Recenzje

Szkoda, że nie zawitał do kin na dłużej

Film: "Sala Samobójców. Hejter"

Autor: Milena zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Film opowiada historię młodego chłopaka, który zostaje wydalony z uczelni za plagiat. Student prawa, przestaje być studentem prawa na skutek złamania zasad, o ironio. Dziekan uczestniczący w jego relegowaniu wypowiada zdanie: “verba volant, scripta manent” co oznacza, mniej więcej tyle co “słowa mówione odlatują, a pisane pozostają”. W tym momencie filmu nie jesteśmy jeszcze świadomi, jak ważne jest to zdanie w kontekście całego filmu. W końcu w internecie nic nie ginie, prawda?

Tomek o wydaleniu z uniwersytetu nie zamierza poinformować wspomagających go finansowo państwa Krasuckich. Głównym powodem prawdopodobnie nie jest tu jednak zapotrzebowanie na środki finansowe głównego bohatera, ale uczucie, którym darzy od lat córkę Krasuckich – Gabi. Poza tym do całej tej rodziny jest właściwie przywiązany od najmłodszych lat. Do państwa Krasuckich zwraca się nawet “ciociu” i “wujku”. Wkrótce się jednak dowiadujemy ile są warte te więzi między nimi. Tomek zostawia u nich telefon z włączonym dyktafonem i dowiaduje się, co naprawdę o nim myślą. Po jego wyjściu z kolacji komentują jego osobę, pochodzenie, wyśmiewają się w bardzo prymitywny sposób, a są ludźmi z elity. Komentarze o perfumach zniżają ich do takiego poziomu, w którym kojarzą się z prostackimi uwagami ludzi, dla których liczą się tylko pieniądze. Wspierają go, ale równocześnie go nie szanują.

Giemza aby się uniezależnić poszukuje zatrudnienia. Znajduje pracę w agencji reklamowej, która z prawem jest nieco na bakier, ale “wchodzi w to” bez zastanowienia. Nie zapowiada się, że będzie łatwo. Nie będzie łatwo ani z uczuciami do Gabi, ani z pracą, ani prawdopodobnie z niczym.Jan Komasa ma teraz naprawdę dobry czas. Najpierw bardzo dobre „Boże ciało”, a teraz, moim zdaniem nawet lepszy, osadzony w tym samym uniwersum (bo bezpośrednią kontynuacją nie można go nazwać) co „Sala Samobójców” obraz. Zresztą nie ukrywam, że spodobał mi się ten zabieg połączenia obu filmów jedynie postacią Beaty, zagraną w obu filmach przez Agatę Kuleszę.Sama postać Tomka Giemzy (Maciej Musiałowski) wywiera ogromne wrażenie. Niezwykle szybko w umiejętnościach dorównuje własnej szefowej. Chce działać według jej metod i potrafi znaleźć na nią odpowiednie haki, by mieć ją w garści. Tomek posiada też umiejętność elastycznego dostosowania się do swojego rozmówcy, tak, aby zyskać jego sympatię. Wie, jak to robić. Metaforycznie można określić go kameleonem. Zna się na ludziach, a nawet, jak stwierdza, rozmawiając z Pawłem Rudnickim, kandydatem na prezydenta Warszawy (Maciej Stuhr), interesuje się nimi. To sprawia, że odbiega od normy. Nie potrafi jednak pokonać tego w sobie. Jego postać skojarzyła mi się również z nagrodzoną Oscarem postacią Jokera z filmu Todda Philipsa. Obaj są wzgardzeni, sięgają dna by się od niego odbić, choćby kosztem innych. Czynią zbrodnię, ale koniec końców, ludzie ich uwielbiają.„Wystarczy, że raz ci coś nie pójdzie i na zawsze cię skreślą, rozumiesz? Dla nich jesteś i zawsze będziesz nikim, a ja nie jestem nikim”. Tymczasem nasz ekranowy hejter przypomina kogoś na kształt bohatera romantycznego na miarę XXI wieku. Pracuje właściwie zupełnie sam, a więc jest indywidualistą. Jest młody, bardzo wrażliwy, widać, że głęboko dotyka go opinia Krasuckich. Tyle, że z czasem ta wrażliwość zanika. Można to zauważyć po tym, że ilekroć ta postać znajduje się w oku cyklonu nasyconych emocjami zdarzeń, on jedyne co robi to obserwuje. Na jego twarzy nie widać żadnych emocji, wygląda ona cały czas tak samo. Uwagę zwracają również jego podkrążone oczy, które wbrew pozorom odgrywają znaczącą rolę. Nie dość, że kojarzą się niewątpliwie z ciągłą pracą przy komputerze, którą chłopak wykonuje, to przypominają nam o tym, że ma on już tak naprawdę dość wszystkiego. Jest mu już wszystko jedno. W ostatniej scenie na bladych twarzach Krasuckich widać równie mocno podkrążone oczy, ale w ich przypadku są jednak związane z żałobą.Mimo braku widocznych emocji na twarzy w większości scen, potrafi je dobrze zagrać, aby zmanipulować drugą osobę. Jak pod koniec filmu, kiedy w szpitalu odwiedzają go śledczy i pokazują mu zdjęcia człowieka, którego zabił. Wpada wtedy w rozpacz, ale oczywistym jest, że nie jest ona szczera. Zresztą nie tylko uczucia odgrywa przed innymi bohaterami. Namiętnie cytuje różne zdania, które ktoś wcześniej do niego powiedział. Zakłada w ten sposób maski, staje się wtedy na chwilę którymś z bohaterów.

Oczywiście pojawia się też wątek nieszczęśliwej miłości do córki Krasuckich. Chłopak bardzo mocno to przeżywa i można się domyślić, że duża część jego czynów jest motywowana właśnie tą osobistą tragedią. Jednak czy kiedy na końcu filmu Gabi powraca by go przeprosić, on dalej ją kocha? Wydaje się wtedy być całkiem wyprany z uczuć. Mimo to ogłusza napastnika, któremu sam zlecił zamach. Napastnik zdążył pomóc mu osiągnąć cel, do którego dążył, odkąd Krasuccy go odrzucili. Nieświadomie pomaga mu w zemście zabijając ich starszą córkę. Ciężko powiedzieć co od tej pory będzie przyświecało jego działaniom. Ciężko nam w ogóle stwierdzić kim naprawdę jest Tomek Giemza.

Wreszcie należy tu wspomnieć o równie ważnym wątku w tym filmie jakim jest wojna polsko-polska. Faktem jest, że Tomek ma duży udział we wzniecaniu jej, ale tak naprawdę jest tylko współwinny. Warszawa w tym filmie jest smutna. Smuci się widząc tych wszystkich przepełnionych nienawiścią ludzi, z których niektórzy naprawdę nie cofną się przed niczym ze względu na swoje poglądy. Czy musi się stać najgorsze, żeby to powstrzymać? Ujmujące jest również to, że praktycznie każdy bohater stoi po którejś stronie barykady, ale równocześnie każdy bez wyjątku ma też swoje osobiste problemy. (Mimo to film zbudowany jest tak, abyśmy myśleli, że główny bohater to największa ofiara. Można powiedzieć, że w pewnym momencie zaczynamy się z nim identyfikować.) W dodatku wszystkie postacie są zdeterminowane by osiągnąć swój cel. Mimo różnych poglądów wszystkim chodzi o to samo - żeby pogrążyć kogoś kogo uważają za wroga. Uważają za wroga tylko ze względu na inne postrzeganie pewnych spraw.

Od strony technicznej film jest świetnie zrealizowany. Dobrze się go ogląda. Zdjęcia, muzyka, montaż bardzo mi się spodobały. Szczególnie zapadły mi w pamięć te sceny, w których cisza grała główną rolę, między innymi scena, w której Gabi przeprasza Tomka tuż przed atakiem Guzka. Ciszę zakłóca dopiero hymn Unii Europejskiej - “Oda do radości”, w której to padają słowa “Wszyscy ludzie stają się braćmi”. Przewrotnie stanie się zaraz coś, co zaprzeczy tej tezie. Ciekawym dla mnie zabiegiem było też to, że sceny dziejące się w różnym czasie przenikały się. Przykładowo gdy widzimy Tomka, który odsłuchuje nagranie, a za chwilę widzimy rozmowę rodziny przy stole, którą przerywa dopiero Tomek pukając do drzwi. Chcę tu również wspomnieć o scenach, w których główną rolę grały okna wraz z tym co się za nimi działo. Czy w dzisiejszych czasach oglądamy większość zdarzeń w ekranach?

Uważam, że film ten powinien zostać doceniony w szerszej skali. Niestety przez aktualną sytuację nie pojawił się w kinie na długo. Wydaje mi się, że każdy powinien go zobaczyć. Daje do myślenia. Otrzymał w ostatnim czasie nagrodę na festiwalu Tribeca dla najlepszego filmu zagranicznego. Gratuluję reżyserowi i wyczekuję kolejnych sukcesów.

skopiuj url:

Partnerzy