Recenzje

„Tamte dni, tamte noce”, czyli nieoczekiwany pożytek z wrażliwości Timotheé’ego Chalamet’a

Film: "Tamte dni, tamte noce"

Autor: Aleksandra zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Zanim zdecydowałam się na seans dzieła Luki Guardiano, miałam szczęście natknąć się na utwór „Mystery of love”, który od pierwszych momentów zaplątał się gdzieś w meandrach mojego umysłu, aż w końcu trafił prosto do samego serca. Zauroczona już kompletnie muzyką Sufjana Stevensa nie miałam innego wyboru, jak zafundować sobie pełną emocji wycieczkę do Włoch.

Historia rozpoczyna się, kiedy rodzice młodego Elio przyjmują na lato Amerykanina, który pomaga przy pracach archeologicznych. Nastolatek od razu łapie kontakt z nowym gościem. Od niewinnego rozmasowania ramienia relacja rozwija się pod osłoną gwieździstych nocy, letnich tańców na świeżym powietrzu, odkrywania ukrytych pod lazurową wodą rzeźb antycznych adonisów oraz wspólnego rozkoszowania się zabytkami miasteczek i spokojem natury.

Z Thimoteé’m miałam przyjemność zapoznać się już wcześniej, mianowicie w „Ladybird”. Muszę jednak przyznać, że nie ujął mnie tam aż w takim stopniu jak tutaj. Już od pierwszych scen, gdy jeszcze przed poznaniem Olivera nazywa go „usurpateur” z uśmiechem nasłuchując jak ten nadjeżdża, zaczęłam sympatyzować z młodym chłopakiem.

Postać Elio, mimo młodego wieku, wykazuje się ogromną wrażliwością (z czym mogę się zdecydowanie utożsamić). Dwudziestokilkuletni aktor łamie serca nie tylko swoim wyglądem, ale również swoim talentem. Każde uczucie jest widoczne w oczach chłopaka. Jego gesty i ruchy są delikatne i płynne. Można zauważyć jak (powoli) coraz bardziej otwiera się przy Oliverze. Potrafi jednocześnie przekazać masę życiowej energii i spontaniczności podczas początków relacji z nowym współlokatorem (wigor i pasja z jaką gra na pianinie, korzysta z dobroci natury i konsumuje kulturę jest wręcz zaraźliwa) oraz wyrazić ogromny żal i zawód jednym spojrzeniem szklistych oczu na trzeszczące w kominku płomienie. W sposób bardzo wiarygodny przekazuje bezsilność, będąc obezwładnionym przez tak silne emocje. Armie Hammer za to emanuje pewnością siebie, doświadczeniem życiowym ale też chęcią wykorzystania w pełni swojego czasu na innym kontynencie, co idealnie pasuje do granej przez niego postaci.

Niczym w historii Romea i Julii, mamy ukazaną pierwszą, naiwną, obezwładniającą miłość. Elio kocha całym sobą, bezwarunkowo. Godne podziwu było zachowanie rodziców chłopca, którym zależy na szczęściu ich syna. Są otwarci, mają wielkie pokłady empatii i chcą wychować inteligentnego, ciekawego świata i pełnego współczucia człowieka. Ogromna wrażliwość może być jednocześnie zaletą oraz ciężarem (szczególnie w wieku Elio), o czym przekonujemy się w ostatnich minutach filmu.

Kolejną zaletą „Tamtych dni, tamtych nocy” są przepiękne zdjęcia. Można praktycznie; poczuć jak uderzają nas prażące promienie słońca, na zmianę z chłodnymi falami morza; skosztować owoców prosto z drzewa; dotknąć stopami soczysto zielonej trawy. Kadry przypominaj fotografie z wakacji, a ilość naturalnego światła ociepli każde serce. Zbliżenia na dwójkę bohaterów za to nadają ich wspólnym scenom intymności i nastrojowości. W tych kluczowych momentach nic nie przyćmiewa relacji pomiędzy Elio i Oliverem.

Kolejną zaletą o której muszę koniecznie wspomnieć jest ścieżka dźwiękowa. Klasyczne utwory grane na pianinie przeplatane jednocześnie z muzyką z lat 80-tych są intrygującą mieszanką, która idealnie współgra z wydarzeniami przedstawionymi na ekranie. Instrumentalne fragmenty idealnie oddają nastrój filmu oraz osobowość wrażliwego i otwartego na kulturę Elio. Klimat dekady i letniej rozrywki pod rozgwieżdżonym niebem oddają za to hity czasów, w których rozgrywa się akcja. Jak już wspominałam, najsłynniejsze kawałki z filmu nagrane przez Sufjana Stevensa stanowią emocjonalny rdzeń dzieła. „Mystery of love” ma szczególny wydźwięk, bo w szczery i pełen uczucia sposób oddaje rzeczywistość z jaką mierzą się młodzi ludzie kochający po raz pierwszy (a może nawet w każdej pojedynczej miłości przez nas przeżywanej).

Na koniec chciałabym tylko zaznaczyć, że film kręcono w miejscu gdzie wychowywał się Luca Guardiano. Miało to na pewno ogromny wpływ na przepiękne kadry i głęboką uczuciowość przedstawionej historii. Bohaterowie na długo pozostają w myślach i sercu widza, a obraz północnych Włoch, którym dzieli się z nami reżyser sprawia, że następne wakacje chciałoby się spędzić właśnie tam: korzystając z uroków tamtejszych plaż, łąk i miasteczek. Gorąco polecam taką wycieczkę po jednym z najpiękniejszych krajów Europy każdemu kto jest szczególnie dojrzały emocjonalnie i empatyczny, dzięki czemu będzie mógł zrozumieć uczucia młodego Elio.

skopiuj url:

Partnerzy