Recenzje

Muzyczne uniwersum

Film: "Rocketman"

Autor: Debora zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

 Ostatni rok był rokiem królujących filmów o zespołach muzycznych. "Bohemian Rhapsody", "The Dirt" od Netflixa, przyszedł czas na "Rocketman". Jego wcześniej wydany kolega o Freddim Mercury postawił na nim piętno porażki fabularnej. Zwiastun opublikowany gdy jeszcze nie opadły emocje, był bardzo niekorzystnym zagraniem. Wiele ludzi drwiło, że będzie to odgrzewany stary kotlet tylko zamiast Queen na scenę wchodzi Elton John. Czy faktycznie ten film był taki trywialny?

 Film zatacza koło fabularne, zaczyna się kiedy Elton przychodzi na pierwszą terapię, kończy wyjściem z ośrodka. Podczas pierwszej „nagłej” wizyty stara się opowiedzieć swoje życie, jak i je zrozumieć. Wacha się emocjonalnie w wielu momentach, nie potrafiąc zrozumieć swoich działań, często usprawiedliwiając je czynnikami zewnętrznymi jakie na niego działały. Wszystko to spaja silna miłość przyjacielska między Eltonem, a Berniem.

 Dexter Fletcher nie przedstawia historii Eltona kropka w kropkę tylko historię człowieka zagubionego w wielkim show-biznesie, wrażliwego, poszukującego miłości oraz prawdziwych namiętności. Jego sława w pewnym momencie przytłacza go. W sposób przypadkowy dobiera sobie pseudo przyjaciół aby w końcu odrzucić ich nazywając pasożytami. Zostaje sam. szukając ucieczki, od przytłaczającej, złej, zakłamanej rzeczywistości wpada w alkoholizm i w sposób spektakularny targnie się na swoje życie. Takich osób jest wiele, nie tylko Elton był na terapii i miał duże problemy ze sobą . Taki zabieg z przedstawieniem problemu zgubienia siebie w nie przyjaznym świecie sprawia, że wiele osób potrafi utożsamić się z głównym bohaterem, dzięki takiemu zakończeniu filmu sam może stanąć na nogi i ruszyć swoje życie we właściwym kierunku.

 Scenarzysta abstrahował na temat biografii Eltona Johna. Scenariusz nie jest mocną stroną filmu. Słychać braki w niektórych sztywnych dialogach pełnych monotonności. Mimo tego napisany jest dobrze, przejścia między dialogiem, a piosenkami są płynne, nie wprowadzają sztuczności. Przedstawienie dzieciństwa, mogło być krótsze. Film nabiera tępa gdy Reginald wchodzi w dorosłe życie i kształtuje swoją drogę, którą chce pewnie podążać.

 Trudne jest przedstawienie tak wielowymiarowej postaci jak Elton John. To co wykreował sobą i swoją ciężką tygodniową pracą Taron Egerton jest niespotykane. Z przyjemnością słucha się jego pięknego głosu. Nie jest to jego pierwszy film, w którym śpiewa(można usłyszeć go w animacji „Sing” z 2016 roku). Nie brakuje u niego naturalności i dużej swobody. Wykonując te utwory nie stara się naśladować Eltona Johna, swoim śpiewem wydobywa cząstkę siebie nadającą nowego wydźwięku dobrze znanym melodiom.

 Jego postać podbija wspaniały drugi plan. W nim w sposób subtelny i naturalny została przedstawiona 50 letnia przyjaźń dwóch mężczyzn. Między Taronem, a Jamiem widać wyraźną chemię. Bernie Taupin mimo, że jest postacią drugo planową wnosi wiele ciepła zrozumienia dla głównego bohatera. Drugą charakterystyczną personą drugo planową jest John Reid. Richard Madden jawi się jako promiskuityczny mężczyzna, nie jest to tak klarowna i swobodna gra jak u Jamiego.

 Podczas seansu miłe dla oka są kostiumy. Nie łatwo było oddać charakter kostiumów Eltona, które uchodziły za wielce ekscentryczne. Te stroje to swoista oda do ludzi, którzy przez wiele lat wzmagali się z nietuzinkowymi pomysłami artysty.

 Nie jest to film biograficzny, nie można go zakwalifikować też do typowego musicalu. Jest to dobre kino pełne pasji. Bawi i skłania do refleksji. Docenia on drogę jaką przeszedł Reginald Dwight, aby stać się Eltonem Johnem. Jest to ostrzeżenie dla młodych ludzi, aby nie zatracili siebie samych w sławie. Nie przesładza on jego historii, rozpoczyna się osobistą spowiedzią muzyka - . „Jestem alkoholikiem, kokainistą, ofiarą bulimii, człowiekiem uzależnionym od seksu i leków na receptę". Elton przeżywa degrengoladę, z której potrafi się podnieść. Najmocniejszą stroną filmu oczywiście są piosenki śpiewane przez aktorów. Dodaje to świeżości, nie słyszymy tych samych wykonań lecących od rana do wieczora przez 30 lat w radiu. Chętnie zatańczę razem z Eltonem do „Saturday Night's Alright For Fighting”.

skopiuj url: