Recenzje

„Dopóki ona tu jest, wszystko jest dobrze”

Film: "Łagodna (1985)"

Autor: Agata zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Wielu ludzi jest przekonanych o tym, że filmy animowane są przeznaczone głównie dla dzieci. Wśród ogólnie przyjętych norm utarł się w społeczeństwie stereotyp jakoby animacja była bajką z niewymagającą fabułą, barwnymi kolorami i fantastycznym światem wyimaginowanym. Każdy zatem, kto głosi taki pogląd, powinien przejść przez następujący eksperyment: obejrzeć „Łagodną” Piotra Dumały i po seansie zostać zapytanym o opinię na temat animacji. Jestem pewna, że to mogłoby otworzyć oczy wielu ludziom.

Dumała pokazuje nam innowacyjną dla tamtych czasów formę filmu animowanego. Swoje wykształcenie i zdolności wykorzystał do opowiedzenia historii poprzez tak naprawdę ruchome malarstwo.

Twórca przykuwa naszą uwagę od dosłownie pierwszych sekund. Kiedy na czarnym tle stopniowo pojawiają się napisy początkowe, napięcie powoli nagrzewa się poprzez dźwięk tykającego zegara w tle. Potem słyszymy krótki monolog mężczyzny i szybko okazuje się, że mają to być jedyne zasłyszane przez widza słowa podczas całego seansu. Jego przemowa wywołuje współczucie, ton zaś przyprawia o ciarki.

Nie znajdziemy tu żadnego kadru wyłącznie dla uczczenia zmysłowych wrażeń, a jednak zmysły szaleją ze szczęścia wraz z kolejnymi fragmentami historii. Wszechobecna symbolika pochłania i angażuje nas tak głęboko, że z trudem jesteśmy w stanie bez chwili odpoczynku na refleksję obejrzeć całość. W ciążącej ciszy odgłos zegara staje się niewyobrażalnie przytłaczający. Czuć wręcz oddech postaci na własnym karku. Wraz z mężczyzną, siedzącym przy denatce wpatrujemy się we wskazówki i nagle każda sekunda dłuży się godzinami.

Nie tylko technika wykonania wzbudza zainteresowanie, ale sam sposób przedstawienia fabuły. Wydarzenia w postaci płynnie przechodzących scen Dumała zastępuje jedynie poszczególnymi fragmentami wydarzeń, pokazanych z różnych perspektyw. Zaczyna finałem i dopiero później przenosi nas w przeszłość bohaterów, uchylając rąbka tajemnicy, a w tym celu używa po raz kolejny motywu zegara. Nie serwuje nam jak na tacy każdego szczegółu, gra z widzem, by ten pobudził swoje szare komórki i wytężył umysł, próbując odgadnąć co tak naprawdę wydarzyło się pomiędzy mężczyzną i jego współtowarzyszką.Oczywiście, wszystko to ułatwia znajomość pierwowzoru – opowiadania Fiodora Dostojewskiego, na podstawie którego oparte są wydarzenia w tym filmie. Jednakże, bez znajomości tego tekstu, sam w sobie film może budzić mnogość w odbiorze i interpretacji, fascynując entuzjastów.

Gdy tytułowa Łagodna zrzuca z siebie czerwoną suknię, zakłada białą szatę i tym jednocześnie poddaje się woli starszego mężczyzny. Traci wcześniejszą zalotność i niezależność, staje się czysta i niewinna.Motyle szybko odlatują poza ich wspólne mieszkanie. Nie ma tu już dla nich miejsca. Są zamknięci ze sobą nawzajem w czterech ścianach i nie wiadomo, co bardziej przytłacza – ograniczona przestrzeń, czy ta przepaść między nimi widoczna gołym okiem.

Łagodna z utęsknieniem spogląda w okno i obserwuje tętniące życiem ulice. Mężczyzna gwałtownie przesłania czarną zasłoną ten widok. Od teraz ich życie zależne musi być tylko od siebie nawzajem.Być może właśnie wtedy coś w kobiecie pękło wewnątrz jak wypełniony po brzegi winem kieliszek w jednej ze scen.

Starszy mężczyzna niewątpliwie budzi podejrzenia. Ewidentnie ogranicza Łagodną, podporządkowuje ją sobie, być może nawet nią manipuluje. W pewnym momencie kobieta nawet grozi mu bronią podczas kolacji. Co więcej, w finałowej scenie widzimy jak mężczyzna zabija muchę na policzku już martwej Łagodnej. Musze często przypisuje się tu znaczenie symboliczne – oznacza ona brud, zepsucie, niepokój, nawet klęskę. To w znacznym stopniu podważa niewinność mężczyzny.

Klimat tego filmu jest przez cały czas niezmiennie niepokojący, psychodeliczny. Dynamika obrazu gwałtownie zmienia się w statyczność, przedmioty nierealnie zmieniają swoje kształty, a w pewnym momencie obserwujemy rzeczywistość z perspektywy pająka. To wszystko sprawia, że znajdujemy się pośrodku maniakalnej wizji reżysera. Fragmentaryczne sceny nie są na pierwszy rzut oka spójne, co tylko jeszcze bardziej intryguje. Po tym dziesięciominutowym seansie mamy niedosyt, czujemy potrzebę, by dowiedzieć się więcej, łakniemy rozwiązania. Być może właśnie tym zabiegiem twórca chciał przekonać nas do sięgnięcia po archetyp jego pracy. Wrażenia zmysłowe plączą się z szczątkowymi informacjami, a po obejrzeniu w myślach na długo pozostajemy jeszcze w kwaterze bohaterów...

skopiuj url:

Partnerzy