rzeczy Ema jest wypaloną od środka wydmuszką. Być może ogień przepalił w niej pierwiastek ludzki? Pozostawił nieczułą i przewrotną? Poprzez niejasny sposób poprowadzenia jej postaci, fragmentaryczność akcji oraz zachwiany wątek-przyczynowo skutkowy, trudno sympatyzować z jej losami. Oszałamia swoim pięknem, odwagą, tańcem, przeraża dysfunkcjonalnością i wypraniem z emocji. Aż chciałoby się zobaczyć płomienny dramat matki na ekranie, poczuć żałobę po utracie syna, chęć zemsty. Końcem końców po seansie pozostaje zimna i jałowa pustka.

„Ema” to film formalnie doskonały. Hipnotyzuje feerią barw w kadrze, dynamiką akcji i genialnymi sekwencjami tanecznymi, brakuje mu jednak esencji spajającej formę z treścią - kluczowej sceny, dobrze rozpisanej relacji bohaterów, przejmującego dialogu. Nie przekracza on punktu styku teledyskowego kolażu z pełnoprawnym filmem fabularnym. Larraín tworzy kino surrealistyczne, absorbujące i odważne, ograniczone jednak do swojej formy. Nie wykorzystuje potencjału społeczno-realistycznego dramatu i jego bohaterów, skupia się na konceptach inscenizacyjnych, pomija narrację. Szkoda.

skopiuj url:

Partnerzy