Recenzje

O patologicznym dążeniu pod prąd

Film: "Trainspotting"

Autor: Karolina zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Gdyby nie fakt, że przyszło nam żyć w takich, a nie innych czasach bez wahania można by stwierdzić, że w świat głównego bohatera zostajemy wrzuceni z subtelnością równą wylaniu wiadra wody na głowę. Jednak z perspektywy naszych czasów, realia pogrążonego w narkotykach Edynburga, nie wydają się czymś odosobnionym na tle innych krajów świata. Teraz tak naprawdę każdy ma w jakimś stopniu styczność z narkotykami. Jednak gdy film debiutował świadomość ludzi w tej kwestii była na zupełnie innym poziomie. Dla przeciętnego widza był on ostrzeżeniem, a przy tym obrazem konsekwencji jakie niosło to niefrasobliwe szukanie rozrywki. Gdy zagłębimy się, a może nawet staniemy się częścią całej tej narkotykowej otoczki, zdajemy sobie sprawę, że film nie jest zwykłą ojcowską przestrogą przed zmarnowaniem sobie życia, a bezwzględną w swojej prawdziwości historią o podświadomym dążeniu i łaknieniu mylnie odrzuconych przez siebie ideałów.

W pierwszej scenie, gdy Renton wylicza niemal wszystko czego może chcieć od życia człowiek niemający jakiegokolwiek pomysłu na siebie, a pragnący bezkompromisowego sukcesu, byłam odrobinę zbita z tropu i zaczęłam szukać związku między nim, a zwykłym edynburskim narkomanem. Przez sporą część filmu miałam to z tyłu głowy, lecz nie potrafiłam tego racjonalnie wyjaśnić, bo jednak czy ktoś, kto radykalnie odrzuca narzucone normy społeczne by być nikim i regularnie balansuje na granicy łamania prawa oraz wylądowania w więzieniu, może mieć w ogóle jakieś sensowne pragnienia czy jest to po prostu nieświadome zwodzenie podczas narkotycznego transu. Dopiero ostatnia scena uświadamia mi, że poza narkotykami Renton musi zmagać się przede wszystkim z patologiczną skłonnością do dążenia pod prąd. Nawet w kręgu swoich przyjaciół chce się wyróżnić i próbuje przejść na odwyk, który jednak rzuca kiedy jeszcze dobrze się nie rozpoczął. Mimo chęci samoistnego pogarszania swojej sytuacji życiowej stara się w minimalnym stopniu poczuć jak normalny człowiek i szuka miłości, która chociaż na chwilę da mu zapomnieć o jego szarej, brudnej codzienności. W tym miejscu następuje przełomowy moment, ponieważ w końcu próbuje zrobić coś ze swoim życiem jednak nie wie jakie kroki podjąć, żeby wydostać się z dna, na którym się znalazł. Niezdolność do czucia ludzkich emocji zaczyna przejawiać się jednak w braku jakichkolwiek prawdziwych relacji z innymi ludźmi, bo nie ma żadnych skrupułów, żeby odciąć się od nich w dogodnej dla siebie chwili. Wydawać się może, że za pustymi prymitywnymi dialogami z rzekomymi przyjaciółmi nie kryje się nic więcej niż zwykły brak ogłady towarzyskiej cechujący ludzi mówiących o sobie jako wyrzutkowie społeczeństwa, ale problemem jest tu Renton, a nie otoczenie, które wbrew pozorom stara się ciągnąć go w górę. Nawet podczas kontaktów z rodzicami nie jest w stanie okazać jakichkolwiek innych emocji niż znudzenie, a chłód i brak empatii od niego bijący odstrasza niemal każdego. Tak naprawdę zdaje sobie sprawę, że czuje się bardzo samotny, a nagłość, z którą to nadchodzi kompletnie go paraliżuje, a najgorszy jest fakt, że nie ma pojęcia co może zrobić w tej sytuacji. Nie doszukamy się tutaj kolorowego kalejdoskopu szalonych doznań niczym z „Requiem dla snu”, które mają przynieść uciechę i zapoczątkować falę sukcesów. Barwy, które jednocześnie tętnią życiem i wydają się przykurzone wpędzają w stan pobudzenia i odrętwienia w tym samym momencie. Zderzymy się za to z nieubłaganie napastującą rzeczywistością, bestialsko ciskającą oczekiwaniami innych, a także własnymi wymaganiami i zawahaniami. Realizm całego otoczenia osadzony w mniej wymuskanym, a bardziej zbliżonym do prawdy świecie z „My dzieci z dworca ZOO” sprowadza na ziemie uciekającego przed samym sobą bohatera. Powolnie wodząca kamera, która ciągnie się za aktorami z takim mozołem, jakby cały trud życia postaci ciążył właśnie spaja się z przytłoczonym wszystkim Rentonem.

„Trainspotting” powala dojrzeć ten głęboko zakorzeniony i skrzętnie ukryty w człowieku brud i zło. Obnaża fałszywą naturę człowieka, który próbuje nią obarczyć swój nałóg i niemal przez cały okłamuje siebie oraz usilnie stara się uciec przed prawdziwymi pragnieniami. Daje jasno do zrozumienia, że tak naprawdę nie istnieje takie coś jak iluzja własnego ja i że człowiek nie może być kreatorem siebie, bo spełnianie własnej ludzkiej wizji nie jest możliwe do dokonania, gdyż z biegiem czasu będziemy zbyt zmęczeni spełnianiem czyichkolwiek oczekiwań. W takiej sytuacji, gdy zostawiamy za sobą doszczętnie zniszczoną przeszłość pozostaje jedynie wypatrywać okazji, którą będziemy mogli wykorzystać. Wypatrywać pociągów, aż w końcu, któryś z nich okaże się szansą do lepszego jutra.

skopiuj url: