Recenzje

Króluj nam Chryste!

Film: ""Boże Ciało""

Autor: Julia zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Gdy ogłoszono polskiego kandydata do Oscara, podchodziłam do niego dość sceptycznie. Zrażona nazwiskiem Jana Komasy po projekcji żenującego „Miasta 44” nie sądziłam, że sięgnę po jego jakiekolwiek inne dzieło. Tym razem muszę uchylić czoło przed historią zaserwowaną w filmie „Boże Ciało”.

Surowy, niezwykły klimat pod względem wizualnym przypominający „Pokot” Agnieszki Holland nadają historii piękne kadry. Komasa mimo że porusza temat wiary nie skupia się na tym, żeby wydobyć wady stanu duchownego. To zupełnie inne kino, zupełnie inny gatunek. Tu nie chodzi o kapłana, ale o człowieka szarej rzeczywistości.Głównym bohaterem filmu jest Daniel (w tej roli Bartosz Bielenia)-(nie)zwykły chłopak z zakładu poprawczego, który wychodzi warunkowo z ośrodka i musi ułożyć swoje życie na nowo, „po bożemu”. Ma swoje za uszami, to typ imprezowicza niewzbraniającego się przed niczym. Wyjeżdża na drugi koniec Polski do pracy w stolarni, do której ostatecznie nie dociera. Jest zdemoralizowany, a mimo to trafiając do wsi zmierza do kościoła, gdzie podaje się za księdza. Miejsce to jest senne i dotknięte traumą. Mieszkańcy snują się między domami jak widma o kamiennych twarzach. Czasem gromadzą się pod tablicą, której tragicznej historii nikt nie chce wyjawić.

Daniel nie zna sztuki kapłaństwa, nie spędził jako duchowny ani jednego dnia. Kazania, które wygłasza zasłyszał w ośrodku. Z dnia na dzień bardziej zgłębia problemy mieszkańców i staje się im bliższy. Staje się ich duchowym przewodnikiem i podejmuje on próbę dialogu z żałobnikami. Przechodzi z nimi etapy żałoby. Staje się mediatorem po obu stronach barykady. Zachowuje moralność w miejscu gdzie linczuje się człowieka za czyny drugiego. Niczym Chrystus zbawia mieszkańców od cierpienia i godzi ich ze sobą. Mimo braku doświadczenia Daniel prowadzi owce we mgle. Jest brudnym, który trafił wśród czystych a paradoksalnie jest czystszy od nich.Fenomenalna rola Bartosza Bielenia budującego wokół siebie aurę zaufania nie tylko pośród bohaterów, ale również widzów. Bohater nieustannie się zmienia i eksploruje swoje własne możliwości. Na kilka słów zasługuje także świetna rola Aleksandry Koniecznej, wcielającej się w postać kościelnej. Wykreowała ona postać kobiety przerażająco zimnej i zapatrzonej w swoje racje. Kobiety w głębokiej żałobie, która nie potrafi wybaczyć co zmienia się w finale.

Film jest świeżym spojrzeniem na polską wiarę. Obnaża hipokryzję idącą w parze z głęboko zakorzenioną nienawiścią, nie dostrzeganą przez tak wielu. To dobre odbicie naszego zapatrzonego w siebie społeczeństwa, które potrzebuje prawdziwego rozgrzeszenia.

skopiuj url: