2014

„Rodzina to nie przyjaciele, nie możesz jej sobie wybrać.”

Film: "Sierpień w hrabstwie Osage"

Autor: persilgold zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Czym jest rodzina? Tylko zbieraniną ludzi z jednego rodu, połączonych więzami krwi i nazwiskiem, co sugerowałby cytat Stephena Kinga z tytułu recenzji? A może za tym słowem stoi coś więcej, jakaś niewidzialna nić pomijająca nawet drzewo genealogiczne? Najprawdopodobniej niemożliwym jest stworzenie uniwersalnego modelu opisującego wszystkich spokrewnionych na Ziemi ludzi, ale John Wells podjął się tej próby, kręcąc film, najkrócej mówiąc, właśnie o rodzinie. Pomysł okazał się trafny, owocując świetnym obrazem, nie pozwalającym widzowi na rozkojarzenie czy nudę.

Podczas oglądania Sierpnia w hrabstwie Osage nie wiadomo, gdzie kończy się komedia, a zaczyna dramat. Karykaturalne przedstawienie rodziny miało być niewątpliwie zabawną częścią, ale gdy się nad tym głębiej zastanowiłam, radość okazywała się śmiechem przez łzy. Każdy ma mniejsze lub większe problemy z rodziną. Nieposłuszne dziecko, niewierny mąż, wścibska ciotka, gdzieś pomiędzy znajdzie się czarna owca, wieczny singiel oraz koneser płci przeciwnej, zmieniający partnerów jak rękawiczki. Wisienką na torcie jest opryskliwa matka. Chociaż jedno brzmi znajomo? A teraz wyobraźmy sobie, że nasza rodzina to kumulacja tych wszystkich ludzi. Przejaskrawienie wadliwych relacji to trudny zabieg – balansowanie pomiędzy geniuszem a tandetą. Twórcom opłaciło się ryzyko, ponieważ stworzyli film ponadczasowy, igrający z umysłem widza, pokazujący rzeczy, których samemu nie jest się świadomym.

Na szczęście produkcja posiada momenty beztroskie. Podczas takowych mogłam po prostu nacieszyć się seansem. W pamięci szczególnie zapadła mi scena rozmowy Ivy z mamą i ciotką, gdy dwie ostatnie przeprowadzają popularny wywiad pod tytułem Czy poznałeś już kogoś?. Kaskada pytań skierowanych do Ivy niczym nie różni się od tej znanej mi z własnego doświadczenia. Doskonale obrazuje to zabawny charakter produkcji, przedstawiający szablonowe sytuacje, typowych dla okazjonalnego zjazdu rodzinnego. Ciekawą częścią filmu jest także śpiewający Benedict Cumberbatch, przywołujący na twarz uśmiech, ale tym razem nie z powodu komizmu sytuacyjnego, tylko ciepła i spokoju jakim epatuje. Urok tego momentu, kompletnie odstający od klimatu dzieła, przeniósł mnie w błogi stan ukojenia, dowodząc tym samym, że Wells miał zaplanowane, co i kiedy mam czuć.

Do zabawy w kotka i myszkę potrzebny był dobry scenariusz i reżyseria, a także skrupulatnie dobrana obsada. Chora na raka Violet, grana przez Maryl Streep, to świetnie wykreowana postać, ukrywająca ból i cierpienie za zasłoną uszczypliwej, cynicznej dewoty. Streep jednak jest według mnie zawsze genialna, więc doskonała gra w Sierpniu w hrabstwie Osage była oczywista. O wiele bardziej zaskakująca okazała się Julia Roberts, którą do tej pory znałam jedynie z komedii romantycznych z lat 90-tych. Postać Barbary to trudny orzech do zgryzienia – przytłoczona problemami kobieta próbuje „poskładać” rodzinę do kupy, nie tracąc przy tym głowy. Wszystko spada na jej barki, a kłopoty zamiast znikać, nawarstwiają się. Roberts zdecydowanie pasuje taki klimat, gdy twardo stawia na swoim, będąc na skraju załamania nerwowego. Muszę też wspomnieć więcej o Cumberbathu, który urzekł mnie swoją rolą Małego Charliego. Tym razem nie odgrywa on roli inteligentnego, sprytnego bohatera w stylu Sherlocka Holmesa. Wręcz przeciwnie – Charlie jest nazywany przez rodzinę nieudacznikiem. Jeśli ktoś przypadkiem zepchnie wazę ze stołu, to na pewno on. Jeśli ktoś zaśpi na pogrzeb, to na pewno on. Jeśli ktokolwiek będzie za to potem przepraszał do końca życia, to na pewno on. To ten typ człowieka, którego chce się poklepać po plecach mówiąc, że nic się nie stało.

Sierpień w hrabstwie Osage nazwałabym artystycznym portretem rodzinnym. Główną rolę odgrywają tu tak naprawdę relacje między krewnymi, nie aktorzy. Ten uniwersalny obraz, oprawiony w przepiękną ramę krajobrazów Oklahomy, to coś więcej niż tylko historia pewnej rodziny. To swoisty dowód kunsztu twórców i aktorów, pokazujących, że można stworzyć ponadczasowe arcydzieło z bardzo delikatnego tematu. Bądźmy szczerzy – ideałów nie ma w żadnej sferze egzystencji, nawet tej rodzinnej . Niemniej, Sierpień w hrabstwie Osage to jeden z najlepszych filmów ostatniego czasu i z tego miejsca składam ukłon do twórców, gdyż dokonali rzeczy niemalże niemożliwej – zmienili mój tok myślenia.

skopiuj url: