Recenzje

Freddy is ready!

Film: "Bohemian Rhapsody"

Autor: Natalia zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Każda próba przedstawienia filmowych biografii ikon muzyki, filmu czy polityki itp. jest odgórnie pomysłem ambitnym, intrygującym i nieraz zbyt trudnym i ryzykownym dla sprostania wymaganiom fanów. Artystycznego geniuszu nie da się odwzorować w skali 1:1. Można jedynie odnaleźć formę, która usatysfakcjonuje fanów, będąc jednocześnie spójną całością. Film Bryana Singera, i trochę Dextera Fletchera, bardzo się stara, ale z tych starań obronną ręką (dzierżącą mikrofon) wychodzi przede wszystkim Rami Malek.,,Bohemian Rhapsody'' - tytuł jednej z najpopularniejszych, jeśli nie najpopularniejszej piosenki legendarnego zespołu Queen, a także tytuł filmu, który ma opowiadać historię tychże artystów. Tak przynajmniej twierdzą twórcy. W praktyce jest to jednak krótka biografia Queen z perspektywy życia Freddiego Mercury'ego. Z naciskiem na życie Freddiego Mercury'ego. I tak, jeśli ktoś spodziewał się ulukrowanej, nieco wybielonej opowieści o jednym z największych zespołów na świecie to właśnie to dostał.Ogromną zaletą, światełkiem filmu jest wcielający się w rolę Freddiego Rami Malek (nagrodzony za tę rolę Oscarem), który zagrał absolutnie fantastycznie, a w jego rolę wierzy się w każdym momencie. Do historii wchodzimy razem z postacią Freddiego, który jeszcze nie jest częścią Queen, co jest fajne, gdyż widz ma czas na stopniowe oswajanie się z bohaterem jako jeszcze zwyczajnym człowiekiem, a nie od razu skandaliczną gwiazdą. Malek wspaniale radzi sobie zarówno w scenach, które mają ukazać motywacje postaci, jej emocje i przemyślenia, jak i w scenach występów, podczas których ruchy, posturę i manierę Mercury'ego odwzorował niemal idealnie. Widzimy jak bohater radzi sobie, lepiej lub gorzej, w relacjach z innymi ludźmi - ze swoją rodziną, członkami zespołu, z ukochaną Mary, a także z samym sobą. Świetnie ukazane jest odkrywanie własnej seksualności oraz wejście coraz głębiej w hulaszczy tryb życia gwiazdy. Niesamowici, choć mniej spektakularni są pozostali aktorzy grający resztę zespołu (Gwilym Lee wygląda bardziej jak Brian May, niż sam Brian May). Ich postaci są jednak trochę zmarnowane i potraktowane po macoszemu, gdyż w pewnych momentach są wykorzystani tylko jako część ekspozycji postaci Freddiego. Nieco lepiej wypada w swojej roli Lucy Boynton jako Mary Austin, której relacja z głównym bohaterem jest dość istotna, więc i pokazana lepiej. Mimo to główna ekipa radzi sobie imponująco dobrze w poszczególnych sekwencjach filmu.Dużo większym minusem, szczególnie dla naprawdę wiernych fanów jest skakanie po linii czasu, a w dodatku nie trzymanie się chronologii wydarzeń.Film jest przekartkowany, montaż Johna Ottmana jest przeglądowy, niemal od linijki. Scenariusz Anthonego McCartena jest napisany dobrze, dialogi w większości filmu brzmią naturalnie, choć problemem jest brak płynności w zakończeniu sceny, które często jest byle jakie. Następuje urwanie dialogu, który przechodzi w scenę koncertu, co niekiedy irytuje widza. Ma się wrażenie, iż film mógłby być o przynajmniej pół godziny dłuższy. Przez to wiele rzeczy zostało pominiętych, ale też ukazanych zbyt powierzchownie, tak jakby chciano uniknąć tematów tabu, co jest przecież sprzeczne z tym co rezprezentowali sobą skandalczni Queen.Tym co wynagradza widzom wszelkie błędy jest finałowa scena koncertu Live Aid. Odwzorowana jest ona praktycznie 1:1, a jak zdradzili twórcy była to pierwsza nakręcona sekwencja. Oczywiste, iż warstwa muzyczna jest najlepszą kwestią filmu, siłą rzeczy mamy do czynienia z Queen. W związku z tym udźwiękowienie filmu jest na naprawdę zadowalającym poziomie i pozwala w pełni cieszyć się ulubionymi utworami.Podobnie tak jak działał zespół, film powinnien być bardzej eksperymentalny, ponieważ tak jak zdjęcia, montaż, jazdy kamery są świetne, tak forma jest płaska. Mimo to filmu ciężko jest nie lubić, głównie przez sceny koncertów. Widz biega, dzięki montażowi, wokół Freddiego, widzimy jego historię, która jakkolwiek by nie została zekranizowana, dostarcza rozrywki i porusza. Podsumowując, film ma swoje minusy, ale i ogromne plusy odwracające uwagę od wad. Rami Malek wszedł w buty Mercury'ego i ten biały adidas pasuje.

skopiuj url:

Partnerzy