Recenzje

Słodko-gorzkie pomarańcze

Film: "Malena"

Autor: Natalia zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

„Malena” Giuseppe Tornatore to film, który nie przestaje mnie poruszać.

Jest to kino o prostej konstrukcji, bez efektów specjalnych, rozbudowanych dialogów, czy dodatkowych ujęć arkadyjskiego krajobrazu Sycylii. W obrazie Tornatore nie ma miejsca na poboczne wątki i dodatkowe ujęcia przyrody; każde słowo jest przemyślane, a każdy ruch ma swoje znaczenie. Być może dzięki swojej oszczędności, film ten wydaje się pozbawiony fałszu, a emocje w nim przedstawione boleśnie i świadomie dotykają widza.

„Malena” zdaje się być zbudowana na zasadzie kontrastu, balansując pomiędzy jawą, a snem. Dla nastoletniego Renato- Malena (w tej roli zachwycająca Monica Bellucci) staje się senną fantazją, marzeniem, które jest jego drogą ucieczki od codzienności. Na tle gwarnego sycylijskiego miasteczka, gdzie mężczyźni są panami, a kobiety to skromne oraz posłuszne matki i żony, pojawia się postać kobiety: pięknej i samotnej. Reżyser ukształtował mityczną istotę, na tle dusznego, pokrytego kurzem miasta.

Tornatore bawi się konwencją, miesza komizm z przejmującym smutkiem. Mam wrażenie, że celowo stara się wprowadzić widza w stan komfortu, wprowadzić go w przekonanie „że to musi się skończyć dobrze”. Wystarczy jednak jedno spojrzenie głównej bohaterki by przekonać się, że jest to, co prawda, obraz o pięknie i pierwszej miłości, ale głównie o niewypowiedzianym smutku.

Mimo to, film ten to niecodzienne uwielbienie piękna. Każdy krok Maleny stawiany jest w akompaniamencie muzyki tworząc widowisko dla mieszkańców miasteczka, którzy widzą w niej obiekt pożądania lub zazdrości. Jedynym, który patrzy na Malenę inaczej jest Renato. Rodzące w nim uczucie każe mu bronić ukochanej, niczym bohater filmowy, choć wszystkie spotkania z Maleną odbywają się jedynie w jego wyobraźni.

Myślę, że również w kwestii ukazania piękna reżyser pokusił się na zestawienie kontrastowe. Sposób przedstawienia Maleny w wyobraźni Renato to niejako sakralizacja kobiety, jej ciała. Malena staje się w jego oczach boginią, która wprowadza go do świata rozkoszy, dotąd dla niego niedostępnego. To ona przemieni go w mężczyznę, a każda kobieta będzie miała odtąd jej twarz. Naprzeciw wyobrażeniom Renato wychodzą obelgi wypowiadane przez mieszkańców miasta. Za ich sprawą piękno staje się przekleństwem, a kobieta przedmiotem. Mimo tego jawnego uprzedmiotowienia głównej bohaterki Tornatore przedstawia ją w sposób niezwykle sensualny, zmysłowy, pozbawiony nadgorliwego seksapilu. To co najbardziej erotyczne reżyser pokazuje w sposób domniemany. Poprzez operowanie światłem tworząc jedynie zarysy, budzące wyobraźnie mieszkańców miasta, ale i widzów. 

Przede wszystkim jednak „Malena” to film o smutku. O kobiecie samotnej w swej „inności” pośród pruderyjnego i ograniczonego społeczeństwa, widzącego w niej zagrożenie dla wartości moralnych; o kobiecie, której „jedyną winą jest jej niedola, samotność i uroda". Jedynym, który może ją chronić i chce to robić jest Renato. Zna on jednak miłość jedynie z filmów, które nie odwzorowują brutalnej wojennej rzeczywistości.

Za każdym razem, gdy wracam do „Maleny” pragnę by chociaż jeden raz górą okazało się młodzieńcze marzenie, by wygrało ono nad brutalną codziennością. Niestety, to nigdy się nie udaje. „Malena” daleka jest od hollywoodzkich blockbusterów, końcowy "happy end" jest jedynie umowny, dający znikomą satysfakcję. Losy głównych bohaterów połączone zostają zaś jedynie na moment, krótką chwilę w której Renato pomaga Malenie pozbierać pomarańcze. Nie wyznaje jej miłości, nie dotyka jej, nic nadzwyczajnego. Jedna wymiana spojrzeń wystarczy by przekonać się, że marzenia o Malenie pozostaną jedynie wspomnieniem, które nie ma racji bytu w codziennej, małomiasteczkowej rzeczywistości. 

skopiuj url:

Partnerzy