2017

Ewakuacja 1940

Film: ""Dunkierka" "

Autor: Milena zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

 

   Wyobraź sobie, że stoisz właśnie na plaży we Francji. Jest maj, fale leniwie rozbijają się o brzeg, piasek lekko przesypuje się pod naporem wiosennego wiatru. Widzisz jak mewy skrzeczą, latając gdzieś pod nieboskłonem i wypatrują jedzenia. Bierzesz głęboki oddech i napawasz się świeżym morskim powietrzem.

   Jest tylko jeden szkopuł: jesteś alianckim żołnierzem w roku 1940 i od kilkunastu dni czekasz w kolejce, w pełnym rynsztunku na łódź, która zabierze cię z piekła niemieckiego okrążenia prosto do domu.

   Mówimy tutaj o „Operacji Dynamo”, ewakuacji alianckich żołnierzy podczas II Wojny Światowej z plaż Dunkierki po przegranej kampanii francuskiej. Temat do zekranizowania jest to niewiarygodnie trudny, w końcu jak mówi jedna z postaci Nolanowskiej wizji katastrofy „Na tej plaży jest 400 tysięcy ludzi” dookoła jeszcze większa ilość sprzętu, amunicji, koni i rannych. A kawałek dalej, dywizje pancerne Wehrmachtu.

   Cała koncepcja "Dunkierki" Christophera Nolana jest specyficznie zbudowana, reżyser zrozumiał że nie chce pokazywać ogromu operacji, plaży zatłoczonej anonimowymi twarzami ani spektakularnych scen walki, którymi kino wojenne jest przepełnione. Twórca takich dzieł jak "Interstellar" oraz "Incepcja" dał żołnierzom imiona, historie i uczucia.  Na ekranie nie widzimy iście romantycznych wizji ani heroicznych czynów, obserwujemy za to dziką walkę o przeżycie i obnażenie zwierzęcych instynktów.

   Najważniejsza w całej historii jest jej wielowątkowość i podział na trzy płaszczyzny czasowe. Pierwszą jest plaża: na samym początku filmu spotkamy młodych angielskich żołnierzy, którzy próbują się dostać na miejsce ewakuacji. Widzimy gdy idą ulicą Dunkierki. Wszędzie jest cicho, nikt z nich nic nie mówi, słychać tylko szelest propagandowych ulotek i kroki. Nagle zaskoczenie! Widz wręcz podskakuje w fotelu przez odgłos wystrzału, obraz przyspiesza, pada pierwszy, potem drugi, seria z karabinu, pada kolejny zostaje dwóch: przeskakują przez ogrodzenie, jeden ginie, drugi pada, kuca, żyje! Widownia wzdycha z ulgą. Znowu strzały: młody wyjmuje karabin, zacina się! Wstaje, strzela, ucieka, w końcu udaje mu się dobiec do francuskiej barykady: i od tego momentu zaczyna się właściwa akcja filmu. Zaczynamy podglądać walkę młodego Tomm’ego (Fionn Whitehead) z szaleństwem jakie go otoczyło, widzimy z jaką zaciętością próbuje dostać się na statek, a potem podążamy za nim podczas ucieczki, gdy zaczyna tonąć. Obserwujemy jak nawiązuje relacje z tak samo zdesperowanymi żołnierzami i razem próbują pokonać to, co wydaje się być nieuniknione. 

 W tym samym czasie patrzymy też na ewakuację z dwóch innych perspektyw. Nolan nie daje widzowi pojedynczej narracji: tnie on historię na kawałki, układając ją jak puzzle, ale nie po kolei. Obserwujemy tą samą sytuację z punktu widzenia pilotów angielskich samolotów bojowych: Collinsa (Jack Lowden) i Farriera, (Tom Hardy) za wszelką cenę chcących obronić swoich braci broni na plaży. Poznajemy też zwykłego obywatela: Pana Dawsona, (Mark Rylance) który zmuszony przez wojsko, wypływa swoją łódką na ratunek żołnierzom.

   Co jest najważniejsze w dziele Christophera Nolana: reżyser swobodnie bawi się symbolem tykającego zegara i czasem jako takim. A przecież  jest on tu na wagę złota, alianci muszą uciec z plaż Dunkierki jak najszybciej potrafią. Cała historia nie płynie od „punktu a do punktu b” tylko skacze, wraca i wyprzedza: dzięki temu zabiegowi widz może ujrzeć całość wydarzeń, wszystko co się dzieje, na raz. Uzmysławia sobie, że młody chłopak biegnie przez plażę z noszami w tym samym momencie jak pilotowi psuje się wskaźnik paliwa a kapitan statku przyjmuję na pokład pierwszego rozbitka. Symbolika zegara jest przede wszystkim mocno widoczna w muzyce skomponowanej przez Hansa Zimmera (jest to ulubiona sztuczka kompozytora): tam prawie każda melodia oparta jest na nerwowym tykaniu, co podkreślają jeszcze szybkie, urywkowe bądź długie przypominające wycie syren sekwencje skrzypcowe. Podczas dynamicznych scen muzyka rośnie, staje się coraz bardziej intensywna, zatrzymuje widza w wielkim napięciu, aby za chwilę rozczarować go nieosiągnięciem punktu kulminacyjnego.

   W "Dunkierce" możemy zobaczyć też wiele symbolicznych scen: chociażby moment, w którym główny bohater wchodzi na plaże. Widzimy elegancką ulicę, sklepiki z ręcznie malowanymi szyldami: dowody dawnej świetności, dzisiaj będące oparciem dla poukładanych w stosy skrzynek z amunicją. Wraz z akcją filmu poznajemy też Georga, (Barry Keoghan) młodego pomocnika na łódce, który pomimo pomocy jaką zaoferował przemarzniętemu żołnierzowi, ginie na skutek jego ataku paniki. Czy można się tutaj doszukiwać alegorii Europy podczas II Wojny Światowej? A może niewinności całej ludzkości, która zniknęła wraz z bestialstwem tych długich sześciu lat?

   Ogromną rolę w całym dziele odgrywa, jakość i kompozycja obrazu: film został nagrany  najnowocześniejszą techniką, za pomocą kamer IMAX. Poszerzyło to format obrazu a przede wszystkim, przełożyło się na niebywałą jego jakość i ostrość. Siedząc w fotelu kinowym i oglądając szersze ujęcia krajobrazu, widz ma wrażenie jakby znajdował się w miejscach, w których aktualnie toczy się akcja. Także częste zbliżenia kamery na twarze i górne części ciała postaci, tworzą iluzję jakby osoba oglądająca film, osobiście brała udział we wszystkich działaniach aktorów.

  Duże brawa należą się Christopherowi Nolanowi za dobór obsady, każdy aktor idealnie wpisuje się w swoją postać, i tworzy niepowtarzalne kreacje. Bardzo wiele film zyskuje na grze aktorskiej Fionna Whitehead’a, który przecież w „Dunkierce” debiutuje na wielkim ekranie. Każdy jego ruch i wyraz twarzy jest na tyle czytelny, że aktor nic nie musi mówić, widz dokładnie dostrzega wszystkie emocje szargające przerażonym żołnierzem: strach, złość a przede wszystkim szaleństwo chęci przetrwania. Na pochwałę zasługuje też brawurowy występ panów Kennetha Branagh’a i Jamesa D’ Arcego wcielających się w Komandora i pułkownika dowodzących ewakuacją na miejscu. Przez cały film obserwujemy, jak radzą sobie z zaistniałą sytuacją i próbują ratować swoich żołnierzy. Z napięciem obserwujemy ich decyzje, które mają bezpośredni wpływ na dalsze losy głównych bohaterów. 

 Film pod względem wizualnym ma wiele plusów, jednak traci on na fabule i specyfice ukazania problemu. Widz, co prawda obserwuje tragiczne losy bohaterów, ale w tym samym czasie zastanawia się: gdzie jest tego powód? Gdzie są te niemieckie wojska, które miały otoczyć aliantów na plażach Dunkierki? Christopher Nolan daje nam pewien wycinek historii II Wojny Światowej, wielką ewakuację, ale nie pokazuje jej bezpośrednich powodów. Chociażby w końcowej scenie widzimy jak Farrier ląduje na plaży i idzie do niewoli. Wszyscy wiemy czyjej, ale dlaczego reżyser nie pokazał chociażby skrawka niemieckiego munduru? Czy ma to być wyniesiona na całkowicie nowy poziom poprawność polityczna?   

   Widz nie odczuwa też ogromu całej tej sytuacji. Widzimy co prawda żołnierzy stojących w kolejkach raz tutaj, potem kolejną gdzieś dalej, ale siedząc w fotelu kinowym, podążając za grupką protagonistów ma wrażenie jakby cała plaża była pusta. Jakby zgromadzonych tam żołnierzy nie było 400 tysięcy a o wiele, wiele mniej.

   Christopher Nolan podjął się niezwykle wymagającego tematu. „Operacja Dynamo” przez większość uważana za akt bohaterstwa alianckich wojsk, i głupoty Hitlera wizualnie była niezwykle trudnym „orzechem do zgryzienia”. Reżyser, co prawda, ukazał to najlepiej jak to było można, odchodząc od sztampowego kina wojennego, ale surowością i dużym ograniczeniem efektów specjalnych zamiast filmu genialnego w całej okazałości, stworzył "tylko" bardzo dobry z ogromnym potencjałem.

skopiuj url: