2017

Promyk słońca w życiu "roślin".

Film: "Nazywam się cukinia"

Autor: Natasza zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

/Ma Vie de Courgette/

Film swoją polską premierę miał w czerwcu bieżącego roku. Wybrałam się do kina, klimatycznej przestrzeni, w której bardzo dobrze obcuje się z filmem. I tak było również tym razem, a może nawet i lepiej.

„Nazywam się cukinia” to dzieło francusko- szwajcarskiej produkcji w reżyserii Claude’a Barrasa, który porusza się w charakterystycznej dla siebie estetyce animacji. Na początku pragnę zaznaczyć, że film widziałam w wersji oryginalnej z napisami, więc nie sposób mi ocenić jak wypadł polski dubbing.Cukinia to ksywka głównego bohatera, który za sprawą przykrych okoliczności trafia do domu dziecka. Jest dość wycofanym chłopcem, który próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka „galerię” osobowości i to nie tylko inne sieroty, ale również opiekunowie czy nawet pan policjant Obserwujemy jego relacje z rówieśnikami, poznajemy psychologię innych bohaterów i szukamy odpowiedzi na pytanie: Czy marzenie dziecka może się spełnić?Film wykonano metodą animacji poklatkowej, która wymaga dużego nakładu pracy, a jednocześnie (moim zdaniem) daje najlepszy efekt końcowy. Każdy z bohaterów, ale i wszystkie przedmioty mają swoją masę i plastyczność, co widać na ekranie. Ponadto ich oblicze jest bardzo charakterystyczne, co może odstraszyć najmłodszą widownię, czego nie uważam za zły odruch, bo: czy to jest film dla dzieci? Nie tylko ze względów wizualnych należałoby się zastanowić nad tym czy zabrać dziecko na ten film. Z całą pewnością idąc na ten film powinno się już mieć świadomość, że może on opowiadać o prawdziwych wydarzeniach. Z drugiej strony uważam, że należy zaznajomić swoje pociechy ze smutnymi aspektami dzieciństwa. Decydując się na seans z dzieckiem należy rozważyć estetykę i temat filmu oraz wiek podopiecznego.W całej produkcji najbardziej urzekli mnie bohaterowie. Każda z postaci jest inna, a wszystkie są zakreślone grubą kreską. Począwszy od Cukinii, który w miarę rozwoju fabuły coraz bardziej otwiera się na świat, przez policjanta, który jest tak ludzki, że wszelkie uprzedzenia do służby znikają jak ręką odjął aż do, jak się wydaje najwredniejszego dziecka – Simona , który przechodzi chyba przez najgorsze, aby stać się lepszym. Nawet Simon, czyli stereotypowy ( z pozoru) zbój nie jest tak oczywisty, a reżyser tłumaczy jego postawę i obala stereotypy. Nie wolno też zapominać o tajemniczej Camille, która jest bardzo skomplikowana i skryta. Moje serce zdobyła Béatrice, która jest najmłodszą mieszkanką domu dziecka, a przy tym najbardziej wzruszającą, bo nie potrafi zrozumieć swojej sytuacji. Bardzo dobrze zarysowanych postaci jest o wiele więcej i to przede wszystkim one tworzą ten film. Następną zaletą jest poklatkowa animacja, o której już wspomniałam, która idealnie oddaje realizm postaci, nadając im objętość i fakturę. Warto wspomnieć, że materiałem na film była książka, pt. „Autobiographie d'une courgette" autorstwa Gilles Paris. Dobrze skrojony scenariusz na podstawie książki jest najważniejszy w przypadku jej ekranizacji. Za reżyserię odpowiedzialny był współtwórca scenariusza wspomniany wcześniej Claude Barras. Bohaterowie są fantastycznie zarysowani fabularnie, odtworzeni plastycznie oraz rewelacyjnie zagrani, bo przecież podkładanie głosu również wymaga umiejętności i dobrego poprowadzenia przez reżysera. Żeby cała opowieść miała ręce i nogi należy zadbać o dobry montaż, którym zajął się Valentin Rotelli.Film widziałam w czerwcu i do tej pory wciąż o nim myślę. Jest to animacja, która zapada w pamięć głównie ze względu na poruszoną tematykę. Nie każdemu może spodobać się estetyka i sposób wykonania, ale uważam, że wygląd całokształtu był zamierzony z góry i jak najbardziej odpowiedni. Historia Cukinii nie musi być odebrana na płaszczyźnie chłopca, który trafia do domu dziecka, a można to odczytywać jako wkraczanie w nowe środowisko. Wszyscy nosimy ze sobą jakiś bagaż i musimy się z czymś zmierzyć zupełnie jak Cukinia. W życiu każdego z nas pojawia się moment, w którym szukamy towarzystwa lub zrozumienia w grupie ludzi – w szkole pracy, na podwórku… Fenomenem tego filmu jest właśnie jego uniwersalność w sferze interpretacji, rewelacyjnie zarysowane postaci i taki promyk słońca, który jest w bohaterach mimo losu jaki ich spotkał. Jest to prawdziwa „bajka” z morałem, której potencjał doceniono dwoma Cezarami, nominacją do Oscara i Złotego Globa.

skopiuj url: