Recenzje

Wspomnienie ciała?

Film: ""Młodość""

Autor: Joanna zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Czego szuka się w kinie? Proste historie, to historie najcenniejsze. Dopiero przyglądając się zwykłym ludzkim czynnościom, cichym rytuałom zamkniętym w przebieralniach, pomiędzy dwoma pokojami, sypialnią a basenem, można przejść do pojęć szerszych niż codzienność. Na początku ta codzienność jest nieśpieszna, mozolna. Nagle gwałtownie nabiera szybkości i nie wiadomo już, gdzie znajdują się hamulce, jak powrócić do bezczelnej swobody młodości. Słowo „młodość” zaczyna być abstrakcją, przeistacza się ona w genialny koncept, zbyt dokonały, by mieć w sobie coś ludzkiego. Geniusz ten analizuje Sorrentino w swojej „Młodości”.

Kino wielozmysłowe, totalne, zaangażowane, tworzone przez włoskiego reżysera, który wychodzi od rzeczywistości, by następnie przenieść ją w inny wymiar. Wiosenna premiera w 2015 roku podzieliła krytyków i odbiorców, trochę zdziwionych, być może rozczarowanych? Film przenosi widza w dolinę górską, do mikroświata, zamkniętego ze wszystkich stron skalistymi szczytami. Lecz błogość krajobrazu jest zwodnicza. Szkielet historii stanowią rozmowy dyrygenta z reżyserem; obaj w podeszłym wieku, otoczeni obserwatorami i członkami rodziny, zażywają odpoczynku w szwajcarskim sanatorium. Szukają wyjaśnień, podejmują próby rozliczenia się z mijającym czasem.

Błąd i chaos udoskonalają ten film, produkcję bujną wizualnie. Stonowane szlaństwo form, lekki kicz, umiejętne posługiwanie się żenadą łączy się z humorem opartym na absurdzie, przerysowanej angielszczyźnie, słownych sprzeczkach lub typowym zderzeniu po środku korytarza. Cisza jest niezależnym bohaterem filmu, jest na stałe wpisana w historię; przeplata się z muzyką, intensywną i mięsistą, która gwałtownie ustępuje miejsca dialogom lub dźwiękowi rowera na mokrym asfalcie. Kamera zmienia swoje położenie, szuka lepszej perspektywy. Znajduje ją w krótkich ujęciach klatki piersiowej, zbliżeniach twarzy lub obrazach całego ciała. Często zatrzymuje się, poświęca więcej uwagi danej postaci, szykuje się do kolejnego skoku. Skupia się na sposobie komunikacji bohaterów wyrażonym gestami i grymasami twarzy, a ci czasem wpatrują się prosto w jej obiektyw. Sporadycznie stara się uchwycić coś ciekawiej i filmuje młodych adeptów kina, siedzących na schodach na tle nieba, ze swoim mistrzem ponad nimi. Siostrą kamery jest światło – światło saun, rozproszone na parze wodnej, lampiony na ganku odbite w tafli basenu, a przede wszystkim blade światło dnia. Montaż kolejną sceną tłumaczy rozpacz poprzedniej. Reżyser eksponuje w aktorach, to co najlepsze, rozrzuca po ich dialogach swoje luźne myśli, a jednocześnie wyzbywa się generalizacji. Włoski reżyser tryumfuje, gdy trzyma się stopami mocno ziemi. Gdy zwraca się w kierunku wielkich myśli, historia rozciąga się i mdli.

Warto podkreślić, jak silnie zaznaczona jest gra detali oraz relacja z hotelem, otoczeniem, z przedmiotami. Każdy bohater ma do nich indywidualny stosunek, staje się przestrzenną figurą, definiującą przestrzeń wokół siebie. W ten sposób dyrygent, który pragnie, by jego córka pamiętała drobne rzeczy, które zrobił dla niej jako ojciec, nie rozstaje się z gazetą i bawełnianą chustką do nosa. Hotel jest cierpliwy, zawieszony w nieustannym oczekiwaniu na kolejny ruch bohaterów, pozbawia poczucia upływu czasu, dbając o ich ciało. Wyniosłe szczyty wokół to czujni świadkowie, do których reżyser wznosi symboliczny toast, po zakończeniu prac nad intelektualnym testamentem.Podopiecznych sanatorium na krok nie odstępuje samotność. Dostrzega się ich niebezpieczną kruchość i piekielną inteligencję zamknięte w osobliwych ciałach. Cały czas towarzyszy im obserwator-aktor, śledzący z różnych perspektyw – raz z balkonu, raz z drugiego końca sali, niekiedy stoi tuż obok ciebie. To frustracja w tak młodym wieku, to ona go wyróżnia. Podczas dziwnych, leniwych wieczorów zbiera się ogół mieszkańców. Różnorodni, a jednak zjednoczeni, podziwiają widowisko. Dyrygent trwa pełen niedowierzania, zostaje oskarżony o apatię i obojętność, lecz nie wyzbywa się swojej klasycznej elegancji. Jego łatwowierny przyjaciel, zafascynowany aktorką, dla której pisze rolę. Dla aktorki tej jedyną szkołą były obserwacje, w tej samej szkole widocznie kształcił się Sorrentino. W rozmowach bohaterów odnajduje się trywialność, lecz to one zostają przeciągnięte dalej na jednym, nieustającym oddechu i dochodzą do głębszych przestrzeni ludzkiej podświadomości. Czy człowiek na coś zasługuje?

Indywidualne wizerunki są zakreślone na tle rodziny, która stanowi niejaką bazę, z której wszystko pochodzi i do której wszystko powraca. Córka dyrygenta przybywa z zewnątrz, ma inną, obcą dynamikę, później oddaje się w czułe ramiona uzdrowiska i czeka na swoje własne odkupienie. Jej gwałtowne wyznanie, oskarżenie ojca o wieczną nieobecność stanowi początek. Dzieci mają dostęp tylko do wycinka rzeczywistości, nie wiedzą, nie wiedzą… Czego ci brakuje? W tym pytaniu zawiera się każdy etap tej historii. To właśnie pierwotna tęsknota skazuje na zwątpienie, proces poszukiwań bez końca. Aktor odpowiada: „Cały czas zmierzam do domu, do domu mojego ojca”. Z jego ramion wypuszczony, musi do nich powrócić.

Wspomniany wcześniej intelektualny testament doczekuje się swojego zakończenia – na łonie śmierci bohater milczy, żona przemawia. Reżyser pozbawiony aktorki, dla której napisana została główna rola, postanawia przejąć postać umierającego mężczyzny, wciela się w stworzony przez siebie charakter. Oddając życie w ręce fikcji, na moment przeniósł ją do świata rzeczywistego. Ginie i w śmierci odnajduje wolność. Pozbawia się rutyny i rozpoczyna pisać kolejną historię. Czy to szacunek nie pozwolił dyrygentowi go zatrzymać? Możliwość rozliczenia się będzie dana temu, który wcale jej nie szukał. Śmierć sprawia, że życie jest tak gęste, namiętne; w ostatnim akcie czyni życie równym dla każdego. Według Sorrentino to nędzna gloria, balansowanie między grozą a nierealnym pragnieniem. Do doliny każdy przybył po coś i po czymś. Jednak ta tożsamość w tej chwili jest bez znaczenia, umieszczona daleko poza ciałem. Zakotwiczenia i stabilności szuka się w innych, nowych miejscach. Smak wolności – to on odpowiada za rozpad; za tą wolnością się goni, wolnością bycia przy drugim człowieku. Nadchodzi pogodzenie.

Dyrygent mija się z młodością, staje z nią twarzą w twarz, prawie tonie sparaliżowany jej bliskością. Beztroska to wielka pokusa. Ciało i pamięć są nietrwałe. Sorrentino dokładnie analizuje ten obszar ludzkości. Ustawia ciała w erotycznych relacjach, porównuje, zderza, zdaje się być bezlitosnym, ale jak bardzo w tej bezlitosności wyrozumiałym. Ukazuje starość w zawieszeniu między mądrością płynącą z bogactwa doświadczeń, a powolną erozją umysłu. To nowatorskie podejście, wychodzące poza dotychczasowe schematy kina. Naświetla naturalność ludzkiego ciała, różne oblicza starości, jako kolejnego etapu. Mówi o korespondencji ciała i umysłu, o napięciach świadczących o aktualnych przeżyciach. Ciało trzeba poznawać, ciało jest zmienne, ciało się zmienia. Pyta – czym jest piękno? Błękitną poświatą na skórze, brązowym odcieniem, gładkością, sprężystością, pewnością ruchów? A czym jest młodość? Naiwnością planów? Być może jest szczerością dziecka z hotelu, dla którego wszystko jest łatwe, jasne, czyste.

Świeżość i próby identyfikacji prawdy to główne cechy twórczości Sorrentino. Analizy podświadomości bohaterów momentami łączą się z rozmytymi pojęciami, mimo to film pozostaje nienarzucającym się dziełem, nienatrętnym, szczerym w wykonaniu i prezentacji. Rozpoczyna dialog z różnymi obszarami kultury, podważając pewne opinie lub argumentując znane poglądy. Reżyser wchodzi do szaf, rozsiada się w aksamitnych, niebieskich fotelach, opiera o ściany wind, trąca światło na ganku, rozciąga się w miękkiej pościeli, chodzi na długie spacery; daje swoim bohaterom głos, opiera historię na rutynie, analizuje ją, szkicuje na nowo, wprowadzając więcej żywiołu, przemyślane formy i kształty. Czy otrzymuje odpowiedzi na własne pytania? Czy już się zestarzał?

 

skopiuj url:

Partnerzy