Recenzje

Roztrzaskane panie Dulskie

Film: "Panie Dulskie (2015)"

Autor: Manuela zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

 Kintsugi to japońska sztuka sklejania ceramiki pozłacaną żywicą, tak, że odratowane naczynia wyglądają równie pięknie, a nawet lepiej niż przed zniszczeniem.Co łączy Kintsugi i film Filipa Bajona?

 Zawód reżysera to podły zawód, w którym potrzebna jest bardzo duża dawka szczęścia, nie po to, żeby zrobić dobry film, ale żeby zrobić go w ogóle. Dlatego wiedząc jak trudno zrobić filmy tak określone jak filmografia Bajona i czując włożoną w nie pasję, ciężko wobec “Pań Dulskich”, pomimo ich wad, odczuwać niechęć… A przynajmniej wobec filmu, bo jego tytułowe bohaterki to już inna opowieść. I to dosłownie ponieważ reżyser zmienił oryginalną historię i stworzył jej kontynuację.

“Panie Dulskie” to film pełen pęknięć, ale ratuje go złoto, bo jest to mimo wszystkich mankamentów film nieprzeciętnie ładny, co jest dla twórczości Filipa Bajona cechą charaterystyczną.

 Nie jest to pierwsza próba Reżysera zmierzenia się z kanonem lektur polskich, wcześniej powstało już “Przedwiośnie”(2002) oraz “Śluby panieńskie”(2010), przy których w mniej lub bardziej udany sposób eksperymentował. I w porównaniu do tamtego przypadku zastanawiam się, czy nie uznać  “Pań Dulskich” za udane. Bo przynjamniej Bajonowi nie można odmówić rzeczy być może w jego fachu najważniejszej - wizji artystycznej .Być może jest to czasami bywa to tylko jego wizja, ale czy nie tym polega bycie artystą? Na posiadaniu własnej wizji, i czy może być w sztuce coś bardziej uszczęśliwiającego niż, kiedy artysta może swoją wizję zrealizować ? I co jest w takiej sytuacji smutniejszego niż niepowodzenie tej realizacji? 

 Największą zaletą tragikomedii Gabrieli Zapolskiej jest subtelność. Ktoś się z tym nie zgodzi? Oczywiście, w końcu Aniela Dulska jest postacią tak przerysowaną, że w trakcie sztuki widz chciałby jednocześnie stanąć do polemiki z nią, powiedzieć jej co się o niej myśli, ale zdaje sobie sprawę, że przecież byłoby to bezsensowne,  a tak naprawdę to każdy chciałby to zrobić i autorce o to właśnie chodziło. I okazuje się, że w tym przerysowaniu tkwi cała subtelność, ale mimo to reżyser uznał, że trzeba to wszystko jeszcze bardziej uwydatnić. Dlatego dorosła córka Anieli Dulskiej (Krystyna Janda), grana przez Katarzynę Figurę, raz po raz oskarża matkę o posiadanie “krwi na rękach”.Samej pani Dulskiej krew spływa po drzwiach, a córka Melanii, grana przez Maję Ostaszewską reżyserka, także Melania wygłasza swoje ostentacyjnie “wyzwolone” teorie na temat kina jakby reżyser chciał jeszcze przy tym wszystkim przekazać widzowi, że “kiedyś to było kino, a teraz to już takiego kina nie ma”. Owszem nie ma. Aniela zachwyca się kinem radzieckim, a jej wnuczka, żeby widz dostrzegł kontrast, zmianę czasów, obyczajów wszystkiego, opowiada o swojej znajomej po fachu, która nakręciła film o zmniejszaniu swojej pochwy, bo teraz to się takie filmy robi. Oprócz tych kilku wywodów Melanii przy stole w salonie nie dowiadujemy się niczego o miejscu w jakim znajduje się jej kariera reżyserska, poza tym, że zamierza zrobić film o rodzinnej tragedii sprzed lat.

Właściwie, od wydarzeń ze sztuki Zapolskiej zmieniło się wszystko tylko nie mieszkanie Dulskich. Bo we wszystkich trzech paniach Dulskich zepsucie tkwi tak głęboko, że żadna wojna, zmiana epoki, systemu i stylu życia nie była w stanie tego odmienić. Ale z jakiegoś powodu Zbyszko, grany przez Sebastiana Fabijańskiego, który chociaż w oryginalnym tekście jest przeciwieństwem swojej matki, a autorka jego postaci także nie popuszcza, w filmie koniec końców przedstawia się nam on jako najbardziej honorowa postać, biorąca odpowiedzialność za swoje czyny, choć przecież w dramacie robił wszystko żeby się od odpowiedzialności wymigać. Nie wiem czy ta decyzja scenariuszowa wyniknęła z jakiejś, w tym przypadku nieuzasadnionej, męskiej solidarności twórcy filmu z męskimi postaciami, bo nawet postać Felicjana Dulskiego dostaje tutaj w swoim kulminacyjnym momencie, więcej linijek tekstu niż ikoniczne “A niech was wszyscy diabli!”, czy reżyser tak bardzo chciał doprowadzić do finałowego zwrotu akcji, który właściwie nic nie wniósł, albo po prostu nie miał innego pomysłu na spuentowanie filmu, który ma traktować chyba o tym jak ciężko, prawie niemożliwe jest wyzbycie się zepsucia przekazanego nam w genach. Zmiana ta zastanawia i działa na szkodę, tym bardziej że Gabriela Zapolska stworzyła dwie części dalszych losów bohaterów (“Pani Dulska przed sądem” i “Śmierć Felicjana Dulskiego”). Filip Bajon, który jest też autorem filmowego scenariusza bardzo chciał dodać coś od siebie do historii, do której nie trzeba było już nic dodawać. Gdzie są zatem wspomniane zalety filmu, które jak pozłacana żywica sklejają tę popękaną opowieść?Zacznijmy od tego, co moim zdaniem jest największą zaletą filmów Filipa Bajona - jego kreacyjność i inscenizacja. Wnętrza nie dość, że ładnie i sensownie zaaranżowane, oddając wiernie klimat epoki to przypominają labirynt. Długi korytarz, wiele drzwi i bohaterowie krążący między nimi.Są tam pokoje użytkowe, ale tak naprawdę nie wiemy ile jest w mieszkaniu państwa Dulskich pomieszczeń i ile sekretów kryje się za drzwiami, a do labiryntu, stonowanego, w jasnych barwach i z niewielką ilością mebli i bibelotów przechodzi się najczęściej z pełnych przepychu saloników. Dostajemy też kostiumy, które są tak dobrze dopasowane, że jeśli ktoś potrzebuje informacji o modzie z czasów belle epoque to w tym celu polecam obejrzeć “Panie Dulskie”, bo akurat dzięki temu "jak nosiła się epoka każdy widzi", i to z dbałością o rozróżnienie statusów i klas społecznych, co nie dla każdego filmu jest oczywistością. Aktorzy z pomocą dobrej aranżacji wnętrz i dobrze dobranym kostiumom na ogół wykonują wzorowo swoją robotę. Krystyna Janda jest okropną panią Dulską, taką jaką sobie sobie wyobrażamy, zaborczą hipokrytką, żelazną kobietą do samego końca nie wzruszoną, a Katarzyna Figura dobrze wciela w rolę jej córki, która całe życie stara się nie byćsię taka jak matka, ale ostatecznie odpuszcza, bo nie ma w sobie tej silnej osobowości. Podobnie dobrze wpasowane zostały do świata pani Dulskiej drugoplanowe postaci. Sebastian Fabijański świetnie sprawdziłby się w roli Zbyszka w adaptacji samej sztuki, będąc właśnie stworzonym przez Zapolską bohaterem świadomym zepsucia całej rodziny, ale wcale nie będącym lepszym, a tak samo dobrze sprawdza się grający jego siostrzeńca i imiennika Mateusz Kościuszkiewicz.Ale już postać reżyserki Melanii, która powstała chyba tylko po to żeby dać widzowi do zrozumienia jeszcze raz z kim mamy doczynienia, nie dość, że na końcu okazuje się być postacią zbędną, bo nic z jej działań nie wynika, oprócz końcowego “zwrotu akcji”, który też niczego nie zmienia. Bo widz to wszystko wie, jeśli nie z oryginalnej sztuki, to z części filmu, w której obserwujemy praktycznie jej adaptację, a do tego Melania jest postacią nie mającą finalnie nic ciekawego do przekazania.Podobnie fatalną osobowośćią jest Rainer Dulsky. Grający go Władysław Zieliński nie ma tu wiele do zagrania, ale przynajmniej stara się wyciągnąć jakiś sens z banalnego istnienia jego postaci. Nie można odmówić filmowi Filipa Bajona jednej ważnej rzeczy; sam pomysł samodzielnej kontynuacji historii i to do dwóch pokoleń naprzód, w celu oczyszczenia rodziny, jest interesujący. Tylko pomysł ten został słabo wykonany. I tak jak jest to film scenariuszowo wadliwy, to wizualnie bardzo przyjemny, a nawet wartościowy. Technicznie nie ma się do czego przyczepić, montaż został poprowadzony zręcznie i nie męczy tak jak sztuczne dialogi.

 Kintsugi ma udowadniać, że popękane przedmioty wciąż są piękne i mogą być używane. “Panie Dulskie” na pewno jest filmem wyglądającym pięknie, ale czy powinien pozostać używany? Przedmioty po naprawie “złotem” przyjmują większą wartość, niż przed pęknięciem. Niestety Filipowi Bajonowi nie udała się ta sztuka.W pewnym momencie popularne stało się nawet celowe niszczenie naczyń, tylko po to żeby można było naprawić je techniką kintsugi.

skopiuj url: