Recenzje

Podwójna perspektywa

Film: ""Perfect Blue""

Autor: Zuzia zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Jak byście się czuli, budząc się ciągle w swoim pokoju z kolejnych snów? Za każdym razem zastanawialibyście się, czy to co wcześniej się wydarzyło było prawdą, czy tylko kolejną chaotyczną wizją. Definiuje to trochę całe nasze życie, ale właśnie w taki sposób swój debiut opowiedział nam Satoshi Kon.

„Perfect Blue” to japoński thriller anime, który wpisuje się też w ramy dramatu psychologicznego, film inspirowany jest powieścią "Perfect Blue: Complete Metamorphosis" autorstwa Yoshikazu Takeuchi. W filmie pełno jest elementów zacierających granicę między snem a rzeczywistością, przez co nie potrafimy odróżnić wytworów wyobraźni od realnych zdarzeń.

Kon opowiada nam historię Mimy, byłej gwiazdeczki zespołu "CHAM!". Mima przez cały czas chce odczepić od siebie wizerunek niewinnej piosenkarki, na rzecz aktorstwa. Z każdym dniem próbuje wyzbyć się niewinności i jest przekonana, że może zostawić poprzednie życie i odejść. Szybko jednak przekonuje się, że nie wszystko jest od niej zależne. Ucieczka od poprzedniego wizerunku wcale nie będzie taka łatwa, ponieważ tuż obok niej są ludzie, którzy nie pozwolą jej tak szybko o wszystkim zapomnieć. Postać Mimy to obraz kolejnej gwiazdy, która aby wspinać się po kolejnych szczeblach kariery musi doświadczać coraz większych moralnych upokorzeń. Główna bohaterka jest narażona na ciągły stres, związany z pytaniem, na które od początku próbuje sobie odpowiedzieć :

Dlaczego to postępuję, przecież nigdy bym tego nie zrobiła. Czy to na pewno jestem ja? Czy na pewno jestem prawdziwą Mimą?

Nasza postać popada w istną paranoję pod wpływem dalszych upokorzeń i niewyjaśnionych zdarzeń. Z kolejnymi minutami przedstawione zagadki zamiast się rozwiązywać, bardziej się komplikują.

Satoshi Kon w swoim filmie mocno krytykuje japońską maszynę masowej produkcji coraz nowszych idoli. Podsumował tutaj cały przemysł, który do dziś wywołuje wiele kontrowersji. Przedstawił też postawę mężczyzn, którzy traktują młode dziewczyny jedynie jako spersonalizowane pozytywki tylko dla nich. J-pop, cała idea pokazania przemysłu muzycznego i postać stalkera były jednak jedynie narzędziami do przekazu rzeczy ważniejszych dla Kona. Przedstawienie nam prawdy, która nią nie jest, oszukanie naszych oczu, to właśnie to, co ma nas wplątać w zwariowany świat bohaterki. Nie mamy jedynie przejąć się jej losem. Kon robi wszystko, żeby umieścić nas w tej samej sytuacji co ona. Przedstawiony obraz zaciera się. Mima żyje trzema różnymi rzeczywistościami, to kim była miesza się z tym kim chce być, oraz z tym kogo gra w serialu. Niby jesteśmy widzami, ale wędrując razem z byłą gwiazdą popu przez jej zawiłe życie, tak samo jak ona nie umiemy odróżnić prawdy, od nieustannego koszmaru. Film pokazuje nam, jak człowiek pod wpływem wielu czynników może zmienić się nie do poznania i zapomnieć kim tak naprawdę jest. Mima przechodzi istną przemianę z roześmianego, niewinnego dziewczęcia w zmęczoną życiem, zagubioną kobietę.

Czynnikami, które potęgują nasze uczucie rozdwojenia jaźni są genialny montaż, przemyślany scenariusz oraz odpowiednia muzyka. Bez tych elementów nie czulibyśmy się tak owładnięci tą historią. Widz jest zdezorientowany pod wpływem ciągłych przeskoków czasu i zdarzeń, których rozwiązanie jest coraz mniej możliwe. Oczywiście w animacji można sobie pozwolić na większą fantazję niż w filmie aktorskim. Kon zadbał o każdy szczegół wiedząc, że może on skutecznie wpłynąć na odbiór dzieła. Kreska, która przedstawia nam chaotyczne wizje, jest staranna i wyrazista, tak jak w pozostałych filmach Satoshiego Kona. Dzieło nie zadziwia pod względem wizualnym w dzisiajszej erze komputerów, ale posiada swoje uroki. Śniąc razem z bohaterką nie jesteśmy pewni co jest snem. Sny nie są snami od samego początku, ani też nie okazują się nimi na samym końcu. Muzyka jest odpowiednio skomponowana z uczuciami, które nam dostarczają kolejne sceny. Z jednej strony dostajemy typowy j-pop śpiewany przez "CHAM!", a z drugiej psychodeliczne rytmy wprawiające nas w ciągły niepokój. Utworem, przy którym przechodzą mnie ciarki jest „Virtual Mima”.

Kolor niebieski od zawsze jest związany ze smutkiem, melancholią, depresją i chyba właśnie do tego odnosi się sam tytuł. „Perfect Blue” jest kulminacją różnych stanów mentalnych, od początkowego zwyczajnego zamroczenia, po paranoje, bo przecież nic nie jest idealne. Opowieść pokazuje nam prawdę o tym, że życie idola wcale nie jest takie doskonałe, jak większości się wydaje. Po burzy zawsze przychodzi słońce, albo jednak nie. Bez końca możemy analizować sceny, których zakończenie mogłoby być możliwe na tysiące sposobów. Wszystko zależy tylko od odbiorcy i jego wersji wydarzeń, które składają się w nieco zawiłą całość. Wraz z kolejnymi seansami zmienia się nasza interpretacja. Odkrywamy coś nowego za każdym razem, gdy sięgamy po niego ponownie. Można to podsumować: nigdy nie wierzcie w to, co widzicie. Bo przecież skąd wiecie, czy wszystko jest prawdziwe, a w szczególności czy Wy jesteście prawdziwi?

skopiuj url:

Partnerzy