Recenzje

AmaDeus

Film: "Amadeusz"

Autor: Dominika zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

AmaDeus-doskonałość w klasyceRok produkcji: 1984. Producent: Saul Zaentz. Reżyseria: Miloš Forman. Scenariusz: Peter Shaffer. Zdjęcia: Miroslav Ondříček. Montaż: Michael Chandler. Obsada: F. Murray Abraham, Tom Hulce, Elizabeth Berridge, Simon Callow, Roy Dotrice

Poczucie własnej wartości może czasami przerosnąć człowieka na drodze chorobliwych ambicji. Wygórowane ego jest nieuzasadnione i w szczególnych sytuacjach przynosi fatalne dla aspiracji skutki. Puszkinowski motyw specyficznej relacji zawiązanej między dwoma osiemnastowiecznymi kompozytorami stał się kanwą późniejszych głośnych sztuk Nikołaja Rimsky-Korsakova, czy Petera Shaffera, lecz dopiero Miloš Forman w swoim filmie „Amadeusz” rozpowszechnił go na taką skalę i w takim stylu, że miliony widzów było (i nadal jest) gotowych uwierzyć w historię owianą wiedeńską legendą miejską. Historię nie opowiadającą o biografii muzyków tworzących w tym samym miejscu i czasie, ani nie o rywalizacji między nimi, a o urażonym ego człowieka świadomego swej marności. Miloš Forman za pomocą różnych technik stylistycznych dokonuje przemiany dążenia człowieka do doskonałości kompozycji jako urojonego Bożego namaszczenia w morderczą obsesję urażonych ambicji, by zniszczyć prawdziwy talent i zatuszować własną rzemieślniczą przeciętność.

Antonio Salieri prowadzi pełne cnoty życie kompozytora nadwornego Cesarza Józefa II. Jego spokój zostaje przerwany wraz z pojawieniem się na dworze Mozarta obdarzonego nadzwyczajnym talentem muzycznym. Obsceniczny tryb życia wulgarnego, małego człowieczka o sprośnym chichocie kontrastuje z ponadwymiarowym podziwem dla jego twórczości i doprowadza wkrótce Salieriego do morderczych myśli.

Warto wspomnieć, iż rywalizacja między nimi sama w sobie w rzeczywistości nie istnieje, gdyż Mozart wcale nie stara się nawet w niej uczestniczyć. Przykładowym dowodem na to może być scena, w której widzimy, jak Salieri męczy się ze skomponowaniem drobnego marszu, po czym Mozart po zaledwie jednym wysłuchaniu odtwarza go, nie tylko nadając mu wyrafinowanego wydźwięku, ale i udoskonalając go jednocześnie. Efekt wzmacnia płynny ruch kamery Mozart-klawisze-Mozart przeplatany ze skonfundowanym wyrazem twarzy nadwornego kompozytora i jego niepokojem w oczach. Już wtedy Salieri wiedział, że ten człowiek może zagrozić jego pozycji w oczach Cesarza, a przecież to o jego łaski zawsze do tej pory chodziło.

Już na samym początku Forman daje nam do zrozumienia skalę, do jakiej urosła obsesja Salieriego, korzystając z montażu retrospekcyjnego oraz mrocznej atmosfery stworzonej dzięki naturalnemu oświetleniu. Umieszczenie starego już kompozytora w ośrodku dla obłąkanych, zaraz po jego przyznaniu się do morderstwa Mozarta i nieudanej próbie samobójczej, pokazuje do jakiego stanu ostatecznie doprowadziła go intryga sprzed wielu lat. Cały ośrodek i jego pacjenci pokazują, że człowiek szalony w rzeczywistości jest szczęśliwszy niż ten, który ma pełne poczucie własnej marności. Salieri zostaje zamknięty wśród obłąkańców i jako obłąkaniec.

Ciemne kolory apartamentu Salieriego, ponura noc i niemalże jaskiniowy, surowy, prawie pozbawiony wypełniającego światła pokój w ośrodku kontrastują z urywkami sceny balowej bawiącego się w tym czasie wiedeńskiego towarzystwa, a także z retrospekcjami czasów jego względnej świetności u boku Cesarza, pełnymi blasku, rozmachu, bogactwa i jasnych kolorów. Dodatkowo do sceny zostaje wprowadzony ksiądz – rozmówca Salieriego, co umożliwiło prowadzenie historii ustami kompozytora i wzmocniło sakralny wydźwięk monologu starca powołującego się w wielu późniejszych momentach na samego Boga. Również dzięki temu, w rozmowie mężczyzn, Salieri obnażył marność własnej twórczości i kontrast między nim a Mozartem, prezentując księdzu nierozpoznawalne utwory swojego autorstwa i zestawiając je z dobrze znanym taktem Mozarta.

Salieri był niewolnikiem talentu kompozytora z Salzburga. Był w pełni świadom, że może go jedynie dotknąć, toteż uczestniczył w każdej jego operze. To ich ilość umożliwia widzowi wyobrażenie sobie wielu lat składających się na rzeczywisty czas historii. Poza scenami prób Wesela Figara nie widzimy ani procesu komponowania, ani przygotowań do wystawionych oper. Dzięki montażowi eliptycznemu twórcy mogli ukazać jedynie najistotniejsze wydarzenia budujące fabułę, nie zaburzając przy tym struktury tak naprawdę wieloletniego okresu relacji bohaterów.

Niechęć do Mozarta nie ogranicza się do Salieriego – również nadworny kapelmistrz i dyrygent snują intrygi mające na celu pozbycie się utalentowanego przybysza. Są cenieni przez Cesarza, wydają własne werdykty, knują przeciwko Mozartowi, choć ich starania nie tylko nie dają efektu, ale też często obracają się na jego korzyść. Widz wie zatem więcej niż sam Mozart. Dzięki ustanowieniu Salieriego narratorem uzyskujemy wiedzę nieograniczoną, a co za tym idzie mamy dostęp do zamiarów każdego z bohaterów, otaczamy z każdej strony Mozarta i Salieriego – postaci, na których skupiamy większość swojej uwagi. Towarzyszymy im również kiedy pozostają sami, jesteśmy więc w stanie poznać ich emocje, uczucia, zamiary i działania. Oglądamy tak kluczowe momenty jak prace Mozarta nad requiem oraz modlitwy i obelgi Salieriego niesione do Boga oraz jego reakcje na kompozycje Mozarta przyniesione przez Konstancję. To właśnie ta sekwencja stanowi ostateczny krok w rozwoju obsesji Salieriego: rozsypane nuty Mozarta jako symbol upadku Salieriego i porzucenie nadziei na własną doskonałość, modlitwa do Boga o natchnienie, wizyta Konstancji, obrzucenie Boga obelgami i spalenie krzyża; nie mielibyśmy do niej dostępu gdyby nie sposób w jaki została poprowadzona narracja filmie.

Wzmocnieniu w.w. sceny upadku posłużył aspekt, bez którego film by nie powstał. Muzyka, bo o niej mowa, gra w nim wręcz pierwszoplanową rolę. Jako element niediegetyczny towarzyszy Salieriemu pojawiając się w jego głowie przy każdym zetknięciu z nutami Mozarta oraz miesza się z nuceniem Confutatis Mozarta na łożu śmierci jednocześnie wzbogacając ścieżkę dźwiękową, potęgując podniosłość atmosfery i przygotowując niejako widza na mającą za chwilę nastąpić scenę śmierci kompozytora, przy której z kolei dramat sytuacji podkreśla nigdy niedokończona przez niego samego Lacrimosa. Już same pierwsze dźwięki dwudziestej piątej symfonii podkreślają dramatyzm, z jakim będziemy mieli do czynienia już za kilka sekund. Muzyka w całym filmie pełni rolę narzędzia budowania relacji między muzykami. Za jej pośrednictwem Mozart wywiera na Salierim silne emocje takie jak podziw, zazdrość, czy upokorzenie.

Wiedeńczycy mawiają, że Mozart nie napisał Lacrimosy, ale ktokolwiek ją napisał był Mozartem. Pewne jest, że bynajmniej nie stoi za nią Salieri, ale mimo tego i wielu innych nagiętych faktów, Forman nakłania widza do uznania jego wersji historii za wiarygodną. I oto jawi się jedyna wada „Amadeusza”-jego wrażenie autentyczności jest zbyt doskonałe: podobieństwo strojów, zastosowana scenografia, lokalizacje, aktorzy. Precyzja definiująca okres klasyczny jawi się w niemal każdym momencie filmu. Dość wspomnieć premierę opery Don Giovanni, nakręconą w praskim teatrze, gdzie niegdyś faktycznie odbyła się jego premiera, czy grę dwóch muzyków na fortepianie nie wyróżniającą się żadnym błędem, a której, wraz z podstawami dyrygentury, specjalnie na potrzeby produkcji wyuczyli się obaj aktorzy.

Kura, która całe życie myślała, że jest wspaniałym ptakiem nie będzie już nigdy szczęśliwa, kiedy ujrzy szybującego orła. Miloš Forman zawiera to przekonanie w swojej produkcji i uzasadnia je historią wypowiadaną ustami ofiary własnej ambicji; zaciera granice między fikcją a prawdą; manipulując faktami i operując technikami stylistycznymi tworzy opowieść, w którą widz jest stanie uwierzyć, jako że znacząca część wydarzeń, lokalizacji, wyglądu i usposobienia autentycznych, historycznych postaci odwzorowana została z dużą precyzją i dbałością o szczegóły.

skopiuj url:

Partnerzy