Recenzje

Śniłam, że dźgnęłam cię w oko

Film: "Faworyta"

Autor: Martyna zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Hipnotyczny taniec przy dźwiękach skrzypiec; tragiczna sztuka, w której nie ma roli bez maski; fatalna walka bez jednoznacznego zwycięzcy; trójkąt miłości, władzy i wzajemnej zawiści, a przede wszystkim: dzieło Jorgosa Lantimosa. Tak można nazwać film

“Faworyta” - jednego z tegorocznych oscarowych... faworytów, ukoronowanego dziesięcioma nominacjami, z których jedna przeistoczyła się w wygraną (choć przypadła Olivii Colman za wcielenie się w postać daleką od prawdziwych zwycięstw).

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z cieszącym zmysły filmem kostiumowym. Peruki tak wysokie jak ego bohaterów, rozłożyste suknie, zapierające dech w piersiach zamkowe pomieszczenia i ogrody, wrzawa i zabawa ludzi, którzy wydają się nie mieć za grosz rozsądku czy empatii - czyli tych przy władzy. Dzieło to jednak jest w swojej wymowie bardzo… ludzkie. Tak ludzkie, że ważniejsze stają się tu złożone sylwetki postaci niż wydarzenia historyczne, które stanowią jedynie tło uzupełniające groteskę serwowaną na ekranie.

Na srebrnej zastawie, oczywiście.

Atmosfera filmu jest bardzo intymna i nie chodzi tu jedynie o zbliżenia między bohaterami, a niekiedy bohaterkami. Kamera skwapliwie śledzi każdy krok postaci, dając wrażenie niewidzialnego szpiega, wdzierającego się w brutalną pałacową codzienność oprószoną pudrem. Niecodzienne ujęcia od dołu, przez dziurkę od klucza czy w tzw. “rybim oku”, tak charakterystyczne dla reżysera, dodają obrazowi charakteru oraz przybliżają widza do portretowanych osobowości, pozwalają mu dyskretnie podglądać prawdziwe oblicza, ukazywane tylko za zamkniętymi drzwiami.

Na rzeczoną intymność składa się również światło - prawie w całości naturalne; dzienne lub świec. Pada na twarze, podkreślając wyrazistą ich mimikę, nakreśla klimat swą temperaturą - chłodną i wyrachowaną czy ciepłą i namiętną. Zdaje się wizualizować wokół postaci ich aktualne emocje, stan wewnętrzny; rozpalać ogień albo ostudzać nadzieje.

Całą uwagę jednak skupia niezwykłe kobiece trio złożone z królowej Anny (Olivia Colman), lady Sarah (Rachel Weisz) i jej kuzynki, Abigail (Emma Stone). Między nimi powietrze wręcz wibruje w rytm dźwięków klasycznej muzyki, będącej doskonałym tłem dla filmu, a także środkiem wyrazu pełniącym rolę podobną do temperatury światła. Tworzą swój własny teatr, swoją grę wśród pałacowych zagrywek mężczyzn sportretowanych dość specyficznie. Z kobiecą delikatnością wkraczają w łaski królowej, by brutalnie wydrzeć jak najwięcej korzyści, a w rezultacie i serce. Serce złamane, krwawiące, lecz również pamiętliwe. I mimo wszystko - wciąż królewskie.

Dlaczego portret samczy jest tu portretem nie tak zwykłym? Mężni panowie walczą na wojnie z Francją, za to ci obecni w pałacu urządzają wyścigi kaczek, zakrawające o farsę, a w przerwach równie bezmyślne wyścigi o władzę. To kobiety jednak są prawdziwymi władczyniami, istotami, z którymi trzeba się liczyć, niezależnie od własnych sądów. To kobiety podejmują walkę, a za miecz mają własny umysł i jego przebiegłość.

Tarczą jest zaś Anna.

