Recenzje

Śmiejmy się przez łzy

Film: ""Parasite""

Autor: Maja zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Okrągłe i kwadratowe. Miękkie i twarde. Łagodne i ostre. Najnowszy film Joon-Ho Bonga to film zbudowany z kontrastów. Z zestawienia ze sobą dwóch różnych światów, które reżyser poddaje gruntownej analizie i ocenie, żeby potem móc powiedzieć, co jest dobre, a co jest złe. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść na początku filmu. Im dalej w las, im bardziej się zagłębiamy w problemy bohaterów, zaczynamy rozumieć, że w tym podziale na czarne i białe, paradoksalnie jest miejsce na wiele odcieni szarości. I stereotypy, którymi mogliśmy łatwo obarczyć bohaterów filmu koreańskiego reżysera - rzeczywiście są, nawet bardzo mocno wyeksponowane, ale pod ich płaszczem znajduje się taka głębia, że w zetknięciu z nią wszystkie nasze przekonania o znajomości świata i drugiego człowieka mogą ulec gruntownemu przewartościowaniu.

Mamy dwie rodziny. Ludzi bogatych i ludzi biednych. Na szczycie pięknego wzgórza, we wspaniałym, jasnym domu mieszka sobie prezes Park wraz ze swoją ukochaną żoną i dwójką dzieci. Gdzieś znacznie niżej, w szarej i brudnej okolicy, niewiele odbiegającej od indyjskich slumsów, mieszkają wyrzutki składające kartony od pizzy. Mąż z żoną i dwójką dorosłych dzieci. W wyniku różnych okoliczności, losy tych dwóch rodzin splotą się ze sobą, a role zamienią i wyzyskiwani staną się wyzyskiwaczami. Czy jednak takie odwrócenie miejsc w perspektywie dłuższego czasu będzie możliwe? Czy marzenia o lepszym życiu i większym dobrobycie są możliwe do spełnienia? Kto w tym systemie tak naprawdę będzie ofiarą, a kto katem? Czy w ogóle któregokolwiek z bohaterów można nazwać dobrym, a któregoś złym?

Film Bonga nabiera bardzo uniwersalnej wymowy. Mówiąc o poszukiwaniu szczęścia, o marzeniach i walce z niesprawiedliwością, można go łatwo utożsamić z baśnią. Baśnią, której nie można odbierać dosłownie, która obok swojej dosłowności ma też drugie dno i która opowiadając prostą i nieskomplikowaną historię, próbuje przebić się do wrażliwości widza i podzielić z nim jakimś ważnym przekazem. Z baśnią napisanej dla człowieka dorosłego, która będąc przystępną i w miarę przejrzystą, jednocześnie ucieka wszelkim konwenansom i porównaniom. "Parasite" jest na tyle wyjątkowe, że nie miałabym śmiałości oceniać go na tle żadnego innego filmowego dzieła. O tej wyjątkowości świadczy przede wszystkim to, na ile sposobów może zostać ono odebrane. Nie jest jasno określone, z którą ze stron powinien sympatyzować widz, komu powinien współczuć, kogo powinien potępiać. Film jest wielowarstwowy i to od widza zależy, na której z jego płaszczyzn się zatrzyma. Działa to trochę na zasadzie eksperymentu, w którym widzowie poddani są różnym wyborom. Reżyser nie osądza, to do nas — widowni należą sędziowskie atrybuty. I to czy z nich skorzystamy i w zakresie swojego sumienia ocenimy bohaterów Bonga, czy też powstrzymamy się od tego sądu, również jest kolejnym wyborem, który dostajemy. Ja np. będąc głęboko dotkniętą i poruszoną niektórymi, szczególnie końcowymi scenami filmu, wcieliłam się w tę rolę sędziego i dokonałam swojej subiektywnej krytyki na tych, którzy w mojej opinii byli prawdziwymi pasożytami.

Reżyser, chociaż ocenę bohaterów oddał swojej widowni, nie powstrzymuje się zupełnie od krytyki. Nie krytykuje ludzi, ale krytykuje system. Jego film poza byciem baśnią, jest również bardzo widoczną metaforą na realia koreańskiego życia. Społeczeństwa kontrastów, żyjącego cały czas w duchu konfucjanizmu i sztywnych podziałów klasowych. Krytyka relacji międzyludzkich, które często (szczególnie w pracy) przybierają obraz pana i jego sługi. Krytyka podziałów. Krytyka braku szacunku i pogardy, z jaką ludzie wysoko postawieni odnoszą się do ludzi z niższych sfer. Krytyka ich wzajemnego braku chęci zrozumienia. Krytyka konformizmu i krytyka tego, że nie można uciec od swojego losu. Niezwykle przykre jest idące za tym filmem stwierdzenie, że niezależnie od naszych starań, zawsze będziemy postrzegani przez pryzmat naszego pochodzenia.

Jednak obok bolesnego i przejmującego wydźwięku, to "Parasite" nie jest filmem, który ogląda się ciężko. Forma, którą wybrał dla niego reżyser, okazała się być bardzo trafna. "Parasite" funkcjonuje gdzieś obok absurdu i groteski. Tragedie łagodzone są sytuacyjnymi żartami. Brutalne sceny komentowane są przed widownie wybuchami śmiechu, gdyż w ich trakcie padły jakieś bardzo zabawne słowa. I może to właśnie te nienaturalne reakcje, które wywołuje w nas film, w których płacz zastępowany jest śmiechem, najbardziej sprawiają, że tak głęboko przeżywamy oglądany obraz? Obraz, który jest także piękny wizualnie. Bardzo kameralne i estetyczne kadry Kyung-Pyo Honga (m.i.n autora zdjęć "Płomieni" - reż. Chang-Dong Lee) cieszą oko, a symbolika niektórych ujęć (np. powrotu bohaterów po pracy do domu) pozwala jeszcze bardziej przeżywać oglądaną historię. Podobnie działa również muzyka Jael Junga, momentami lekko hipnotyczna, wręcz psychodeliczna, a czasami rozbawiająca swoją przesadzoną patetycznością w scenach prostackich i niemalże żałosnych, jak np. oblewanie wodą przez jednego bohatera sikającego przed jego domem bezdomnego.

Film zagrany jest z wielkim wyczuciem. Bohaterowie Bonga potraktowani są przez niego z wielką empatią i da się z nimi utożsamiać. Nawet postacie dalekoplanowe, jak pracownica sieci pizzerii czy przyjaciel Gi Woona, pojawiające się na ekranie raptem na moment, błyszczą w swoich pięciu minutach i oddane są na ekranie z jakąś taką szczerością. Oglądając "Parasite" nie miałam wrażenia, że którykolwiek z aktorów stara się ukraść show dla siebie. Uwierzyłam w tę rodzinę. Uwierzyłam, że bohaterowie zagrani przez Kang-Ho Songa, Woo-Sik Choi'a, So-Dam Park i Hye-Jin Jang są dla siebie prawdziwym wsparciem i nawet jeśli dochodzi między nimi do różnych napięć, to tak naprawdę są dla siebie najbliżsi na całym świecie. Podobnie uwierzyłam w naiwność Yeo-Jeong So grającą żonę prezesa czy w zauroczenie jej córki granej przez Seung-Min Hyeon. Nawet jeśli momentami emocje bohaterów były pokazywane z teatralną przesadą, nie przekraczało to granic dobrego smaku, a idealnie wpasowywało się odgrywane sceny.

Film jest prawdziwą bombą emocjonalną, która, chociaż z zewnątrz jest niesamowicie zabawna, tak naprawdę doszczętnie szarga uczuciami widza. Jest to film nieprzewidywalny, bogaty w różnorodne zwroty akcji, trzymający w napięciu do ostatniej minuty. Film cudownie oryginalny. Chociaż gdzieś z tyłu głowy widz ma świadomość, że to, co widzi na ekranie, jest bardzo symboliczne, metaforyczne, a historia jest zbyt nierealna, by mogło wydarzyć się naprawdę, to jednak to wszystko jest tak jakoś dziwnie prawdziwe. Może dlatego, że "Parasite" ciężko jest odbierać tylko przez rozum i logikę, a bardziej przez serce? Jest to film bardzo smutny, ale przy tym przypominający jak ważne w naszym życiu powinny być wartości takie jak rodzina, szacunek do siebie i drugiego człowieka oraz wytrwałość i determinacja. Film bardzo subiektywny, pozwalający na mnogość interpretacji. Film bardzo dojrzały, chociaż opowiadany tak, jakby był skierowany do dziecka. Film, który po jednym seansie zostaje z widzem na zawsze, nie daje o sobie zapomnieć i wzrusza na samo wspomnienie o nim. Złota Palma zdobyta w Cannes jest całkowicie zasłużona.

skopiuj url: