Recenzje

"Ptasie radio"

Film: ""Mowa ptaków""

Autor: Miron zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Są takie filmy, które widz rozumie za pierwszym razem. Historia jest podawana na talerzu, wprost ku wygodzie widza. Są również takie, które wymagają od niego chociaż odrobiny wyobraźni i wysiłku niezbędnego do odczytania metafor i ukrytych znaczeń. Szeroko pojęte filmy artystyczne, które przez warstwę symboliki i pozornego absurdu kryją wartości niedostępne dla „niedzielnego kinomana”. Są też takie, które próbują podszyć się za bardzo pod ten artyzm z marnym skutkiem.

„Mowa ptaków” swoją budową przypomina naczynie z gliny zrobione przez przedszkolaka. Wiele elementów dodanych na siłę w celu wyróżnienia się. Kreatywność dziecka nie zna granic i reguł. Lepi ono swoje dzieło bez ładu i składu. Masa elementów, które jako odrębny byt mogłyby być czymś wyjątkowym, a nawet na swoją epokę przebojowym. Problem właśnie, że jest ich zbyt dużo i żaden z nich ze sobą nie współgra.

Ksawery Żuławski prezentuje nam film wyreżyserowany przez niego samego na podstawie scenariusza jego świętej pamięci ojca w chaotyczny sposób. Nieład panuje od pierwszych minut filmu i ciągnie się przez cały seans. Zdezorientowany widz nie ma pojęcia o czym jest film, kiedy ten ciągle zmienia kierunek i tematykę, jaką chce poruszyć. Od nacjonalizacji słabej jednostki do niedocenionych artystów i wyłamywania się z norm społecznych. Wszystkie te tematy są oczywiście ważne, a na ich podstawie powstało mnóstwo doskonałych filmów, jednak wrzucenie ich do blendera i wmówienie, że jest to sztuką wydaje się być mocno naciągane. Jak już twórcy biorą się za robienie filmu to powinni wiedzieć, o czym on jest. Tutaj ma się wrażenie, że nawet oni o tym nie wiedzą.

Na początku można by pomyśleć „hej! To dopiero 15 minuta, reszta będzie bardziej spójna”. Więc.. i tak i nie. O ile faktycznie, historia stara się łączyć w jedną nielogiczną całość, to więzy trzymające ją w ryzach wydają się być gumkami recepturkami. Niby jest ciąg przyczynowo - skutkowy, tylko donikąd on nie prowadzi. Nic, ale to absolutnie nic nie ma sensu, a fragmenty, które są momentami naprawdę dobre, zlewają się ze scenariuszowym chaosem. Widz, który jednak przetrwa ponad dwie godziny pseudoartystycznego bełkotu, zostanie nagrodzony jednymi z najbardziej kiczowatych scen w historii kina. Tutaj jednak należy się zastanowić: czy był to zabieg celowy mający ukazać bezsens i banalność współczesnej popkultury? Muszę wszystkich zawieść. Gdyby faktycznie to było w intencji twórców, to stworzyliby oni spójny film mający być krytyką całego zjawiska, a nie wstawką mającą wypełnić czas ekranowy. Poza tym naprawdę wątpię, aby parodiowanie sceny z „Thrillera” Michaela Jacksona na pogrzebie miało wyśmiać Avengerso-podobne filmy.

Chaos, patos, przerost formy nad treścią – tymi właśnie słowami można podsumować część merytoryczną filmu. Strona techniczna jest do niej bardzo zbliżona poziomem. Widać tutaj gołym okiem, że brakowało na ten film nie tylko pomysłu, ale też pieniędzy. W wyniku tego wygląda to wszystko jak praca zaliczeniowa studenta z ostatniej ławki, który z aspiracji do zostanie drugim Vegą dostał się na reżyserię. Kamera momentami niemiłosiernie się trzęsie podążając za głównymi postaciami, a czasem odchodzi gdzieś na dalszy plan. Na muzykę można tutaj przymknąć ucho, gdyż nie jest to musical. Nie oznacza to niestety, że jest dobra. Z reszty elementów budujących film, można jedynie pochwalić grę aktorską (w szczególności Sebastiana Fabijańskiego). Niestety, nie ważne, jak dobrze będą grać, nikt nie uniesie tego filmu.

„Mowa ptaków” jest prawdopodobnie najmniej przemyślanym filmem, na którym byłem. Nie wzbudziła we mnie żadnych pozytywnych emocji, może wtedy, kiedy się nareszcie skończyła. Jest do bólu przeciągnięta i chaotyczna. Idealny przykład jak nie robić filmów, nawet tych artystycznych.

skopiuj url: