Recenzje

Katedra Tajemnic

Film: "Katedra"

Autor: Filip zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Ziemia przeorana kataklizmami. Gleba wysuszona na wiór Słońcem. I wszystko zmiecione z powierzchni planety. Huraganami i powodziami. Wszystko zmieniło się nie do poznania, a jedynym miejscem, gdzie przetrwało tak szczątkowe życie, jest Księżyc, z którego można oglądać skutki tragedii. Dramatu ludzkiej pychy i dogmatu wielkości. Ale na nim również wszystko jest jałowe i nie ma nic, co przypominałoby o przeszłości.

Jednak nie. To błąd, bo w mroku zarysowuje się potężna i piękna niegdyś fasada.

Pułapka, którą Bagiński zastawił na widza, zaciska się wokół kreacji bohatera. Naturalnym jest oczywiście, że bierze się za niego pierwszą napotkaną wzrokiem istotę żywą. Jednakże istota ta pojawia się, zanim jeszcze, na ekranie zobaczymy prawdziwego bohatera. Nieprzypadkowo tytułem filmu jest „Katedra”, a nie „Wędrowiec”. Widz usilnie trzyma się jednak stereotypu wykreowanego przez lata rozwoju kinematografii. U Bagińskiego istota żywa, człowiek, wędrowiec, ma być tylko narratorem bez słów, środkiem do osiągnięcia celu, czyli przedstawienia nam prawdziwego bohatera. A tym jest monument. Dziwna to postać. Postać, która nie może się odezwać, nie może się poruszyć, ale jest bardzo wymowna i przemawia do nas więcej samą swoją bryłą - ogromnymi witrażami, strzelistymi wieżami, niż mógłby to zrobić człowiek tysiącem słów. Katedra była świadkiem wzrostu i upadku, nieśmiałości i pychy, czerni i bieli. Ten cichy bohater grzmi głosami niezliczonych symboli. Pociąga swoją tajemniczością.

Cyfrowa kreska Bagińskiego przedstawia bohatera w sposób pozostawiający widzowi wiele pytań, ale oddający nastrój panujący we wnętrzu tego wielkiego i majestatycznego budynku. Reżyser stworzył obraz Katedry przypominający kościół Sagrada Familia Gaudiego. Bazylika ta swoim wyglądem miała sprawiać wrażenie żywego organizmu. Tak samo żyje Katedra u Bagińskiego. Pnącza przyćmiły funkcję kamieni i teraz to one podtrzymują ciemną konstrukcję. Pod względem kompozycji kadrów i rodzaju oświetlenia film dzieli się na dwie wyraźne części. Pierwsza z nich to śmierć, mrok i zniszczenie, w której kadry pełne są cieni, a kompozycja obrazów skupiona wokół nikłego źródła światła pogłębia wrażenie pustki i samotności. Powstaje świat, którego naprawdę się boimy. Druga część, chociaż związana jest ze szczególnego rodzaju śmiercią Wędrowca, może być nazwana życiem lub nadzieją. Obrazy są niemal białe. Kadry zmieniają się szybciej niż w poprzedniej części, gdzie reżyser znacznie spokojniej budował tajemniczą aurę Katedry. Artystyczne zabiegi mają sprawić, że odbierzemy tę scenerię w pewnym kontekście. A twórca w bardzo wyrachowany sposób budzi w głowach widzów podświadome skojarzenia z najchętniej łączonymi z apokalipsą dziełami polskiego malarstwa. Sama już fasada Katedry jest ożywionym obrazem Zdzisława Beksińskiego, a motywy z kilku jego dzieł przewijają się przez cały film Bagińskiego. Szczególną uwagę przykuwa kadr, w którym Wędrowiec przyjmuje niebanalną pozę „Pełzającej śmierci”, która w głowach wielu Polaków jest nieodpartym obrazem zniszczenia i końca ludzkości.

Chociaż świat Katedry jest odrażający i budzi trwogę, odbiorca nie wycofuje się z niego. Zrobiłby to niewątpliwie, gdyby nie fakt, że gdzieś wśród pnączy Świątyni kryje się tajemnica. Do rozwiązania tego sekretu prowadzi nas narrator. Ten nietypowy przewodnik realizuje dokładnie to, czego zażyczy sobie widz. A widz bez względu na wszystko musi zajrzeć do budzącej szacunek budowli. Bagiński przewiduje tu bez pudła, czego będzie żądał oglądający i odkrywa przed nim kolejne interesujące punkty, a zarazem coraz bardziej nęci jego ciekawość. Wywołuje zaniepokojenie i stawia go przed licznymi pytaniami. Zakończenie mija się z podstawowymi oczekiwaniami widza. Promienie Słońca ożywiają monumentalną Katedrę. Odkrywają przed Wędrowcem i obserwatorem coś, co szybko staje się zrozumiałe, jak gdyby wszyscy wiedzieli o tym wcześniej. Puste mury nie tworzą Świątyni, tylko ludzie. Światło i obecny wewnątrz człowiek doprowadzili do przebudzenia. Przewodnik pragnie uciec, ale wie już, że jest skazany na porażkę. Bo to też ludzie mogą doprowadzić do upadku.

Tajemnica nie zostanie rozwiązana, a Katedra wciąż czeka na kolejnych, którzy zamkną jej bryłę. To właśnie jest w całym obrazie, przeszywającym dreszczem odrazy i trwogi, najszczęśliwsze. Film Bagińskiego nie jest bowiem opowieścią o mrocznym finale, na który człowiek nie ma już wpływu. Jest przestrogą. Jasnym ostrzeżeniem przed tym, co może wydarzyć się, jeśli tylko po znanym nam Świecie będzie wędrować więcej ludzi pysznych i wielkich w swoim mniemaniu niż szlachetnych i kochających. Ludzie muszą zrozumieć, że wykazując szacunek do miejsca, w którym żyjemy, mogą nas uchronić przed tragicznym zakończeniem przedstawionym przez twórcę animacji. Reżyser grzmi swoim filmem prosząc o szacunek dla Ziemi. By na Świecie nigdy nie zostały tylko, będące świadkami zapomnianej ludzkości, potężne Katedry.

skopiuj url:

Partnerzy