2017

Upadek mistrza

Film: "Powidoki"

Autor: Paweł zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Polskie kino to wyjątkowy temat, ma swoje wzloty i upadki, często zaskakuje w nieoczekiwany sposób, ma swoich zwolenników i przeciwników, nawet wśród Polaków. Rok 2016 był, można by rzec, złotym czasem dla polskiego filmu, zdecydowanie przeważały w nim produkcje co najmniej dobre. Zaraz na początku pojawiła się lekka i przezabawna ,,Planeta Singli”, później głośny ,,Pitbull: Nowe Porządki”, a ukoronowaniem roku były istne perełki, takie jak ,,Wołyń” i ,,Ostatnia Rodzina”, które śmiało można uznać za jedne z najlepszych polskich filmów dekady. Jak na ironię rok 2016 odebrał wybitnego (jeśli nie najwybitniejszego) polskiego reżysera, laureata Oscara – Andrzeja Wajdę. Reżyser miał w swoim dorobku aż 4 filmy nominowane do Oscara, był laureatem wielu prestiżowych nagród i po prostu świetnym reżyserem. Byłem więc uradowany, słysząc, że udało mu się zrealizować jeszcze jeden film – Powidoki. Później dowiedziałem się o jego zgłoszeniu do rywalizacji o Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Z niecierpliwością oczekiwałem premiery, film bowiem w moim przekonaniu powinien był utrzymać dobrą passę, jaka była obecna w roku 2016. ,,Powidoki” jednak nie powtórzyły sukcesu ani wcześniejszych filmów Wajdy, ani nie utrzymały poziomu polskiego kina. O czym więc są ,,Powidoki’’? Film skupia się na ostatnich latach życia malarza, artysty, teoretyka sztuki – Władysława Strzemińskiego i jego walce z narastającym socrealizmem, historia bowiem toczy się w czasach ciężkiego stalinizmu. Trudno nie zgodzić się z faktem, iż przedstawiana w filmie historia jest ciekawa, a ponury, depresyjny klimat wczesnego PRL-u i ciągłe poczucie zagrożenia są zrobione naprawdę dobrze! Klimat to wciąż najmocniejsza strona filmu, znika gdzieś jednak po skonfrontowaniu ze sobą pozostałych jego aspektów. Trzeba zaznaczyć, że przedstawiona w filmie historia Strzemińskiego jest jedynie urywkiem z jego życia, i to szczerze mówiąc, najmniej ciekawym. Sporo jest "dziur" w scenariuszu, pewne ciekawe i ważne wątki nie są finalnie rozwiązywane. Jest co prawda wątek z córką arysty – Niką, jednak nie angażuje widza i nie zaciekawia z paru znacznych powodów, ale o tym później. Nie otrzymałem odpowiedzi na pytanie dlaczego Strzemiński jest kaleką, co mnie interesowało i nie dawało spokoju przez cały film. Szkoda, że reżyser nie poruszył historii romansu między Strzemińskim i Katarzyną Kobro, z którą miał córkę, to mógłby być mocnyi emocjonujący wątek, bowiem bohaterowie swego czasu byli ze sobą blisko. Skupienie reżysera bazowało na przedstawieniu profesora u schyłku jego życia. Uważam, że film nie straciłby na wartości po wprowadzeniu retrospekcji, wręcz urozmaiciłby i wprowadziłby więcej osobistego klimatu. Miłym zaskoczeniem był dla mnie wątek relacji Strzemińskiego ze studentami, bohaterowie są energiczni, posiadają osobowość i przede wszystkim nie nudzą, nie denerwują, emanują ciepłem i można się do nich przywiązać. Na szczególną uwagę zasługują jednak sceny symboliczne, konkretnie dwie mocne sceny, które zapadają w pamięć. Pierwsza z nich ma miejsce praktycznie zaraz na początku; główny bohater przebywa w swoim mieszkaniu i oddaje się swojej pracy, nagle jego pokój robi się czerwony. Okazuje się, że jego kamienicę zasłonił ogromny plakat portretujący Józefa Stalina. Z kolei druga scena pojawia się pod koniec; Strzemiński udaje się do sklepu plastycznego w celu uzupełnienia swoich materiałów. Kiedy dochodzi do sprzedaży, okazuje się, że nie może ich kupić, gdyż nie posiada odpowiedniej legitymacji. Takie sceny są mocne i wpływają na wydźwięk filmu, ale też charakteryzują styl Andrzeja Wajdy. Wystarczy przypomnieć sobie genialne ,,Wesele’’ z 1972 roku, które było przepełnione takimi symbolami. Kolejnym mocnym atutem jest (ex aequo z klimatem filmu) grający głównego bohatera – Bogusław Linda, jeden najbardziej znanych polskich aktorów grających głównie filmowych twardzieli. Tutaj gra wrażliwego i inteligentnego Władysława Strzemińskiego. Można śmiało powiedzieć, że jest to strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o dobór aktora. Linda doskonale wczuł się w graną przez siebie postać, od wzniosłych przemówień do swoich studentów począwszy, poprzez szczere i wiarygodne rozmowy z przyjaciółmi na rewelacyjnej mimice twarzy kończąc. Oprócz Bogusława Lindy na ekranie możemy podziwiać m.in. Mariusza Bonaszewskiego w roli profesora Madejskiego, który nie zapada w pamięć i pojawia się raptem w kilku scenach, a także aktorkę młodego pokolenia – Zofię Wichłacz znaną z filmu ,,Miasto 44”: gra tu również rolę drugoplanową i pomimo iż jest utalentowaną aktorką, nie miała tu zbytniego pola do popisu. Jednak wśród aktorów najbardziej wyróżniła się młoda debiutantka Bronisława Zamachowska, w roli Niki Strzemińskiej. Rozumiem, że dziewczyna jest młoda i początkująca, lecz nie spodziewałem się, że Wajda tak bardzo zlekceważył jej rolę, bądź co bądź zaraz po Władysławie Strzemińskim, jest najczęściej pojawiającą się postacią w filmie. Jej rola jest sztuczna, sprawia wrażenie czytanej z kartki, pozbawiona wczucia i przygotowania, jest zdecydowanie najsłabszym atutem filmu. Muzyka i zdjęcia prezentują wysoki poziom, także charakteryzacja i kostiumy, które budują nostalgiczny klimat filmu, ale nie ratują go przed ostrzem krytyki.Mój największy zarzut wobec filmu: Jest to film biograficzny, a zwykle po takich filmach mam ochotę dowiedzieć się czegoś więcej na temat głównej postaci. W tym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Sztuka Strzemińskiego powinna zainteresować, Wajda starał się nieudolnie skupić się bardziej na niej w celu jej propagowania, to nie jest jednak ,,Ostatnia rodzina” , w której przy okazji dowiadujemy się co nieco o twórczości bohatera. Smutne jest również to ,że jest to, mimo wszystko, film Andrzeja Wajdy, reżysera takich hitów jak ,,Kanał”, ,,Ziemia obiecana’’ czy rewelacyjnego ,,Dantona”. To nie jest poziom tego reżysera. Podsumowując film jest mocno przeciętny, chaotyczny, robiony na siłę i nie na poziomie reżysera. Szkoda, że właśnie taki film, w dobie ,,odrodzenia” kina polskiego, jest zgłaszany do rywalizacji o Oscara.

skopiuj url: