2017

Brutalny świat samotności.

Film: "„Lion . Droga do domu ”"

Autor: Kamil zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Rodzina.

   Myślę, że to słowo jest jednym z kluczowych jeśli chcemy mówić o filmie „Lion.Droga do domu”. Ale czym w ogóle jest rodzina? Czy to ludzie z którymi żyjemy pod jednym dachem? Możliwe. Czy to ci, których darzymy uczuciem? Również prawdopodobne. Jednak dzięki historii małego Hindusa dostrzegamy jedną bardzo ważną rzecz. Rodzina, jakkolwiek zła by nie była, jest nią zawsze. Obraz przepełniony realizmem rzetelnego dokumentu National Geographic, jednocześnie opowiada niesamowitą pełną wzlotów i upadków historię o mrokach dorastania na ulicach Indyjskich metropolii, prowadząc nas ku dorosłości Saroo.Muszę jednak zaznaczyć w tym momencie, iż nie jest to historia idealna, a wspomniane wcześniej wzloty i upadki nie dotyczą jedynie warstwy fabularnej, a wielu aspektów produkcji. Rozkładając na czynniki pierwsze produkcję Gartha Davisa, można dojść do ciekawych wniosków.

   Zacznijmy od historii. Ciężko jest mówić tutaj o całokształcie, ponieważ składa się on z 3 etapów życia bohatera. Pierwszym etapem jest etap dziecięcy rozgrywający się przez większość czasu w Indiach, zakończony w Australii. Ciężkie życie w małej wiosce zmusza dwóch braci do kradzieży, aby móc zapewnić matce i siostrze lepszy byt. Mimo trudnego losu i sprzeciwom mamy nie mają zamiaru przestać. W tym momencie zaczyna się wątek podróży, jaką Saroo będzie odbywał już do samego końca filmu. Mały chłopiec podczas jednej z wypraw w poszukiwaniu zajęcia, gubi swojego brata i wsiada do pociągu, który wywozi go tysiące kilometrów od jego rodzinnej miejscowości. Maluch zmuszony jest przeżyć na ulicy i zaadaptować się do nowej rzeczywistości jaka go otacza. Spotyka na swojej drodze wielu złych ludzi. Świat nie wydaje się już tak przyjaznym miejscem, a mrok, który z dnia na dzień się pogłębia, rodzi w chłopcu nieufność i niechęć do innych. Jest to bardzo ciężka i trzymająca za gardło część produkcji, która wykorzystuje wspomniany wcześniej realizm, wciągając nas w świat samotności i nieustającego strachu. Przekaz ten jest brutalnie realny. Jest to moment, który bezpardonowo zderza nas z realiami tamtejszego świata i kultury. Wiele pytań zrodziło się w mojej głowie, jednak odpowiedź jednak musiałem znaleźć sam. W tym tkwi specyfika tej produkcji. Eksplorujemy świat wraz z Saroo. Poznajemy ciężkie zasady życia na ulicy i stopniowo sami nabywamy nieufności do pojawiających się nieustannie nowych postaci. Film pozwala nam wczuć się w sytuacje dziecka, a to sztuka, którą niewiele produkcji jest w stanie się poszczycić. Kolejny Etap to dorastanie i dorosłość Młodzieńca. Nabyte wcześniej doświadczenia nastawiają nas na obraz inny od tego co dane będzie zobaczyć. Saroo swoją ciężką pracą doszedł do momentu w którym praktycznie ma w życiu więcej niż mógł wcześniej oczekiwać. I ta prostota, dostępność wszystkiego, jest uderzającą różnicą. Początkowe napięcie słabnie, a bohater dzień po dniu przypomina sobie kolejne sceny z dziecięcego życia – prowadzi nas to do ostatniego etapu jakim są poszukiwania utraconego domu. Ta część zaniża niestety jakość wcześniej przedstawionej opowieści. Oto staje przed nami rozstrojony emocjonalnie człowiek, którego jedynym celem jest odnalezienie rodziny. Czy ma to sens w obliczu całokształtu ? Owszem. Jednak sposób przedstawienia jest zupełnie nie atrakcyjny i poza kilkoma ciekawymi dialogami, nie dostajemy nic więcej od dobrego lokowania produktu i ciężkiego klimatu niepewności. Obraz traci przez gloryfikacje problemu, spychając na dalszy plan bohatera i jego wewnętrzne uczucia, oraz naszą własną więź, którą zapewne każdy nawiązał z młodym Saroo podczas jego wędrówki. Koniec, końców historia niejednokrotnie zaskakuje, jednak początkowo dobrze rokująca, zamienia się w równie pochyłą z kilkoma wzniosłymi momentami uderzającymi w nasze emocje, którymi zręcznie się bawi, próbując się ratować przed zupełną niestrawnością.

   Warto zaznaczyć, że lwia część filmu nie zawiera dialogów, jednak gdy się one pojawiają, to mają realny, znaczący wpływ na fabułę . Wkradła się w nie niestety kilka razy typowa dla średnich produkcji rozmowa, czyniąc pewne momenty bardzo przeciętną wizją wydarzeń przedstawionych w obrazie.

   Zespół aktorski podołał postawionym przed nim zadaniom, jednak szczególne brawa należą się odtwórcy roli młodego Saroo. Sunny Pawar stanął przed niezwykle trudnym zadaniem, któremu podołał w mistrzowski sposób. Nie jest to więc ze strony twórców chwyt „na dziecko”, który czasem jest nadużywany i polega na tym, aby w filmie dać rolę jakiejś słodkiej małej istocie, aby ta swoim urokiem rozmiękczyła serca widzów. Sunny stworzył pełnoprawną kreację aktorską i będąc zupełnie świadom swego ciała, wspaniale nim operował. Reszta aktorów została przyćmiona przez występ chłopca. Jedynie Nicole Kidman przebiła się w kilku momentach na pozycję bliską młodemu aktorowi. Dev Patel musi mi wybaczyć ale dostał ciężkie zadanie, kontynuowania kreacji młodego kolegi po fachu i zrobił to w sposób co nawjyżej zadowalający, nie wznosząc się na wyżyny profesji.

   Warto wspomnieć o stronie technicznej dzieła. Muzyka nie jest czymś nadzwyczajnym i nie przebija się ponad inne soundtracki. Inaczej jest jednak z kamerą i montażem, które nie dość, że wspaniale współgrają ze sobą, to niesamowicie potrafią budować świat filmu. Obrazy są wspaniałe. Reżyser umiejętnie kieruje naszą uwagę na szczegół, nawet gdy przez kadr przewijają się dziesiątki osób. Wiemy co chce nam pokazać i nie błądzimy wzrokiem w poszukiwaniu sensu ujęcia. Plany totalne są wręcz poetyckie. Podkreślają osamotnienie w wielkim mieście. Za kamerą idzie montaż, prezentując równie wysoki poziom. Specyficznie zmontowane ujęcia często definiują, czy to co widzimy ma statyczny charakter, czy kipi od dynamiki. Nie trudno jest więc przeoczyć zamysł twórcy, nie myśląc o tym elemencie jako ważnym w całokształcie. Jednak te dwa elementy nie mogłyby istnieć bez wspaniałej scenografii. Jest realistyczna, dzięki czemu widz jest w stanie zupełnie wejść w przepełniony brudem i zgiełkiem świat. Nie koloryzuje prawdy jednocześnie daleko jej też do surowego przedstawienia. Jest ogromnym tłem dla profilu psychologicznego Saroo i podkreśla jego wyobcowanie, współgrając z wcześniej wspomnianą kamerą, choćby poprzez ujęcia na których widzimy chłopca między ogromną liczbą dorosłych, a kamera jest na wysokości jego głowy, przez co reszta osób w kadrze jest widoczna maksymalnie do klatki piersiowej. Geniusz przedstawienia wyobcowania dziecka w świecie dorosłych.

   „Lion . Droga do domu ” to brutalnie realistyczny obraz drogi przez życie, które nie jest usłane różami. Wysoka jakość nie jest co prawda utrzymana przez całość trwania produkcji, jednak ogólnie efekt końcowy chwyta za serce i zmusza do przemyśleń. Klimat i napięcie jakie panują w przedstawionym przez Davisa świecie, na długo zostają z widzem, a kilka tanich zagrywek nie jest w stanie tego zepsuć. Ostatecznie stwierdzam, że ten film jest dziełem uniwersalnym, dzięki czemu doceni go świadomy kinoman jak i niedzielny widz.

skopiuj url: