2017

„The Fools Who Dream”

Film: ""La La Land""

Autor: Małgorzata Podsędek zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

 „Wystąpcie szaleńcy, fale po rzucanych w wodę kamieniach, malarze, poeci i sztuki”. Na to zawołanie odpowiada Damien Chazelle reżyser „La La Land”, jednego z filmów, o którym najczęściej mówiono w 2016 roku i na początku 2017. Produkcja zdobyła aż 49 nagród, w tym 6 Oscarów, zaś otwarcie gali Złotych Globów było inspirowane piosenkami z filmu. Co sprawiło, zatem, że stał się on tak popularny i wyróżniony?

   Reżyser filmu, pomimo bardzo młodego wieku, już w 2014 roku zachwycił świat swoją produkcją „Whiplash”. Już wtedy było o nim głośno w całym Hollywood. W filmie „La la Land” Damien Chazelle zabiera nas w podróż do Miasta Gwiazd, wskrzeszając przy tym zaniedbany gatunek filmowy-musical. Z fantazją łączy klasykę z nowoczesnością, między innymi postarał się, aby poszczególne sceny nie miały cięć i nie były montowane. Przejawy nowatorskości widzimy, gdy bohaterowie podczas wizyty w planetarium nagle zaczynają się unosić i tańczyć w kosmosie. Świetnie spisał się również, jako scenarzysta. Dialogi bohaterów są proste, ale równocześnie błyskotliwe. Scenariusz staje się dzięki temu oryginalny i nietuzinkowy. Czym jednak byłby film bez obsady? Reżyser miał kilka kandydatek do roli Mii, jednak po zobaczeniu Emmy Stone w musicalu "Cabaret", wystawianym na Broadwayu w sezonie 2014/15, to właśnie jej zaproponował główną rolę. Aktorka zagrała brawurowo oraz porywająco, za co została uhonorowana Oscarem. Wykazała się również talentem wokalnym, wykonując między innymi piosenkę „The Fools Who Dream”. Również Ryan Gosling, odtwórca głównej roli męskiej, pokazał się z jak najlepszej strony, między innymi specjalne nauczył się grać na fortepianie. Duet ten nie grał razem po raz pierwszy, jednak zdecydowane można odczuć między nimi tzw. chemię.

   Film kręcono głównie w Los Angeles przez 8 tygodni podczas lata 2015 roku. Dzięki temu mamy okazje podziwiać niesamowite i nieszablonowe widoki, w których można z pewnością się zakochać. Scenografia jest pełna kolorów, nie ma sceny, gdzie nie można dostrzec pełni barw. Występuje wiele neonów, które podkreślają rozrywkową stronę miasta. Kostiumy bohaterów wyróżniają się pośród otoczenia, są również proste i skromne. Zdjęcia zapierają dech w piersiach, przywiązano to tego bardzo dużą rolę, zwłaszcza podczas kręcenia sceny, gdy bohaterowie tańczą nocą na jednej z ulic. Nagrywano ją bowiem dwa dni, by uchwycić „magiczny moment”, który by idealnie pasował do koncepcji piosenki „A Lovely Night”. Duże znaczenie ma również oświetlenie, które wskazuje, co jest najważniejszym punktem w danym momencie. Za przykład może posłużyć scena, jak Sebastian gra na fortepianie w restauracji. Z początku widać wszystko dookoła, jednak, gdy bohater wczuwa się w grę, światło jest już skierowane tylko na niego. Do tego mamy przybliżenie na jego postać, czy palce grające na instrumencie . Ruchy kamery zostały zatem również starannie przemyślane. Już na samym początku mamy stylizowany na master shot prolog. Jest to jedno pełne ujęcie całej sceny, najczęściej wykonywane jest ono w planie głównym lub pełnym, pozwala to na ujęcie całej akcji. Momentami kamera kręci się wokół własnej osi, stwarzając wrażenie, że my sami stoimy w centrum wydarzeń Ma to miejsce podczas sceny na przyjęciu, gdy rozbrzmiewa „Someone In The Crowd”.

   Ważną, jak nie najważniejszą rolę odgrywa w filmie muzyka. Mieszane są różne gatunki: jazz, swing i pop. Już od samego początku zostajemy oczarowani przez piosenkę „Another Day Of Sun”. Jest zwykły dzień, jednak na zatłoczonej autostradzie setka statystów tańczy i śpiewa o kolejnym słonecznym dniu wypełnionym marzeniami. Każda kolejna piosenka ma swój urok i od razu wpada w ucho. Różnią się jednak one pod względem rozmachu i wizualizacji - od kameralnych, rozpisanych na dwójkę aktorów, po wielkie pełne tancerzy sekwencje. Największe jednak brawa należą się za piosenki „City of Stars” oraz „Fools Who Dream”, obie zostały nominowane do Oscara. Pierwsza z nich mówi o miłości, niespodziewanej, ale pięknej. To właśnie jej pragnie każdy w mieście. Ona daje nam nadzieje, na spełnienie i szczęście. Drugą z nich Mia śpiewa podczas przesłuchania, gdy jest proszona o opowiedzenie jakiejś historii. Przypomina sobie o ciotce, która mieszkała w Paryżu, to właśnie ona zainspirowała ją do zostania aktorką. Jest to przełomowy moment dla Mii, która już nie wierzyła w siebie, ale postanowiła spróbować zawalczyć. Bohaterka śpiewa: Powiedziała mi... "Odrobina szaleństwa jest kluczowa", "By odkryć kolory od nowa!", "Kto wie gdzie nas skierują?", "Oto dlaczego nas potrzebują". Obie piosenki mają niespotykany nastrój, dzięki któremu możemy ich słuchać bez końca, ale również niosą ważny przekaz, że warto marzyć i walczyć o nasze pragnienia. Duże emocje można poczuć również przy ostatniej piosence „Epilogue”, która jest zarówno radosna jak i smutna, nie potrzebuje słów, by przekazać zawarte w sobie emocje.

   Fabuła filmu wydaje się być prosta, jednak ma coś w sobie, co pociąga nas dalej. Losy dwójki marzycieli splatają się przypadkiem. Mia jest kelnerką, która marzy o karierze aktorskiej. Sebastian jest muzykiem, pragnącym otworzyć własny klub. Spotykają się w trudnej dla nich chwili, gdy zaczyna brakować im wiary. Jak mówi piosenka: „Ten ktoś" w tłumie może być tym, kogo musisz spotkać. Tym, który wreszcie wzniesie cię nad ziemię. Ten "ktoś" w tłumie zabierze cię tam, gdzie pragniesz dotrzeć. Jeśli tylko jesteś tym "kimś" gotowym na zostanie odkrytym. Uczucie między bohaterami rośnie powoli, stopniowo. Nie widzimy pocałunków pełnych namiętności, ale delikatne gesty jak szukanie dłoni w kinie. Nie brakuje również poczucia humoru, przez co historia staje się wiarygodniejsza. Dzięki temu sami możemy odnaleźć jakąś cząstkę siebie w tym wszystkim. W końcu każdy ma jakieś marzenie, małe bądź duże. Każdy marzy o spełnieniu, sukcesie i miłości. Mówi o tym właśnie piosenka „City of Stars”. Wszystko ma jednak swoją cenę, o czym przekonają się kochankowie.

   Połączenie tych wszystkich elementów sprawiło, że film został doceniony nie tylko przez krytyków ale i publiczność na całym świecie. „La la land” jest musicalem nie tylko dla marzycieli i wielbicieli jazzu. Jest to pełna ciepła i uczuć historia dwójki młodych ludzi. Historia ta na pewno poruszy każdego, da mu do myślenia nad swoim własnym życiem. Choć momentami zabawna, pokazuje również smutne strony show-biznesu. Przestrzega też przed konsekwencjami pościgu za wyznaczonymi przez siebie celami. Finał powala na kolana, jednak i tak skończycie z uśmiechem na twarzy i łzami w oczach. Tego filmu nie da się zapomnieć, chce się do niego wracać i odkrywać go na nowo. Melodie piosenek na długo zostaną w waszych głowach. W dzisiejszej kinematografii brakuje takich filmów z sercem. Dlatego zaśpiewajmy razem z Miią: „Za tych, co mają marzenia. Jakkolwiek głupie by nie były. Za serca, co cierpią. Za bałagan, który czynimy”.

skopiuj url: