Recenzje

Twoja przyszłość przypomina mi o nas

Film: "Może pora z tym skończyć"

Autor: Paweł zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Są filmy, które warto oglądać będąc nieświadomym. Nie chodzi oczywiście o omdlenie czy sen, ale raczej o niewinną nieznajomość zarysu fabuły, brak oczekiwań dotyczących tematyki i nie oglądanie zwiastunów. Metoda ta w przypadku „Może pora z tym skończyć” pozwala przez 144 minuty być świadkiem doświadczenia wymykającego się utartym kwalifikacjom.

Najnowsze dzieło w reżyserii Charliego Kaufmana, będące adaptacją książki o tym samym tytule, nie jest przecież filmem miłosnym, pomimo że oś fabularna obraca się wokół relacji romantycznej. Nie jest to także klasyczne kino drogi, mimo że podróż (nie tylko na płaszczyźnie miejsca) jest powodem wszystkich wydarzeń. Nie jest to w końcu horror, chociaż mroczne drzwi do piwnicy wydają się skrywać tajemnice, a atmosfera przepełniona jest wszechobecną grozą. Czym wiec jest dzieło amerykańskiego reżysera?

„Ludzie lubią myśleć o sobie jako o punktach w czasie. Ale chyba jest na odwrót. Nie ruszamy się, a czas płynie przez nas, wieje niczym zimny wiatr, kradnie nam ciepło, pękamy i zamarzamy.”

Przednia wycieraczka wybija monotonny rytm, a wzmagający się wiatr zasypuje samochód Jake'a coraz większą ilością śniegu. Główny bohater, w którego wciela się Jesse Plemos, odwiedza rodziców na wsi wraz ze swoją dziewczyną (Jessie Buckley), której imię, ubiór i cechy wielokrotnie w ciągu trwania filmu się zmieniają.

Są parą od niedawna, to pierwsza ich wizyta razem.

Widz jednak od początku przekonuje się, że ta prosta podróż kryje w sobie coś więcej.Po przybyciu do przeciętnego, prowincjonalnego domostwa następuje lekko niezręczna kolacja i bardziej niezręczny deser. Tu jednak historia zmienia swój rytm. Atmosferę ogarnia rosnące uczucie niepokoju i niepewności, które Toni Collette i David Thewlis w rolach obcesowych rodziców potęgują dzięki swoim udanym kreacjom. Za pomocą dziwacznych, często niezrozumiałych gestów, wybuchów emocji, specyficznej mimiki, w niemal teatralny sposób powołują do życia swoje postacie. Pełne groteskowości i ukrytej goryczy, a jednak niezwykle ludzkie w swoich widocznych słabościach.

Za oknem wzmaga się śnieżyca. Wszyscy znikają.

Od tego momentu czas przestaje płynąć klasycznie, razem z dziewczyną zostajemy zabrani na (pozbawioną ciągu przyczynowo-skutkowego) podróż przez czas i życie domu. W obłędzie wydarzeń widzimy jednocześnie przeszłość, i przyszłość, błahe konwersacje i ważne rozmowy.

Charlie Kaufman (co bardzo charakterystyczne dla tego reżysera) odrzuca w pewnych miejscach koncept czasu, fizykę i inne ograniczenia materialnego świata, pozostawia tylko rzeczy najważniejsze i najbardziej błahe, splątane razem z bohaterami w chaosie miejsc i zdarzeń. W ten sposób stara się dotrzeć do emocji, które wykraczając poza ulotną chwilę, kształtują tożsamość człowieka.

Na zewnątrz rozpętuje się prawdziwa burza śnieżna.

Wiatr przynosi jednak dużo więcej niż śnieg. Wyruszamy bowiem w drogę powrotną, wypełnioną przystankami w dość niekonwencjonalnych miejscach. W miejscach dotykających zarówno przyszłości, jak i przeszłości Jake’a, gdzie razem z dziewczyną (już zupełnie odmienioną) odkrywamy wspomnienia, które kształtują jego przyszłość.

W żadnym momencie filmu nie dostajemy jednak jasnych odpowiedzi. Sens zdarzeń często leży między słowami i jedynie drobne spojrzenia ujawniają prawdę.

To tutaj zaczynają także wybrzmiewać aktorskie role. Główny duet aktorów buduje wśród tego natłoku zdarzeń postacie niesamowicie złożone. Początkowe wyważenie pozwala późniejszym emocjonalnym partiom wybrzmieć jeszcze donośniej. Aktorzy wśród chaosu zdarzeń kreują postacie pełne normalności, a ich nieidealna relacja tworzy ekranową autentyczność.

Nieodebrane połączenia od Lucy, wielokrotnie pojawiające się te same postacie, dziwna huśtawka, musical Oklahoma, reklama lodziarni i wiersz „Bonedog”. Symbole w „Może pora z tym skończyć”, niepozornie ukryte w rozmowach o podatności na wściekliznę czuciowych zwojów grzbietowych, sensie istnienia i kinematografii, powracają w dalszej części historii. Niektóre jako zwykłe tło, inne zaś odgrywają kluczową rolę. Charakterystyczna jest również niespójność faktów. Od upodobań poprzez strój aż po imię i wygląd. Zmiany te, wynikające pozornie z nieuwagi twórców są jednak celowe, nadają filmowi uniwersalności i skupiają uwagę widza na emocjach i wymiarze alegorycznym, nie na postaciach i dosłownej interpretacji świata.

Ta nieprzeciętna konsekwencja (w niekonsekwencji) i dbałość o detale sprawia, że cały ten nieład posiada uporządkowanie, a partie pozornie sprzeczne, łączą się.To film, który imponująco buduje, utrzymuje i potęguje napięcie oraz uczucie niepewności.Uznanie należy się szczególnie stronie wizualnej: scenografia, kostiumy i przedmioty tworzą wyrazistą tożsamość każdego miejsca. Niezwykle trudne zadanie uchwycenia zarówno zamętu zdarzeń i długich scen w samochodzie to zasługa odpowiadającego za zdjęcia Łukasza Żala. Obraz w proporcji kwadratowej, uważnie rozplanowane kadry i konsekwentna kolorystyka tworzą świat kompletny w każdym wymiarze.

„Byłam dzisiaj tym wiatrem. Wiałam przez rodziców Jake’a. Widziałam, jacy byli. Jacy będą. Widziałam ich po śmieci. Tylko ja zostałam. Tylko wiatr.”

Ostatnie partie filmu wypełnione są scenami prawie że onirycznymi, w których twórca za pomocą technik animowanych czy nawet sekwencji tanecznych buduje kontrast pomiędzy szarą rzeczywistością, a przepełniającym postaci światem emocji. Płynie z nich jednak niewyrażone uczucie smutku, cierpienia, żalu. To samo dotyczy finału, który w emocjonalny sposób łączy po raz ostatni wszystkie postacie i niezliczone detale. Finał nie jest jednak tzw. „happy endem”, a raczej koszmarem, po którym nastaje jednak dzień.

Czyste niebo, bezwietrzna pogoda. Słońce oświetla jasno jedyną pozostałość po burzliwej nocy – grubą warstwę śniegu przykrywająca wszystko wokół.

„Może pora z tym skończyć” to obraz przemyślany i kompletny, pełny powracających wątków, postaci, miejsc czy nawet najdrobniejszych przedmiotów i symboli. To chaos kontrolowany. Może to właśnie nadaje filmowi jego niepowtarzalny urok. Można do niego wracać wielokrotnie, wyszukiwać detale, najdrobniejsze słowa, rzucone niby mimochodem, które powracają w dalszych częściach filmu.

Dla jednych ten film to podróż do wnętrza świadomości i historia o nieuniknionym przemijaniu, dla innych (na co wskazuje również książka) list samobójczy. A może to obraz o czymś zupełnie innym? Dzieło Charliego Kaufmana ma w sobie trochę z poezji; to utwór subiektywny, każdy widz może doświadczyć historii, która odzwierciedla jego samego.

„Może pora z tym skończyć” to wreszcie film, który pozwala widzowi z niezliczonych motywów i symboli, z obrazów przyszłości i przeszłości, z bohaterów i detali…. Złożyć własną historię, bo sam nigdy nie stawia ostatniej kropki

skopiuj url:

Partnerzy