Z takiego dramatycznego stanu rzeczy wyłania się jednak dość gorzka komedia. Królowa oddaje władzę ochmistrzyni, Sarze, z którą, jak sądzi, łączy ją relacja wielopłaszczynowa. Czy jest taką naprawdę, widz ocenić musi sam. Władczyni złamała się pod wpływem traumatycznych wydarzeń życiowych, straty osiemnaściorga dzieci, presji władzy i wszechogarniającej samotności, którą stara się ze wszystkich sił odpędzić - w ostateczności jednak bezskutecznie. Na dworze pojawia się zubożała krewna Sary, Abigail, która ma pomóc w opiece nad schorowaną i zdziecinniałą Anną, zaczynającą być przez swą niedołężność uciążliwym balastem w koronie. Gdzieś w tle przewija się konflikt zbrojny, bale, wystawne obiady, strzelanie do ptaków, szara codzienność służby i potrzeba silnej ręki, której będzie zależeć na państwie.

Lecz kto ma siłę, ma też puste serce. A w rezultacie absurd goni absurd.

Podczas gdy jej towarzysze pragną władzy, królowa, teoretycznie władzę posiadająca, chce uczuć; chce napchać się nimi jak ciastem, które w jednej ze scen pochłania - do swoich granic, a nawet i poza nie. Granice właśnie przestają w tym filmie być wyraźne; rozmywają się po każdym ich przekroczeniu coraz bardziej, aż pozostaje chaos; goniony króliczek przestaje być króliczkiem, apetyt rośnie, sumienie zaś gaśnie jak raniona raz za razem władczyni. Mimo podziału na akty, z których każdy nosi tytuł będący fragmentem któregoś z wyśmienitych, ciętych, ironicznych dialogów (jak chociażby rzeczone “Śniłam, że dźgnęłam cię w oko”, kierowane listownie do Anny przez lady Sarah), wszystko jest płynne, wytańczone.

Film nie ma wygranych. Jest to obraz przegranych walk, straconych chwil, ranionych dusz. Ciągłej samotności zagłuszanej orkiestrą na bankietach; ciężkiej sytuacji kobiet biednych, traktowanych jak rzeczy, zabawki; zgubnej walki prowadzącej do niczego więcej, jak zguby walczących.

Jest to również dzieło nad wyraz aktualne w swej historyczności. Przy wykorzystaniu biografii Anny Stuart czyni satyrę na wyścigi do władzy, intrygi na szczytach, przemiany ludzi zostawiających za sobą słabość wraz z sumieniem. Portretuje zawiłość uczuć ludzkich, niejednoznaczność motywów, szczególnie między trzema bohaterkami, które można nazwać głównymi. Fałsz miesza się z prawdą, uczucie z wyrachowaniem. Czy Anna otrzymała miłość, której tak pragnęła? Czy królowa w ogóle na nią zasługiwała? Wreszcie - czy aby na pewno miała cokolwiek do powiedzenia?

Widz zaobserwować może zło rodzące się z cierpienia, bezwzględność postaci niegdyś sponiewieranych. I choć dzieło to niejednokrotnie wywoła śmiech, zaraz zmusi do przyjęcia poważnej miny.

Bo oto ci uprzywilejowani, ci bogaci, ci lepsi mają w oczach cierpienie.

Ci wolni żyją w złotej klatce władzy i intrygi.

Ci otoczeni służbą i świtą są najbardziej samotni.

Trudno się wyrwać z tego tragicznego tańca, tak strasznego, jak zmysłowego czy przekornego. Trudno osądzić, kto założył, a kto zdjął maskę. Trudno wrócić z teatru filmowego do teatru własnego życia. Z postaciami zostaje się jeszcze patrząc tępo na napisy końcowe, których tłem jest utwór Eltona Johna - “Skyline Pigeon”. Utwór, którego ostatnie słowa zdają się też stawać ostatnimi ekranowymi słowami postaci:

“Ale przede wszystkim, proszę: uwolnijcie mnie/Od tego bólu metalowych pierścieni/I otwórzcie tę klatkę w stronę słońca”.

 

skopiuj url:

Partnerzy