Recenzje

“Czy dzisiaj można zamknąć kogoś w klatce?”

Film: "Słodki koniec dnia (2019)"

Autor: Karolina zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

W najnowszym filmie Jacka Borcucha zostajemy zaproszeni do klimatycznego świata dojrzałej artystki, wypełnionego długimi kąpielami i dymem papierosowym. Jedno zdarzenie sprawia, że nieznośnie lekka bańka pęka, a refleksja z rozłożonymi wygodnie na stole nogami ustępuje miejsca płomiennej i kontrowersyjnej przemowie. Wtedy pytanie “Czy dzisiaj można zamknąć kogoś w klatce?” przybiera postać przewodnika po równie brutalnym, co poetyckim otoczeniu bohaterki.

Nagrodzona Noblem Maria Linde, artystka polskiego pochodzenia prowadzi spokojne, beztroskie życie pośród melancholijnych, toskańskich krajobrazów. Dnie spędza na zabawie z wnukami przy dźwiękach muzyki Franka Siniatry, w towarzystwie poświęcającej się jej karierze córki i starego, oddanego męża. Jako poetka, która powiedziała już wszystko, co ma do powiedzenia, może spokojnie oddać się zabawie na gwarnych spotkaniach z przyjaciółmi, przy wielu butelkach wina i wypalonych jointach. Jednak gdy cały kraj pogrąża się w smutku i strachu po zamachu terrorystycznych, a na światło dzienne wychodzi lęk społeczeństwa przed nieznanym oraz szerząca się nietolerancja, Maria decyduje się wziąć na siebie odpowiedzialność krytyka rzeczywistości, jakim powinien być artysta. Jej odważna wypowiedź spotyka się ze społecznym ostracyzmem i niezadowoleniem władz miasteczka.

Od pierwszego do ostatniego kadru historia ta ubrana zostaje w piękne barwy. Nastrój przywołuje skojarzenia z innym osadzonym w Italii dramatem, Tamte dni, tamte noce i pięknie współgra z dekadencką duszą w roli głównej. Postać ta została stworzona specjalnie dla wspaniałej Krystyny Jandy i jest to widoczne niemal w każdym calu. Wybór tej, a nie innej aktorki to prawdopodobnie podstawowy sukces filmu - to z głównej bohaterki wypływa spójny, urzekający klimat całej produkcji, a odtwórczyni trudnej roli nie bez przyczyny została nagrodzona w Sundance.

Doskonale wykreowana, złożona osobowość Marii Linde uosabia w sobie nie tylko artystyczną lekkość, ale i buntowniczą moc. Jest ponadczasowym głosem twórców borykających się z rozterką - mówić czy milczeć. Tkwi w niej nieprzemijający duch młodości oraz dojrzałość i klasa, przez co jest tak marzycielska, jak i silna. Drwi sobie z upływu czasu i utartych schematów jakim powinna ulegać kobieta - dusi ją przyznana przez społeczeństwo rola matki, babci, żony i autorytetu. W imię zasady carpe diem oddaje się zmysłowemu romansowi z imigrantem, a momentami zachowuje się wręcz jak bezczelna nastolatka, która z łatwością pakuje się w tarapaty i ulega nałogom. Paradoksem jest, że w buty zaniepokojonej tymi wybrykami matki wchodzi, równie charakterna jak Maria, córka - Anna (w tej roli zdolna, a tak rzadko występująca w polskim kinie Kasia Smutniak). Czarującemu duetowi poświęcono na ekranie wiele uwagi, a ich relacja zgrabnie rozwija się w ramach przebiegu wydarzeń i stanowi dla nich ciekawe tło. Z aktorskim wyzwaniem dotrzymania kroku Jandzie radzą sobie również Włosi, przede wszystkim Antonio Catania jako zupełnie kontrastujący z temperamentem obu pań mąż i ojciec.

Kamera uważnie obserwuje sceny rozgrywające się w ciepłym, włoskim domu, niemal zawsze chowając się z kamerą za drzwiami lub oknem, co nadaje im jeszcze większej intymności. Młody operator, Michał Dymek, równie dobrze radzi sobie z ukazaniem piękna otoczenia, a częste ujęcia malowniczych toskańskich pejzaży i skupienie od pierwszej sceny na życiu miasteczka dają nam do zrozumienia, że jest to przede wszystkim historia o otoczeniu, w jakim bohaterowie żyją. Jest nim nie tylko mała Volterra, ale także Europa. Jacek Borcuch wspólnie z Szczepanem Twardochem stworzyli niezwykle aktualny scenariusz, zrozumiały i istotny niemal w każdym skrawku kontynentu. Bezlitośnie demaskuje on wady pozornie demokratycznego i wolnego społeczeństwa. Stawia pod znakiem zapytania takie wartości jak tolerancja, wolność słowa i przede wszystkim wolność człowieka. Podejmują problem uchodźców i roli kobiet. Przy tym nie zapominają o walorach artystycznych, przez cały film spójnie trzymając się z góry założonej estetyki. Piękne kadry wzbogacone zostały przyjemnym soundtrackiem, ale twórcy umiejętnie grają też ciszą, która nieraz nawet lepiej wpisuje się w ogólną atmosferę. Jednak spójność często jest wręcz zbyt gorliwa, a przebieg zdarzeń nie pozwala nam popłynąć z refleksją nad postawionym na początku filmu pytaniem, bo odpowiedź jest podana na tacy w samej jego końcówce. Zmienia się w uciążliwą dla produkcji klamrę. Z zakończenia bije aż zbytnia dosłowność, a ubranie go w prostą metaforę jest może aż nazbyt dramatyczne. Ale jak inaczej zakończyć historię o przegranej walce o sprawiedliwość i wolność?

Pomimo jednego zgrzytu, Słodki koniec dnia jest przełomową produkcją w polskim kinie OFFowym. Nie tylko ucieka od tego, co znane jedynie nam, Polakom, otwierając się tym samym na kino międzynarodowe, ale także jest mocnym i odważnym głosem w sprawach rzeczywiście istotnych. To, intrygująca bohaterka w roli głównej oraz dbałość o detale sprawiły, że trafił on na moją nieformalną listę najlepszych polskich produkcji ostatnich lat.

skopiuj url:

Partnerzy