Recenzje

"To nie To"

Film: ""To - rozdział 2""

Autor: Miron zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Kiedy idzie się do kina na horror to w tylko jednym zamiarze – żeby się porządnie wystraszyć. Przyśpieszyć nasze bicie serca, podskakiwać co sekundę i nie móc spać przez następne parę dni. Cóż, niektórzy to po prostu lubią. To chwilowe podniesienie adrenaliny powoduje u nich pewne uczucie szczęścia oraz wzbudza szacunek do twórców. Od razu uprzedzę, że omawianego filmu nim nie darzę.

Idąc na ekranizację prawdopodobnie najpopularniejszej książki Stephena Kinga, miałem ogromne nadzieje. Pierwsza część miała swój klimat, pomysł na siebie i… była po prostu straszna. Tych trzech atutów brakuje jej kontynuacji, która wydaje się momentami zbiorem nieudanych i niedokończonych pomysłów. W wyniku panującego w scenariuszu chaosu podczas seansu zamiast strachu odczuwałem lekkie skołowanie, żenadę oraz znużenie, co nie powinno się pojawiać podczas oglądania horroru. Problemy były bardzo dobrze widoczne już od paru pierwszych minut. Bowiem już wtedy było widać, czego nie mieli twórcy w stosunku do sequela – pasji.

Początek był wyjątkowo nudnym i mało angażującym przypomnieniem, co się działo w pierwszej części. Mówi wszystko szczątkowo, a dorośli już bohaterowie zachowują się jak nie potrafiące wziąć się za siebie ameby. Ilość bezsensownych, decyzji jakie oni podjęli ,przekroczyła wszelkie moje oczekiwania. Ta niechlubna cecha horrorów wyszła prawdopodobnie najlepiej w całym filmie. Posuwając się jednak dalej, widz odkrywa kolejną wadę filmu – scenariusz. Jest on do bólu przewidywalny, nielogiczny i podzielony na epizody poświęcone każdemu z głównych bohaterów. Mając pojęcie o takim sposobie opowiadania historii już wiem, dlaczego jedna postać podcięła sobie żyły. Podejrzewam, że aby nie brać w tym udziału.

Niedociągnięcia są obecne niemal we wszystkich aspektach filmu, a aktorzy przypominają marynarzy próbujących ocalić tonący okręt. Robią wszystko, żeby ten film unieść, przeżywają naprawdę wiele momentami, lecz nic to nie daje, kiedy gra się po prostu źle napisaną postać. Niezwykłe jest, jak bardzo można zniszczyć relację między nimi. Młodociany Klub Frajerów wydawał się niezwykle autentyczny i przypominał stare, dobre czasy, kiedy z kolegami z podwórka jeździło się na rowerach albo robiło psikusy sąsiadom. Tutaj chemia występuje w jednej, może dwóch scenach. Na dodatek tych nie wnoszących dużo do fabuły.

Chciałbym jedynie wspomnieć, że bardzo polubiłem pierwszą część i stałem się nawet jej fanem. Między innymi z tego właśnie względu wybrałem się na ten film i ,nie ukrywam, miałem co do niego pewne oczekiwania. Zamiast dobrej i trzymającej w napięciu historii otrzymałem łatwy skok na kasę opierający się na nieoryginalnych i mało strasznych scenach.

skopiuj url: