Recenzje

Komu zaśpiewa zraniony ptak

Film: "Quién te cantará"

Autor: Dobrawa zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Komu nie zaśpiewa zraniony ptak

Wzburzone fale. Plaża i postawione z boku buty. Lila? To był wypadek, Lila uległa wypadkowi.

Ale kim jest Lila? To pytanie towarzyszy widzowi przez cały film, a także skłania do refleksji po jego obejrzeniu. Lila Cassen to główna bohaterka filmu Quién te cantará (w polskim tłumaczeniu Kto ci zaśpiewa). Lila to piosenkarka (była piosenkarka?), a także autorka tekstów i kompozytorka. Lila to przyjaciółka swojej przyjaciółki, Lila to idolka swoich fanów, Lila to matka i córka. Lila to ofiara, Lila straciła pamięć na plaży. Wracając do rzeczywistości, musi zmierzyć się z tym, kim jest naprawdę. A okazuje się, że nawet nie zna swojego ulubionego koloru.

Film w reżyserii Carlosa Vermut to kolejny portret tak częstego w hiszpańskiej kinematografii motywu "kobiety na skraju załamania nerwowego". To obraz kryzysu tożsamości dwóch bohaterek, będących od siebie tak różnymi jak czerń i biel, a jednocześnie spotykających się w szarej strefie. Obie mają bowiem wspólny cel, podyktowany co prawda ambiwalentnymi uczuciami i rysujący się dla obu w zupełnie inny sposób. Jest nim bycie Lilą Cassen. Chce nią zostać Violeta (nagrodzona nagrodą Goya Eva Llorach), której życiu brakuje motywacji i radości, kobieta mająca problemy wychowawcze z dorosłą już córką Martą (Natalia de Molina). Jej jedynym szczęściem jest praca barmanki w barze karaoke, w którym śpiewa covery piosenek swojej ukochanej Lili. Przemierzając film w peruce i z wciąż tym samym, apatycznym wyrazem twarzy, jest obrazem rozpaczy i początkowo sprawia wrażenie jednowymiarowej postaci - złamanej życiem kobiety bez ambicji i z jedną tylko pasją. Pasją do śpiewu, w której na modłę stereotypowej historii o niespełnionych marzeniach, nie może się realizować.

Ale Lilą chce również zostać - no właśnie - Lila (zagrana przez niesamowitą w tej roli Najwę Nimri). A dokładniej - chce ona powrócić do osoby, którą była przed feralnym wieczorem spędzonym na prywatnej plaży. Od 10 lat nie podejmując swojej niegdyś obfitującej w sukcesy kariery, bohaterka mierzy się z nowym wyzwaniem - musi znów wystąpić, żeby dalej mogła żyć w wielkim, luksusowym domu, po którym chodzi całymi dniami ubrana w błyszczące suknie i w pełnym makijażu.

Tu się pojawia problem - uraz nie tylko powoduje, że Lila zapomina tekstów piosenek i ruchu scenicznego, ale przywołuje głębsze, dotychczas skrzętnie ukrywane wspomnienia. Próbując na nowo wejść w buty ( malowniczo odstawione na plaży) osoby, którą była przed dekadą, potrzebuje nawigacji - pomaga jej w tym przyjaciółka/agentka Blanca (Carme Elías), stos magazynów i jej największa fanka. W ten sposób drogi dwóch kobiet się spotykają, od tego czasu tworząc swoisty warkocz, zacieśniający się coraz bardziej, oplatający je niczym sidła.

O ile fabuła nie jest bardzo skomplikowana - obejmuje niedługi okres czasu, dzieje się w kilku zaledwie lokalizacjach, a ilość pojawiających się w niej osób jest nieduża - tak postacie same w sobie powodują, że staje się ona wyjątkowo złożona, zdaje się kreślić nowe tory, niewidoczne dla widzów, niemniej silnie obecne w filmie.

Ostro zarysowane bohaterki - albowiem w całym filmie niemal nie pojawiają się mężczyźni - toczą nieustanną walkę na ekranie, niekiedy fizyczną i pełną krzyku, innym razem cichą i objawiającą się w pojedynczych spojrzeniach. Na bohaterkach też trzeba się skupić, próbując zrozumieć ten film. Każda z nich jest bardzo nieszczęśliwa, każda ma poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, każda też radzi sobie ze swoimi problemami w zupełnie inny sposób. My - widzowie - nie boimy się oceniać ich wyborów, nie są one nawet przed nami ukrywane, a wręcz podane jak na tacy. Z tego powodu nie sposób wyzbyć się silnych emocji związanych z każdą z nich. Ogromnym atutem filmu jest jego niejednoznaczność, która zabrania nam postrzegać postacie zero-jedynkowo. Każda czynność, decyzja czy ruch mimiczny związany jest ze swoją własną historią, zapętlającą się z innymi bez końca, tworząc sieć gęstszą niż można by się spodziewać.

Od kostiumów i charakteryzacji, przez oszczędne, aczkolwiek zawsze trafne i uderzające dialogi, aż po wspaniałą grę aktorską - pod względem kreacji postaci film zasługuje na wszystkie pochwały. Bardzo ważną rolę spełnia też otoczenie, w którym kobiety się znajdują. Lila, po przebudzeniu przypominająca nowo stworzonego, gotowego do zaprogramowania robota, krąży niczym widmo (dodatkowo mocne wrażenie sprawia cały jej wygląd - blada skóra kontrastuje z czarnymi włosami, jasne, prawie niewidoczne brwi z ciemno zakreślonymi oczami) po ogromnym, pustym domu, przegląda się we własnych zdjęciach i słucha swoich piosenek. Dotyka swojej twarzy jak zagubione dziecko. Violeta chodzi po mieście przebrana jak Lila, śpiewa jej piosenki, ma pokój obwieszony plakatami i zdjęciami swojej idolki. W małym i nieco obskurnym mieszkaniu jest to jedyne miejsce charakteryzujące się jakąkolwiek indywidualnością. Jednak jej prawdziwy światek znajduje się w klubie, tam przez chwilę może odciąć się od swojego życia.

Film jest nakręcony w bardzo statyczny sposób - dominują tam plany pełne i szerokie, czasem przerywane detalicznymi zbliżeniami - na oko, usta czy fragment tkaniny. Można opisać go mianem oszczędnego, jeżeli nie minimalistycznego - taki sposób prowadzenia narracji znajdzie swoich fanów i przeciwników, ja osobiście należę do tej pierwszej grupy. Kolejnym istotnym zabiegiem technicznym jest posługiwanie się barwą - wszystko skrzy się brokatem, złotem i srebrem; beż, koral, jasny róż (jak się dowiadujemy, ulubiony kolor "starej Lili") dominują w domu gwiazdy, na jej tarasie, w sypialni; z kolei w klubie czy pokoju z płytami, a przede wszystkim na plaży, miejscami silniej związanymi z Violetą (przynajmniej w momencie, w którym poznajemy bohaterki), odznaczają się inne barwy, czerń, granat czy kolor morza - to z kolei ulubieniec barmanki. Morze właśnie staje się jednym z głównych symboli obecnych w filmie - nieraz delikatnie niebieskie, spokojne i malownicze koresponduje ze światem wygody i spokoju (przez pewien czas związanych ściśle z bogactwem i luksusem). Innymi razy wzburzone, niebezpieczne i tajemnicze. Morze jako jedyna stała wartość w skomplikowanym równaniu. Symbol końca i początku.

Absolutnym zwycięzcą jest dźwięk. Aspekt muzyki dominuje przez cały czas - zarówno w fabule, jak i poza nią. Wibrujące, tajemnicze, idąc dalej - niepokojące brzmienia rozpoczynają i kończą obraz. Kompozytor Alberto Iglesias to wielokrotnie nagradzany twórca, który na swoim koncie ma takie filmy jak Volver, Wszystko o mojej matce czy Julieta (łatwo znaleźć tu wspólny mianownik, jakim są bohaterki dzieł). Podążając tym tropem myślenia i mając na uwadze, że film zbudowany wręcz jest właśnie na muzyce i dźwięku, należy tu podkreślić, że Quién te cantará to dzieło niezwykle feministyczne, w wysmakowany, nie-hollywoodzki sposób (nie jest to bowiem produkcja narzucająca nam męskiego antagonistę czy podbudowujące wewnętrzne dialogi głównych bohaterek) pokazujący nam szczere do bólu emocje i ogromną siłę.

Zadziwiające, jak z dość prozaicznej relacji (fan - idol, podziwiający - podziwiany) można stworzyć historię tak rozbudowaną i nieoczywistą. Do samego końca ciężko określić, czy bohaterki można postawić na tym samym poziomie - przecież zdolnościami Violeta co najmniej dorównuje Lili (żeby nie powiedzieć, że ją w nich przewyższa), posiada też pewną dozę autentyczności, której Lila szuka od samego początku filmu. Z drugiej strony Cassen to estrella, przez cały okres trwania historii nikt, oprócz niej samej, tego nie kwestionuje. Czy mamy tu do czynienia z relacją ofiara - oprawca, a jeśli tak, kto przyjmuje jaką rolę? I przede wszystkim - kim jest Lila? Lila, śpiewając piosenkę już pod nowym pseudonimem, jest perdida - zagubiona.

skopiuj url:

Partnerzy