Recenzje

Poznaj moją matkę

Film: "Takiego pięknego syna urodziłam"

Autor: Ernest zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Dom rodzinny jest utożsamiany z bezpieczeństwem i ciepłem. To kulturowy archetyp. Co jednak, jeżeli w domu jesteśmy ciągle nękani, wyzywani i krytykowani przez osoby, które powinny nas wspierać? Trudno radzić sobie z takimi konfliktami, rodzina jest w naszej kulturze wysoko w hierarchii wartości i niezależnie od tego, czy spełnia swoją funkcję czy nie, powinniśmy , społeczeństwo oczekuje, że będziemy ją wspierać, a jej wizerunek , choćby nieprawdziwy, zafałszowany, chronić. Film Marcina Koszałki przekracza tabu -pokazuje obraz rodziny, jaki zazwyczaj staramy się ukryć i który jest zazwyczaj wstydliwie przemilczany, szczególnie, gdy dotyczy osobistych, intymnych doświadczeń .Nie jest to film przyjemny do oglądania, większość ujęć jest kręconych z ręki bądź z ukrycia. Jako widzowie czujemy się jak intruzi, widzimy sytuacje, których nie powinniśmy zobaczyć. Znamienne jest też dla mnie to, jak często podczas tego filmu się śmiałem, pewne sytuacje czy zdania były tak absurdalne, że od razu wywoływały taką reakcję. Jednak po chwili zastanowienia przypominałem sobie ,że to jest dokument, to są prawdziwe zdania, które matka mówiła do syna. A to wywoływało u mnie poczucie winy- śmiałem się z ludzkiej tragedii.Jednocześnie obserwujemy w filmie zmianę równowagi sił, jaką wywołuje kamera, po raz pierwszy syn występuje z pozycji siły jako ten, który nagrywa ,a nie ten ,który jest nagrywany, nawet jeżeli pozostaje w milczeniu. Matka i ojciec często wytykają mu to, że ich kręci, zamykają drzwi i zasłaniają twarze w nadziei, że to pomoże im uniknąć obiektywnego osądu poprzez wizjer obiektywu. W tym momencie ujawnia się prawdziwa siła dokumentu, możliwość pokazania ofiarom ich perspektywy i zmuszenie oprawców do refleksji, którą tutaj zresztą widzimy. Ciekawa jest dyskusja, jaka wywiązała się po premierze tego filmu, wielu zarzucało wtedy reżyserowi, że zbyt ingeruje on w intymność swoich bliskich. Jednak ja w pełni opowiadam się po stronie twórcy, czyli, dla mnie, po stronie prawdy. Nie możemy odwracać wzroku od tragedii i przemocy, zwłaszcza jeżeli dzieje się w miejscu, które jest obarczone jakimś tabu. Właśnie takie filmy jak ten pozwalają wywołać jakąś dyskusję w społeczeństwie na dany temat i w rezultacie pozwolą nam wynieść z tego wspólnie jakąś lekcję.Jednak po 20 latach od premiery tego filmu można zadać sobie pytanie, “Czy rzeczywiście to zrobiliśmy?”. Obserwując szum wokoło “Tylko nie mów nikomu” i krytykę za samo podjęcie takiego tematu. Słysząc wypowiedzi nowego rzecznika praw dziecka i polityków dotyczące przemocy domowej wątpię.Ale mimo to wciąż nie chcę wątpić w oczyszczającą, społeczną rolę sztuki filmowej.

skopiuj url: