Recenzje

,,Nieważne skąd jesteś, ważne dokąd zmierzasz''

Film: "Boże Ciało"

Autor: Lena zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Światła w sali kinowej już się zapaliły, widziałam czarny ekran, a na nim napisy końcowe, w tle słyszałam natomiast głosy ludzi, którzy wypowiadali takie sformułowania jak: ,,Czy to już koniec?’’, ,,Co dalej?’’, ,,Coś się zepsuło?’’. Nie. To zamysł Jana Komasy, reżysera, który po latach doświadczeń, nauki, poprawek i krytyki wrócił w wielkim stylu, z metaforycznym i powabnym dziełem.

Mimo że rozpoczęłam od końca chciałabym zwrócić uwagę na sam początek. Pierwsza scena, a już zahipnotyzowani jesteśmy Bartoszem Bielenią, aktorem, który zagrał Daniela, chłopaka z zakładu poprawczego. Jego niebieskie oczy symbolizujące swego rodzaju niewinność skrywają makabryczną przeszłość i ,,nietaktowną, złą’’ przyszłość. Z pozoru chłopak, jak każdy inny z owego potępionego otoczenia, odsiadujący karę za przewinienie, którego dokonał, ,,okropny, parszywy, bez Boga w sercu, bez duszy i sumienia’’. Właśnie tak, pochopnie, nasze społeczeństwo ocenia każdego człowieka, który popełni przestępstwo, czy jakikolwiek grzech. Daniel nie wpasowuje się jednak w tło, jest odrębną rzeczywistością z własnym światem i przekonaniami, jest wierzącym katolikiem, pośrednikiem Boga, a ,,każdy z nas jest kapłanem Chrystusa”.

Niepodważalną inspiracją dla Daniela jest ksiądz Tomasz, grany przez Łukasza Simlata, który swą mimiką, ekspresją, tonem głosu idealnie wczuwa się w rolę księdza prowadzącego mszę na swój własny, unikatowy sposób bez żadnych schematów i powszechnie stosowanej etykiety. To właśnie jego postać była motywacją do niekonwencjonalnego prowadzenia spotkań z wierzącymi przez młodego i co najważniejsze niedoświadczonego chłopaka, który przez tzw. efekt motyla znalazł się w małej wiosce, gdzie każdy zna każdego, a najmroczniejsze sekrety nigdy nie zostają zapominane. Gra świateł (chociażby podczas zabawy Daniela przed rozpoczęciem podróży), ruchy kamerą, długie ujęcia, świetny montaż Przemysława Chruścielewskiego (sceny kończą się wręcz niekonwencjonalnie, a słowa urywają się w danym momencie, aby po chwili mogły wrócić w innym czasie, w innym miejscu i w innym kontekście z tym samym sensem i przesłaniem) tworzą piękną otoczkę całokształtu. Natomiast sam grymas i wyraz twarzy młodego duchownego wskazuje na swego rodzaju dziwny i niecodzienny sposób prowadzenia mszy, słowa są ,,proste’’ i niewyszukane, a chociażby oblanie się całą wodą święconą jest niezwykle ostentacyjne.

Podczas trwania filmu jesteśmy świadkami romantycznej relacji Daniela z Elizą, którzy przez większość trwania filmu przeżywają podobne problemy wspierając się przy tym, jak gdyby znali się od lat. Wspólnie dowiadują się o listach wysyłanych do Wdowy, z których wylewa się gorycz, potępienie, gorzkość słów ludzi, którzy z pozoru są wierzącymi katolikami, ale czy to nie właśnie Pan Bóg mówi nam o przebaczaniu bliźnim (?) Czy to nie właśnie ten Pan Bóg każe nam szanować i miłować się (?)Chciałabym zauważyć ciekawy motyw pojawiający się w momencie pogrzebu męża Wdowy. Gdy Daniel i nieliczna garstka ludzi chcących oddać wyraz szacunku zmarłemu przechadza się poprzez uliczki malowniczej miejscowości natrafia na dom Wójta, człowieka cieszącego się szacunkiem i aprobatą publiczną, który (jak możemy wywnioskować ze słów żony zmarłego) wiedział o tym co ich spotkało i jak makabrycznie zostali potraktowani przez swój niski status społeczny. Kamera skierowana została na ręce Wójta, który podczas mycia samochodu przemył sobie dłonie wodą z węża ogrodowego, gdy tylko zauważył trumnę. Jest tu więc zastosowany kontekst religijny. W Ewangelii Piłat krzyżujący Jezusa postąpił w ten sam sposób wiedząc o tym, że Bóg jest czysty i niczemu nie zawinił a kara wymierzona w jego kierunku jest wielce subiektywistyczna i niesłuszna, tak samo jak cynizm do Wdowy i jej zmarłego męża, który zginął przez nastoletnią głupotę.

Wracając do postaci Elizy, w którą wcieliła się Eliza Rycembel, która już w wielu produkcjach takich jak ,,Carte Blanche” Jacka Lusińskiego, czy ,,Belfrze” pokazała nam swoją ujmującą naturalność, a jakże talent w kreowaniu danej postaci, nie musi wiele grać by przykuć uwagę widza. Jest bohaterką niezwykle silną psychicznie i emocjonalnie, podąża własnymi ścieżkami, nie stara się wpasowywać w towarzystwo, mówi to co myśli (chociażby podczas rozmowy o zmarłych znajomych) jednocześnie będąc zmuszoną podporządkowywać się własnej matce, która tak jak córka, jest niezwykle silnym i dominującym charakterem, w pewien sposób oschła, powściągliwa, argusowa i nieufna. Widoczna jest jej niechęć do Daniela, który stara się w dość przekonywujący sposób opowiedzieć Proboszczowi o swojej wędrówce i o tym jak się znalazł tu gdzie jest. W postać Kościelnej wcieliła się Aleksandra Konieczna, która od lat w wielu produkcjach pokazuje nam ciekawy wachlarz swej osobowości, profesjonalna w każdym geście, nie musi nic mówić by przekazać odbiorcy odpowiednią emocję. Zdecydowanie obydwie kobiety zasługują na szczególną uwagę, mimo że są to postaciami drugoplanowymi.

Mateusz Pacewicz-scenarzysta zastosował w filmie bardzo ciekawy zabieg, mianowicie każdy widz mógł poczuć się usatysfakcjonowany po wyjściu z sali kinowej. Scenariusz został napisany w taki sposób, aby podobał się on zarówno widzowi, który nie oczekuje wiele od kina, cieszy się samą fabułą, stara się nie zagłębiać w metafory, czy szukać drugiego dna, przychodzi do kina z nastawieniem obejrzenia kolejnych, nic nieznaczących klatek filmowych i zjedzenia kolejnego kubełka popcornu, ale także dla widza, który oczekuje głębszych doznań, chce aby film swoim przesłaniem mógł zmienić jego spostrzeżenie na parę nurtujących kwestii, odpowiedzieć na intrygujące pytania, na które nigdy wcześniej nie mielśmy czasu, ani chęci odpowiadać. ,,Boże ciało’’ to film, który swoim przesłaniem jest filmem niedosłownym, po tym gdy ekran staje się czarny, mamy w głowie mnóstwo pytań na które odpowiedzieć musimy sobie sami. Właśnie dlatego słowa ludzi ,,Czy to koniec’’ nabierają nowego sensu, film to metafora, metafora Polski, samych nas, Polaków, naszych słabości, małostkowości, sztucznych podziałów. Opowieść kończy się bójką, bójką Daniela z Bonusem, ujęcia są tak długie, że rozglądając się po sąsiednich fotelach można zauważyć kobiety zakrywające oczy, mnóstwo krwi, głębokich ran, bliskie ujęcia samej twarzy, które są drastyczne, ale jakże realistyczne. Gdy dany budynek zostaje podpalony główny bohater zostaje wypchnięty na świeże powietrze przez Pinczera, który cicho, ale słyszalnie dla widza wypowiada zdanie ,,Nie ty!’’. Jak interpretować te słowa? To kwestia bardzo indywidualna. Jedni powiedzą, że Pinczer zauważył w Danielu dobro, tę cząstkę, której nie powinien w sobie zatracić, dlatego nie chciał, aby dokonał on zabójstwa, jednego z grzechów ciężkich, drudzy powiedzą, że to oczywiste, że chłopak nie chciał, aby ktoś kto był faworytem większości przegrał w tak ważnej walce, a trzeci będą snuć jeszcze inne, najróżniejsze teorie. W filmie oprócz tego niedopowiedzenia jest mnóstwo innych, m.in gdzie pojechała Eliza? Co się z nią stało? Czy wiedziała o fałszowaniu tożsamości przez Daniela ( księdza Tomasza )? Na te pytania nigdy nie poznamy jednakowej odpowiedzi, ile ludzi, tyle przypuszczeń.

Zasadnicze pytanie - czy chłopak postąpił dobrze? Czy mógł zostać księdzem zważywszy na swą przeszłość? Jak wiemy, taka historia miała miejsce naprawdę. Chłopak, który istniał miał na imię Patryk, jego historia została co prawda zmieniona na potrzeby filmu, ale w taki sposób, aby najważniejsze wątki zostały zachowane, a Komasa z Pacewiczem mogli wzbogacić pewne wydarzenia. Jednak na moje pytanie, każdy ma swoją własną odpowiedź. Moim zdaniem ,,nieważne skąd jesteś, ważne dokąd zmierzasz’’, a przeszłości nie da się zmienić, można natomiast zmienić teraźniejszość, zmienić siebie, zmienić przyszłość.

skopiuj url:

Partnerzy