Recenzje

Teraz jesteśmy wolni

Film: "Gladiator"

Autor: Justyna zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Pisząc wstęp do recenzji, autor zawsze stara się przykuć czymś uwagę odbiorcy. Wprowadza błyskotliwe cytaty, szokuje, zaczyna anegdotą. Tymczasem już od chwili, gdy zdecydowałam się podjąć tak karkołomnego zadania, wiedziałam, że cały wstęp do tej recenzji mogłabym zastąpić jednym słowem, a właściwie tytułem: Gladiator.

Gladiator to film, którego nikomu nie trzeba bliżej przedstawiać; wybitne dzieło Ridleya Scotta, nagrodzone aż pięcioma Oscarami i dwoma Złotymi Globami. I pewnie na tym stwierdzeniu mogłabym poprzestać – w końcu po co recenzować legendarną produkcję, o której wszystko zostało już powiedziane? Otóż powody są dwa: pierwszy – dyskusja nad każdym tekstem kultury zawsze pozostanie otwarta – drugi – tam, po drugiej stronie ekranu nadal jest spora grupa malkontentów, dopatrujących się w Gladiatorze błędów merytorycznych.

Mimo, że polscy krytycy zaliczają dzieło Scotta do gatunku dramatów historycznych, należy zauważyć, że za granicą uznano go za film akcji. Świadczy to o fikcyjności fabuły, która jest (zaledwie!) inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i postaciami – nie powinniśmy przywiązywać zbyt dużej wagi do jej zgodności z prawdą historyczną. Odłóżmy na bok jednak sam scenariusz i skupmy się na całości filmowego mise-en-scène.

Pierwszy środek wyrazu spajający w całość historię Maximusa (nagrodzony Oscarem Russel Crowe), to niewątpliwie montaż. Dzięki niemu sceny pojedynków stają się bardziej autentyczne, odzwierciedlając towarzyszący im chaos. Widz popada w skrajną dezorientację – nie jest w stanie zarejestrować wszystkich ruchów widocznych w kadrze. Dodajmy do tego świetne efekty specjalne, wiernie odwzorowane na historycznych strojach Rzymian kostiumy bohaterów i… voilà. Odbiorca sam zasiada na trybunach Koloseum – a nawet towarzyszy Maximusowi niczym cień, gdy ten walczy na arenie.

Według mnie, to przede wszystkim gra aktorska i muzyka zapewniły amerykańsko-brytyjskiej produkcji tak niewyobrażalny sukces wśród widzów na całym świecie. Występ Russela Crowe, wspieranego przez Joaquina Phoenix’a można uznać, niejako, za trzon całej produkcji. To oni powołali do życia tytułowego gladiatora i siejącego postrach cezara, wypełniając przestrzeń między słowem na kartce, a postacią z krwi i kości. Kreacje, które stworzyli, nie tylko podbiły serca krytyków, ale też na stałe zagościły we współczesnej popkulturze (choćby jako memy czy GIF-y).

Jak już wcześniej wspominałam, rola muzyki Hansa Zimmera i Lisy Gerrard w utworze jest nieoceniona. Ośmielę się nawet stwierdzić, że soundtrack z filmu przewyższa rozpoznawalnością sam dramat, a utwór Now We Are Free stał się hymnem wszystkich tych, którym udało się wyzwolić spod takiego czy innego jarzma.

Historia generała stającego się niewolnikiem łapie widza za serce już od pierwszych chwil seansu. Myślimy: jak on może to znieść? Skąd bierze siłę, by żyć dalej? I choć wytrwałość to drugie imię Maximusa, nie o tym opowiada Scott w swoim dramacie historycznym. Prawdziwy przekaz Gladiatora jest uniwersalny dla każdej społeczności, każdych czasów – zbudowany z nieśmiertelnych toposów władzy, miłości, cierpienia i honoru. Historia generała-gladiatora, którego życie starła na proch tyrania chorego na deluzje Kommodusa, to tak naprawdę paraboliczna opowieść o ciemnej stronie władzy, chorych namiętnościach, ludzkiej słabości i strachu przed upadkiem. Scott pokazuje odbiorcy, że choć motywy zbrodni i kary towarzyszą ludzkości od początków jej istnienia, przewijając się przez dzieła Szekspira czy Dostojewskiego, nadal pozostają tak samo aktualne. Przekaz reżysera jest prosty: w opozycji złu zawsze staje dobro, nawet jeśli wydaje się być na straconej pozycji. Zniewolony generał po latach upokorzenia odnosi zasłużone zwycięstwo. Przywraca honor swojemu imieniu, mszcząc się, niczym szekspirowski Makduf, za zabójstwo żony i synka.

Są takie filmy, których po prostu nie da się zapomnieć. Jedni powiedzieliby, że to przez zawarte w nich ponadczasowe motywy, inni – że twórcy umiejętnie trafili do świadomości odbiorcy. I chociaż na świecie każdego roku powstają miliony nowych produkcji, tylko część z nich przechodzi do historii kinematografii. Niewątpliwie, jednym z takich filmów jest właśnie Gladiator Ridleya Scotta – dzieło, warte każdej minuty seansu i każdej spływającej po policzku łzy wzruszenia.

skopiuj url: